Z pamiętnika Leszka Milanowskiego ( 13 ) . Jak nie chciałem zostać lekarzem i chirurgiem – część pierwsza.

1 listopada Leszek przysłał do mnie list mailowy ( co zdarza się ostatnio bardzo rzadko 🙂 a w nim tekst :   ( … )  Zosiu,

Przesyłam Ci kilka wspomnień  do Twojej cenzury i do wykorzystania w Twoim blogu. Zgadzam się na wszystko. ( … ) .

Dopiero wczoraj, po powrocie z Uniejowa mogłam zajrzeć do zamieszczonych w mailu   załączników. Jeden z nich ukazał się tu wczoraj ale dzisiejszy  zdumiał mnie  tak wielce, że zaniemówiłam….opowieści Leszka to istne PERŁY ….skarbnica wiedzy …otworzyły się przede mną nieznane mi dzieje Wielkopolski i bohaterów polskiego podziemia –  ale o tym będzie  później….

Teraz opowiadaj Leszku :

JAK NIE CHCIAŁEM ZOSTAĆ LEKARZEM I CHIRURGIEM

    W szkole koledzy wróżyli mi pracę adwokata, bo zawsze stawałem w obronie słabszych. Przy mnie nikt nie miał prawa nikogo poniżać. Rodzice bardzo mocno wpoili mi poczucie sprawiedliwości. Wierzyłem w niezależne sądy do czasu. kiedy sam nie trafiłem na skorumpowanych sędziów i prokuratorów, a także adwokatów w Lipnie i Włocławku.

OJCIEC

     –  despotyczny ordynator chirurgii w Kutnie od 1945 do 1980 roku chciał, bym został leśnikiem, co jemu się nie udało. Studia w Poznaniu skończył w czerwcu 1939 roku razem z Profesorami ANTONIM HORSTEM ( tak, Ojcem naszej HANKI), Wysockim (internista), Preislerem ( internista i lekarz sportowy),  Kornackim ( ginekolog ), Duxem (onkolog), Prof. Mastyńską (chirurg) .

Tata  z kilkoma kolegami z roku, głównie o niemieckich korzeniach, studiował  równolegle w słynnej Szkole Profesora Piaseckiego –  prekursora Akademii Wychowania Fizycznego po wojnie. Szkoła mieściła się na terenie parku Kasprzaka – dziś a wtedy Wilsona, przy Palmiarni

( gdzie z ZOSIĄ  uczyliśmy się anatomii). Tam poznał przy mazurze moją Mamę –  historyczkę z Uniwerku 🙂 

 Na tym studium było najwięcej kolegów o niemieckich korzeniach, bo tak nakazywały im niemieckie przedwojenne organizacje.

Jednym ze słuchaczy był ich kolega z roku –  Entress * – ten słynny morderca z Oświęcimia. Przez swoja wiarę w wielkość Hitlera i chęć  zostania prawdziwym Niemcem oraz pragnienie zrobienia kariery zawisnął na stryczku. Jak to  się stało, że kolega ze studiów, przyjaciel profesorów Horsta, Duxa – też o niemieckich nazwiskach- a zwłaszcza polskiego patrioty Profesora Horsta mógł robić doświadczenia na ludziach? Gdy spotkał w czasie wojny Ojca na ulicy w Poznaniu powiedział. „Józek, lepiej byś mnie nie znal”. Przecież on nawet nie zdążył zostać  prawdziwym lekarzem. Stał się członkiem  totalitarnej hitlerowskiej ludobójczej hitlerowskiej maszyny. Na pewno miał możliwość ukrycia się jak jego zwierzchnik, Mengele i wielu zbrodniarzy hitlerowskich. Myślę, że widział konieczność poniesienia kary za swe zbrodnie  i się nie ukrywał. Zresztą był przecież małym pionkiem. Dopiero co po studiach i od razu na lekarza obozu zagłady. Przecież nawet nie zdążył nikogo uleczyć tylko mordował. Dlaczego nie wyniósł  zasad etyki od swoich poznańskich nauczycieli?. Moim zdaniem stanowi przykład samodestrukcji, gdy jednostka poddaje się totalitaryzmowi i wierzy w jednego namaszczonego wodza. Bez komentarza do sytuacji obecnej…..

       Tuż przed wybuchem II Wojny Światowej  Ojciec zaczął pracę w Toruniu na ginekologii . Jednak wkrótce Niemcy zaatakowali Polskę i jeszcze przed wysadzeniem mostu kolejowego Tata przeszedł z kolegą, dr Nikodemem Niekielem przez Wisłę ..Uzbrojony w Parabellum które zabrał młodszemu bratu, również później chirurgowi –  mężowi Prof. Adamskiej – Milanowskiej (rehabilitant) ruszył na ratunek Warszawie.

Siódmego września 1939 roku,  wieczorem znalazł się w Kutnie. Poszli do dyrektora dr Perkowicza z prośbą o nocleg. „Zawsze w szpitalu są wolne łóżka – idźcie chłopcy się przespać „.

 8 września zaczęła się Bitwa pod Kutnem. Do szpitala zwożono rannych. Dyrektora Perkowicza pytali się co maja robić, bo oni chcą iść na pomoc Warszawie.

„- zróbcie jak uważacie, ale pamiętajcie MIEJSCE LEKARZA JEST PRZY CHORYCH I RANNYCH „.

I dlatego ja w Kutnie się urodziłem.

Ojciec urządzał Szpital Polowy w budynku mojego późniejszego Gimnazjum. Wybierał kogo operować: obwieszonego orderami zasłużonego powstańca czy młodego żołnierza. Wybór jasny. Żołnierza,  czy cywila. Wybrał żołnierza. Gdy wrócił, przy zmarłym siedziała mała dziewczynka.

 – „GDYBY PAN KAZAŁ OPEROWAĆ MOJEGO TATUSIA TO BY ŻYŁ”

Straszne wybory.  Ta mała była wyrzutem sumienia mojego Ojca do końca życia. Ale każdy wybór był zły.

       Trafił się niemiecki ranny pilot. Polacy chcieli go zlinczować. Ze swoim parabellum Ojciec  stanął w drzwiach i krzyknął :

” – pierwszy, który go dotknie dostanie ode mnie kule w łeb. Teraz jest moim pacjentem. Będziemy go sprawiedliwie sądzić po wojnie jeśli wyzdrowieje…”  No i nie osądził, ale dal mi naukę na całe życie, ŻE PACJENTA, NAWET NAJWIĘKSZEGO WROGA TRZEBA LECZYĆ JAK KAŻDEGO CHOREGO.

Ojciec nauczył mnie, że pacjent, za którego odpowiadam nie jest w moich prywatnych zainteresowaniach. O swoich wrogów, a takich też leczyłem, starałem się dbać nawet specjalnie lepiej, by potem, jak będą zdrowi móc z nimi ostro walczyć. Nie zdarzyło się żeby nie schowali głowy w piasek lub  nie przeprosili.

 Po  zakończeniu tej wielkiej heroicznej bitwy nad Bzurą , która miała zamknąć drogę do Warszawy –  wkroczyli Niemcy,  którzy Ojca, tego młodego niedoświadczonego stażystę, zrobili zastępcą niemieckiego ordynatora. Jego podwładnymi był i dyrektor i kilku starszych doświadczonych chirurgów wśród nich znany wówczas profesor Krotkiewski, i dr Piorek, były Powstaniec Śląski.

Trafił się w środku wojny ranny,  obwieszony orderami generał  organizacji Todt. Gdy dr Piorek go zobaczył powiedział Ojcu: ” Józek, już   po mnie. Ja przeciwko niemu walczyłem na Śląsku…” 

Tenże generał wezwał Ojca i rzekł,” niech pan powie dr Piorkowi, że ja go nie pamiętam.”

– Po prostu :

W KAŻDYM SYSTEMIE MOŻNA BYĆ PORZĄDNYM CZŁOWIEKIEM….

 

*https://pl.wikipedia.org/wiki/Friedrich_Entress

Pod tym adresem można poczytać o wspomnianym przez Leszka  zbrodniarzu  – bestii –  formy znęcania się nad więźniami i uśmiercania przekraczają normalne ludzkie myślenie i wyobrażenia ….

 

 

ad zamieszczone zdjęcia :  Leszka Milanowskiego z internetu,  wejścia do katakumb kościoła w Popowie Kościelnym z cieniem gospodyni bloga  oraz –  panorama zasypiającego  Kutna – własne ….

Z pamiętnika Leszka Milanowskiego ( 7 ). Kociewskie korzenie – mocna opowieść o Dziadku.

Rodzinka Leszka Milanowskiego – zdjęcie z Facebooka . Pewnie Wszyscy zainteresowani tym co napisał Leszek nt korzeni  – a może wiedzą, bo Leszek lubi opowiadać … 

Wszystko zaczęło się od tego, że będąc w Jastarni, zwiedzałam nigdy nie wykorzystane w czasie II wojny światowej bunkry , z których jeden znajduje się dosłownie na plaży. Wówczas napisałam do Grupy na messengerze – że dowódcą polskiej Obrony Wybrzeża był Józef Unrug i to on, broniąc Helu tak długo jak tylko się dało – po upadku Warszawy – zdecydował się na kapitulację ..

Leszek natychmiast  podjął temat : A propos Unruga. W I Wojnie Światowej  był niemieckim dowódcą okrętu. Gdy powstała Polska organizował jej flotę i był dowódcą. Po II wojnie światowej, gdy dostał się do niewoli hitlerowcy chcieli by wrócił do nich. W obozie jenieckim zawsze żądał tłumacza, bo mówił że niemieckiego zapomniał. !!!

Ojciec jako Kociewiak mi o Nim opowiadał, bo w Unrugu płynęła kaszubską krew o ile mnie pamięć nie myli (  ojciec Józefa Unruga z rodziną przeniósł się z Brandenburgii do Żnina  i tam odkrył polskie korzenie– wg Wikipedii – przyp. Z. K. ). Jest wspaniały odcinek o Unrugu w „Historii bez Cenzury”.

Gdy zauważyłam Leszkowe :„ Tata był Kociewiakiem –  po od razu spragniona opowieści o Jego Rodzicach – ale też zaintrygowana tym , że Leszek napisał – Kociewiakiem , a nie Kaszubem  ( bijąc się w piersi muszę wspomnieć, że do tej pory sądziłam, iż to ten sam naród ) rzuciłam:

LESZKU wspomniałeś że Twój Tata z Kociewia – może coś opowiesz …

Leszek odpowiedział krótko ( tak bywa – odpowiada monosylabami, albo w ogóle się nie odzywa – wtedy wiemy, że jest bardzo zajęty operacjami plastycznymi piersi u kobiet po mastektomii ,  przywracając kobiecość niestety tylko Angielkom – a nie Polkom – ale to inna historia, o której wspominam niejako przy okazji – jeśli Ktoś nie czytał poprzednich kartek z Pamiętnika Leszka.) 

Dokładnie – Tata pochodził ze Starej Kiszewy. Pogranicze Kaszub i Kociewia.

Kociewiacy zaliczyli się do Kaszubów i Polaków bardziej równolegle –  gdy z Kociewiacy  używali podobnej mowy co Kaszubi lecz „bliższej” polskiego.

Czuli się Polakami bardziej niż dumni „samostojni” Kaszubi.

 A więc natychmiast studiuję to co w necie nt.   –  wrzucam tu tylko nikłe fragmenty – które dla mnie, nie historyka przecie – mają wartość bardziej emocjonalną.

Rozmyślam przy okazji  skąd się wziął  Ród Milanowskich  ? czy z ludów kultury wschodniopomorskiej – sprzed 1500 lat przed nową erą – których ślady odkryto w czasie prac archeologicznych na prastarym cmentarzu z grobami skrzynkowymi – nieopodal Zamku  Kiszewskiego  🙂 czy z rodów tak licznych tu panujących , bo chyba nie z Krzyżaków , którzy tu rezydowali w XIV wieku – boć to zakonnicy, jak pomnę . Choć w przypadku Leszka to chyba nie byłaby przeszkoda do spełniania obserwacji prof. Vetulaniego  :), a może po części Szwedem – bo też tu buszowali swojego czasu ???

*A – Kociewie –  to odrębny od Kaszub  region etnograficzno – kulturowy na Pomorzu Gdańskim, położony na lewym brzegu Wisły w dorzeczu Wdy i Wieprzycy, obejmujący wschodnią część Borów Tucholskich ….

* Wspomniana wieś –  Stara Kiszewa ( ponoć jej nazwa pochodzi od imienia męskiego Kiss  🙂 ), obecnie należy do  województwa pomorskiego ; jest  położona nad rzeką Wierzycą; po raz pierwszy wzmiankowana w dokumencie z 1281 roku, sygnowanym przez księcia pomorskiego Mściwoja II.

…. W 1296 roku Władysław Łokietek w oddał wieś we władanie Mikołajowi Jankowicowi , którego potomek w XIV wieku odstąpił ją w dożywotnią rentę Krzyżakom. Zbudowali oni w odległości 1,5 km od Starej Kiszewy, w zakolu rzeki Wierzycy, na dwóch niewysokich płaszczyznach pośród podmokłych łąk –  murowany zamek o charakterze obronnym oraz przedzamcze… Już nie będę zanudzała ciągiem dalszym historii , bo długa i ciekawa…. 

Może Leszek coś nam jeszcze opowie o wydarzeniach  które miały tam miejsce ?

Jeśli nie, to poczytamy https://pl.wikipedia.org/wiki/Stara_Kiszewa a może wybierzemy się do miejscowości, gdzie urodził się dr Milanowski Senior ? – jest tam co zwiedzać ….

Stare Kiszewo – herb, Zamek, Kościół św. Marcina z XIX wieku – zdjęcia z Wikipedii

 I tak odwijając ze spokojem te historyczne nitki docieramy wreszcie do sedna. Specjalnie „ zagaduję” to co ma być Leszkowe – mocne bardzo – by podać na końcu. Jego krótka opowieść – to dla mnie bomba  🙂

Zaraz się dowiemy , skąd w naturze Leszka taka waleczność, wielki patriotyzm ,  troska o kraj oraz krytyka stanu rzeczy i bezkompromisowość ……już płonę z niecierpliwości, byście i Wy poznali …..

 Więc wreszcie oddaję   Mu głos :

Opowiem ciekawą historię o moim pradziadku. Był wysokim potężnym mężczyzną i polskim patriotą. Pod koniec XIX wieku za HAKATY (siedziba była w Poznaniu w naszej obecnej AM) na 3 Maja chodził z biało-czerwona flaga i śpiewał ” Jeszcze Polska…” za co był sądzony i skazywany.

Na Mszy Św. niemiecki ksiądz w czasie kazania krzyczał i obrażał to. Stojąc pod ambona, ten wysoki mężczyzna wstał i zawołał do księdza „- Milcz sługo, gdy z Twym Panem rozmawiam!”.

Fajna lekcja dla nas, katolików w dzisiejszym doktrynalnym Kościele i dla Wałęsy. Szkoda, że Wałęsa tego nie powiedział, gdy w czasie mszy biskup i „prezydent” prowadzili swoją propagandę.

 

Teksty brata- Zenona Łukaszewicza. Powrót ojca z obozu koncentracyjnego.

Lot nad własnym ziemskim losem ( 11 )

Powrót ojca.

 

Wreszcie zjawił się ojciec.

Po dość długim oczekiwaniu.

Nasze spotkanie było dość chłodne, jak dwóch obcych ludzi.

Ojciec, licząc iż pójdę w jego ślady zawodowe, przywiózł jakąś aparaturę techniczną, trochę papierosów na sprzedaż i grubą czekoladę. Tymczasem okazało się, że moje zainteresowania są humanistyczne i literackie.

     Odwiedzaliśmy naszych krewnych, po kolei składając wizyty spokrewnionym rodzinom, będąc przyjmowani bardzo gościnnie i serdecznie. Matkę witano ze szczególnym respektem, bowiem to przecież ona, jako jedyna z tej licznej i ubogiej rodziny ukończyła studia nauczycielskie, często o głodzie i szykanach ze strony prowadzących internat zakonnic. Wujek Szczepan wybudował nowy dom, inni urządzili się też porządnie, wykazując pracowitość i staranność dla stworzenia warunków życia znośnych i wygodnych. Tak było w Godziszce, tak było w Kalnej. No i w samych Łodygowicach.

    

Losy moich Rodziców. Odpowiedzialność Stefy i oczekiwanie.

Po  rozmowie z ojcem Wacława, Tomaszem, Stefa nabrała siły.

Poczuła się odpowiedzialna za własne życie.

To uczucie nie było jej obce, to była  cecha jej charakteru- odpowiedzialność.

Miałam tego przykłady , w dzieciństwie i potem, gdy mieszkaliśmy razem w Warszawie, od 1970 roku do końca życia rodziców, tj. 2000 – 2002 roku.

 

Stefa była odpowiedzialna, zahartowana trudnym życiem i konsekwentna. Przecież  opuściła dom rodzinny w 10 roku życia, zamieszkała kątem u obcych ludzi i uczęszczała do szkoły w wielkim nieznanym mieście.

I dała radę.

Potem wybrała pracę na dalekich wschodnich rubieżach Polski i bez lęku tam podążyła.

 

A jednak jak bardzo była związana z ojcem , jak krótko przez niego trzymana, świadczyły te opory przed ślubem , na który ojciec nie wyraził zgody.

 

A może czuła się rozdarta pomiędzy odpowiedzialnością za własne losy ale też za  liczną niezbyt zamożną rodzinę .

 

A może tylko było jej przykro, że jest samotna na tej wileńszczyźnie ,wśród obcych ludzi.

 

Może potrzebowała wsparcia.

Pewnie tak.

Nie wiem i już się nie dowiem.

Pewnie wszystkie wymienione elementy miały swój udział w tym, że tak bardzo czekała na przełamanie oporów ojca i jego zgodę.

 

Po rozmowie z Tomaszem, ojcem jej Wacława, uspokojona, podtrzymana na duchu , pewna swojej decyzji  napisała ciepły list do rodziców, uzasadniając  swój krok.

Zapraszała ich na ten ślub, licząc , że może wyślą chociaż jakiegoś delegata.

Wszak jej rodzina była tak liczna i wiele osób już było pełnoletnich , więc daleka podróż nie byłaby problemem.

Zresztą deklarowała, że przyśle pieniądze na bilety kolejowe.

Losy moich Rodziców. Rezygnacja.

I wreszcie Stefa otrzymała długo oczekiwany list od ojca.

Otwierała go  z drżeniem serca.

Ale gdy  przeczytała jego pierwsze wersy ,  poczuła lód w sercu i bezsiłę.

Wszystkie jej marzenia, plany, tęsknoty przestały się liczyć.

Spokojnie złożyła list i schowała go w szufladzie.

Po pewnym czasie przyjechał Wacek do rodzinnego miasteczka, przybiegł jak zwykle pod okno wybranki, ale ona oświadczyła chłodno, że niestety nie może wyjść za mąż.

Nie ma prawa układać sobie życia, bo taka jest wola ojca.

Losy moich Rodziców. Opowieść Taty ( 21 )

Ten rakowski przygraniczny las uwielbialiśmy.

Dla mnie był wszystkim co wiązało się z moim dzieciństwem.

W opowiadaniach Mamy wracał temat tego lasu, historii jej rodziców a moich dziadków – Michaliny i Bolka Rodziewiczów. Bolek  był sierotą po powstańcu styczniowym i został wychowany przez księdza Karpińskiego. Był organistą w miejscowym kościele, czytał wielkie księgi , sprowadzał gazety z Wilna. Spragniony czułości zbudował piękną rodzinę z Michaliną. W takiej atmosferze wychowywała się moja Mama- Stanisława.

Rodzina mojego ojca- Tomasza Łukaszewicza też była dobra, silnie ze sobą związana. Wierzyłem, że mając ich geny też będę dobrym mężem, może kiedyś ojcem i potrafię zwyciężyć trudności.

W refleksyjnym i optymistycznym nastroju wróciliśmy do swoich domów.

        Następnego dnia o świcie  wyjeżdżałem do Wilna , do pracy.

Kończyły się ferie świąteczne , szkoła otwierała podwoje, więc Stefa też wpadła w wir zajęć. 

       Więc rozpoczęły się dla nas dni zwykłe, wszystkie takie  same ale nasączone wielkim oczekiwaniem.

Na medycznej ścieżce. Wielkie serce Marzenki Kieniewicz .

Musiałam raz jeszcze wrócić do pewnej opowieści o śp. Marzence Kieniewicz.

Ta niezwykła dziewczyna jeszcze raz pokazała prawdziwą klasę.

Otóż pewnego dnia, gdy właśnie  rozpoczynałam przyjmowanie pacjentów w mojej przychodni ,  otrzymałam telefon od Taty. 

Tragicznym tonem powiedział mi, że Mama upadła w przedpokoju i nie może się podnieść. Ponadto skarży się  na ogromny ból w lewej pachwinie. Nie miałam wątpliwości, że jest to złamanie szyjki kości udowej- bardzo częste u kobiet w tym wieku. Nogi się pode mną ugięły. Odpowiedziałam Ojcu, by nie usiłował  podnosić Mamy a ja zamówię karetkę i postaram się natychmiast przyjechać. Zadzwoniłam do Pogotowia Ratunkowego, gdzie przyjęli moją prośbę.

Ale łatwo było powiedzieć, że zaraz wrócę do domu. Pod drzwiami mojego gabinetu kłębił się tłum chorych.

Pobiegłam do sąsiedniego gabinetu, w którym przyjmowała pacjentów moja koleżanka z grupy studenckiej Alicja O. Błagałam ją, by zajęła się chociaż kilkoma moimi pacjentami. Odmówiła kategorycznie, mówiąc, że już skończyła pracę i zamierza pójść sobie do domu. 

Wobec tego zajrzałam do gabinetu, gdzie urzędowała Marzenka Kieniewicz. Pod jej drzwiami też był tłumek. Gdy tylko wspomniałam  , że Mama najprawdopodobniej złamała szyjkę kości udowej i  nawet nie zdążyłam poprosić o pomoc, natychmiast odpowiedziała, żebym jej oddała wszystkie swoje karty. Potem wyszła na korytarz i poinformowała pacjentów, że będzie przyjmowała naprzemiennie  swoich i moich pacjentów.

Głosem nie znoszącym sprzeciwu zaleciła, bym już znikała z przychodni.

Marzenka, moja Marzenka, śliczna dziewczyna o urodzie wschodniej lalki i sercu na dłoni. Prawdziwy człowiek Kościoła, po prostu Prawdziwy Człowiek.

Odeszła w zaświaty, ale zostawiła innym swoją myśl i energię i siłę .

Tylko dlaczego odeszła, dlaczego musiała odejść.

Dobry Boże, pewnie i tak nie odpowiesz…..

Opowieści mojej Mamy. Kolejny etap edukacji mojej Mamy- Seminarium Nauczycielskie.

Stefka uczy się pilnie. Zresztą lubi te chwile spędzane z książką. Ładnym okrągłym pismem zapełnia ściśle limitowane ceną zeszyty. To pismo pozostaje na zawsze, nawet gdy jest już stara i niesprawna, jej literki są równe i po dziecinnemu okrągłe….

 

Potem chce być księgową , bo kocha matematykę. Ale ojciec decyduje , że powinna zostać nauczycielką. Chcąc nie chcąc, zagrożona wyrzuceniem z domu, albo utratą szansy dalszej edukacji,  zdaje egzamin do Seminarium Nauczycielskiego w Białej.

Wówczas Bielsko i Biała są odrębnymi miastami , przedzielonymi jedynie rzeką Białą. Biała jest typowo przemysłowym miastem, tam kwitnie przemysł włókienniczy. W odróżnieniu od Bielska, gdzie mieszkańcami są głównie Niemcy, w Białej jest wielu Polaków.

Matka jest zachwycona elegancko ubranymi ludźmi , robotnikami, którzy wychodzą z fabryk . Ogląda wystawy gdzie piętrzą się białe bułki i różne ciasta. Nigdy nie wchodzi do środka , bo po prostu nie ma pieniędzy.

Szkołę prowadzą  zakonnice, kobiety z zamożnych rodzin niemieckich. Jeszcze tam są , niedawno widziałam ich  przecudne suknie z przezroczystej delikatnej czarnej tkaniny jedwabistej, miękko falującej na sztywniejszej czarnej podszewce.

Mama ciepło wspomina jedynie te zakonnice , które pochodzą z najbiedniejszych rodzin i nie wnoszą majątku do klasztoru. Muszą w zamian ciężko pracować fizycznie obsługując internat i klasztor. Codziennie dźwigają węgiel na wysokie cztery piętra klasztoru , szkoły i internatu. Mama czasami pomaga im w tych pracach, bo są już w podeszłym wieku, wychudzone i prawie bez sił. Te najbogatsze, z monogramami wyhaftowanymi na sukniach, opasłe i złe są złośliwe i bezwzględne w traktowaniu zarówno uczennic jak i ubogich współzakonnic.

Opowieści mojej Mamy. Michał podejmuje decyzję , która wpływa na całe życie Stefki- mojej Mamy.

Gdy wracają do domu, tato milczy. Milczy dalej, gdy zasiada do obiadu, a Marianna pyta o powód wezwania go do szkoły.

Michał umie milczeć, swoje problemy rozwiązuje w milczeniu, zwykle namyślając się długo, czasami nawet kilka dni nad wydaniem decyzji. Ale gdy wreszcie przerywa milczenie, to wiadomo, że z nim dyskutować nie wolno i nie warto.

Tak jest i teraz.

Nazajutrz jest niedziela. W takim dniu nie wolno pracować, jedynie oporządzić trzeba zwierzęta domowe.

Po śniadaniu ojciec obwieszcza uroczystym tonem, że zdecydował, że ksiądz go przekonał i jego córka- Stefka pójdzie do miasta, by dalej się kształcić.

Dziewczynka zaszlochała, bo ogarnął ją lęk przed nieznanym. Przecież była raz w mieście z matką i o mało się nie zgubiła na ogromnych ulicach wśród spieszącego gdzieś stale tłumu. Ale ojciec ją zgromił i kategorycznym tonem oznajmił, że nie ma co płakać, że jest zdolna, bo tak powiedział ksiądz i na pewno da sobie rade.

Mama przygarnęła ją , co było niezwykłe , przytuliła a inne dzieci patrzyły na tę scenę z podziwem.

Te starsze , które już rozumiały, może zazdrościły, może nie ale na pewno inaczej popatrzyły na zahukaną młodszą siostrę.

 

Opowieści mojej Mamy. Zawiść Teresy nie ma granic.

 

 

Pedantyczna Teresa dostrzega wszelkie, nawet najdrobniejsze, wady macochy, właściwie jej równolatki. Jest zazdrosna o serce ojca.

Gdy ten wraca z pola i zmęczony próbuje odpocząć, Teresa wyprawia rodzeństwo do łóżka. Przepędza z izby macochę – Mariannę, a gdy ta potulnie odchodzi , sączy w ucho ojca wszystkie wydarzenia całego dnia. Codziennie opowiada mu historie o niezaradności macochy.

Ojciec jej wierzy, może został w nim dawny sentyment do pierwszej zmarłej żony, który przelał na swoje córki z tego małżeństwa.  Albo jest tak sugestywna w swoich opowieściach, że w Michale narasta agresja do nowej żony.

A ona płacze w sąsiedniej izbie . I nikt tego nie widzi i nie słyszy .  

Dygocze pod pierzyną bo już wie. Wie, że niebawem nadejdzie zły i gwałtowny. Poznała smak gorzkiej miłości swojego męża.

Kto wpadł na pomysł, by to conocne  zniewalanie  , gniewne, milczące  dalekie i obce nazwać miłością. Dlaczego zły los się nią tak okrutnie zabawił . A ona czuje tylko ból.

Wszechogarniający ból ciała i serca i duszy.