Gdy po 3 roku studiów wyszłam za mąż , przeniosłam się do AM w Warszawie.
Ta uczelnia różniła się od poznańskiej. Zresztą tak jak różni byli mieszkańcy tych miast.
Poznaniacy, mieszkający w swoim mieście od pokoleń, byli uporządkowani i przewidywalni . W czasach moich studiów, myślałam o nich- straszni mieszczanie w strasznych mieszkaniach. Wtedy uporządkowany Poznań wydawał się nudny.
Prawdziwi warszawiacy zginęli w Powstaniu albo zmienili miejsce zamieszkania. Klimat obecnej Warszawy tworzyli przybysze , którzy niedawno opuścili swoje wsie i miasteczka. I w atmosferze panującego w tym mieście ogólnego chaosu , zaczęłam doceniać walory mieszkania i studiowania w spokojnym stabilnym mieście i na uporządkowanej uczelni. Byłam zdziwiona , bo podczas gdy terminy kolokwiów i egzaminów w Akademii Poznańskiej były znane dużo wcześniej i nie ulegały zmianom, tutaj do ostatniej chwili nie znaliśmy tych terminów . Nierzadko zdarzało się , że wreszcie ustalone terminy były zmieniane dosłownie w ostatniej chwili.
W czasie zajęć w klinice w Poznaniu , uczono nas, by nie siadać na łóżku badanego pacjenta , a w czasie obchodu nie trzymać rąk w kieszeni. Tutaj już w czasie pierwszych zajęć klinicznych zauważyłam, że dopuszczalne jest nie tylko siedzenie na łóżku chorego , ale wręcz nieomal wylegiwanie się obok.:) oczywiście trochę teraz przesadziłam, ale ten fakt przejmował mnie niechęcią . Jednak powoli się przyzwyczajałam.
