Zdjęcie ze starego rodzinnego albumu. Niezapomniane Bobowicko, ja ( 19lat) z Witoldem…
Mój kuzyn Witold Łukaszewicz, o którym od pewnego czasu piszę, urodzony na Kazachstanie, jeszcze w czasie studiów poznał Kazię, medyczkę. Wydawało się, że łączyła ich wielka miłość.
Kiedyś już opisywałam, że w czasie studiów medycznych byłam higienistką na kolonii w Bobowicku. Otóż tę kolonię prowadził Witek – był kierownikiem a jego żona – Kazia była tam lekarzem. Zaprosili mnie tam, zatrudnili. I dzięki temu poznałam smak pracy pomocy pielęgniarskiej.
Już wtedy mieli maleńką córeczkę – Małgosię, której byłam matką chrzestną. Potem urodziła się Joasia.
Po latach Kazia zabrała kilkunastoletnie córki i wyjechała do Australii. Cóż tu dużo mówić, dzieci wykradła i uciekła.
Witek dowiedział się o jej decyzji już wtedy, gdy jego kobiety opuszczały Austrię. Pierwotnie było wiadomo, że pojechały tam w celach turystycznych.

