Pedantyczna Teresa dostrzega wszelkie, nawet najdrobniejsze, wady macochy, właściwie jej równolatki. Jest zazdrosna o serce ojca.
Gdy ten wraca z pola i zmęczony próbuje odpocząć, Teresa wyprawia rodzeństwo do łóżka. Przepędza z izby macochę – Mariannę, a gdy ta potulnie odchodzi , sączy w ucho ojca wszystkie wydarzenia całego dnia. Codziennie opowiada mu historie o niezaradności macochy.
Ojciec jej wierzy, może został w nim dawny sentyment do pierwszej zmarłej żony, który przelał na swoje córki z tego małżeństwa. Albo jest tak sugestywna w swoich opowieściach, że w Michale narasta agresja do nowej żony.
A ona płacze w sąsiedniej izbie . I nikt tego nie widzi i nie słyszy .
Dygocze pod pierzyną bo już wie. Wie, że niebawem nadejdzie zły i gwałtowny. Poznała smak gorzkiej miłości swojego męża.
Kto wpadł na pomysł, by to conocne zniewalanie , gniewne, milczące dalekie i obce nazwać miłością. Dlaczego zły los się nią tak okrutnie zabawił . A ona czuje tylko ból.
Wszechogarniający ból ciała i serca i duszy.

