I tak w roku 1874 przyszła na świat moja Babcia- Stanisława, nazywana przez wszystkich Staśka. Jej rodzice, a moi pradziadkowie musieli być ludźmi wyluzowanymi i bezpretensjonalnymi, gdyż tak można odbierać używany przez nich skrót imienia córki. Ich wyczekiwana pierworodna była dla wszystkich po prostu Staśką .
Stanisława była bardzo ruchliwa, ale niska i drobna. Przenikliwe oczy wypatrzyły każdy drobiazg zagubiony w domu. Ojciec często zabierał ją na spacery, ale najchętniej sadzał na swoich kolanach i opowiadał o swoich rodzicach, jej dziadkach, których nie miała szczęścia poznać, o wielkim ciekawym świecie.
Gdy była starsza, ojciec opowiadał jej o Polsce. O tym , że może być dumna, że jest Polką. I że ta Polska nie umarła, a tylko śpi. I niedługo już przyjdzie czarodziej, który ją odczaruje. Ale na razie nie można o tym opowiadać, bo gdy dowiedzą się źli ludzie ( w domyśle ruscy), to nie pozwolą na odczarowanie śpiącej Polski.
Stasia lubiła chodzić z ojcem do kościoła, gdzie były interesujące organy i tato tak pięknie grał. Ale szybko się nudziła w tym miejscu, wolała biegać z koleżankami po sadzie i bawić się z ukochanymi psami.
Niebawem jej mama, Michalina poczuła, że jest w kolejnej ciąży. Cieszyli się z Bolkiem, że rodzina się powiększa. I tak było za każdym razem, gdy rodziło się kolejne dziecko, wtedy było wielkie święto w domu.
