Śladami mojego Taty. Poród na Kazachstanie.

W takich warunkach nabrzmiewała ciąża mojej cioci. Dzieciątko chciało żyć za wszelką cenę. Rozwijało się ładnie, wysysając soki życiowe z łona swojej matki.

Czy ona miała  czas, by myśleć o mężu? Tęsknić?

Któregoś dnia poczuła skurcze porodowe. Wiedziała, że nie może liczyć na jakąkolwiek pomoc. Żadnego lekarza, pielęgniarki nie było w okolicy. Żyła w  maleńkiej osadzie Kazachskiej na  wielkim bezkresnym stepie.

I wtedy przyszły miejscowe kobiety.  Zabrały rodzącą z ziemianki i wyprowadziły na świeże powietrze. Była bezwolna a może im już ufała. Zdążyła się do nich przyzwyczaić i je poznać. Nie protestowała, gdy założyły jej starą burkę pod pachy i podwiesiły  na cherlawym drzewie .  Była to wypróbowana przez lata miejscowa tradycja ułatwiająca szczęśliwe zakończenie porodu.  I wtedy urodził się bez żadnych powikłań mój  kuzyn.

A dookoła był step i wpatrzone w misterium porodu  oczy mieszkańców. Bo zeszła się cała wieś, by uczestniczyć w tak wielkim wydarzeniu jakim było przyjście na świat nowego człowieka….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *