Już kiedyś pisałam o zajęciach na Akademii warszawskiej. Od 4 roku studiów dominowały zajęcia kliniczne. Czuliśmy się coraz bardziej związani z zawodem, pacjentem. Jednym słowem można to nazwać aktywnym zaangażowaniem. Tak , czuliśmy jak pochłania nas życie innych ludzi i ich problemy . Jeszcze po zajęciach zawzięcie dyskutowaliśmy na różne medyczne tematy, próbując znaleźć własne złote rozwiązanie diagnostyczno- terapeutyczne. Może to brzmieć śmiesznie, zwłaszcza po tylu przebytych latach w zawodzie, kiedy już wiadomo, że takiego złotego rozwiązania nie ma- zawsze są wątpliwości, które w dodatku się piętrzą….ale byliśmy bardzo młodzi , przejęci i ufni.
Już wtedy czułam, jak oplata mnie tajemna nić , która łączy i przywiązuje mnie do moich pacjentów. Myślę o nich często, widzę ich twarze, dłonie, czasami bezradne ciała, wracam do ich problemów i losu który pokierował ich życiem. …
