Po rozmowie z ojcem Wacława, Tomaszem, Stefa nabrała siły.
Poczuła się odpowiedzialna za własne życie.
To uczucie nie było jej obce, to była cecha jej charakteru- odpowiedzialność.
Miałam tego przykłady , w dzieciństwie i potem, gdy mieszkaliśmy razem w Warszawie, od 1970 roku do końca życia rodziców, tj. 2000 – 2002 roku.
Stefa była odpowiedzialna, zahartowana trudnym życiem i konsekwentna. Przecież opuściła dom rodzinny w 10 roku życia, zamieszkała kątem u obcych ludzi i uczęszczała do szkoły w wielkim nieznanym mieście.
I dała radę.
Potem wybrała pracę na dalekich wschodnich rubieżach Polski i bez lęku tam podążyła.
A jednak jak bardzo była związana z ojcem , jak krótko przez niego trzymana, świadczyły te opory przed ślubem , na który ojciec nie wyraził zgody.
A może czuła się rozdarta pomiędzy odpowiedzialnością za własne losy ale też za liczną niezbyt zamożną rodzinę .
A może tylko było jej przykro, że jest samotna na tej wileńszczyźnie ,wśród obcych ludzi.
Może potrzebowała wsparcia.
Pewnie tak.
Nie wiem i już się nie dowiem.
Pewnie wszystkie wymienione elementy miały swój udział w tym, że tak bardzo czekała na przełamanie oporów ojca i jego zgodę.
Po rozmowie z Tomaszem, ojcem jej Wacława, uspokojona, podtrzymana na duchu , pewna swojej decyzji napisała ciepły list do rodziców, uzasadniając swój krok.
Zapraszała ich na ten ślub, licząc , że może wyślą chociaż jakiegoś delegata.
Wszak jej rodzina była tak liczna i wiele osób już było pełnoletnich , więc daleka podróż nie byłaby problemem.
Zresztą deklarowała, że przyśle pieniądze na bilety kolejowe.
