„ ( … ) O tych zajściach miłosnych, o pracy w nowej szkole w Rudni, o przeniesieniu na własną prośbę do nowej szkoły w Glinnie- gmina Krewska, o pobraniu z Helusią, o pracy w miasteczku Holszanach po ukończeniu wyższego kursu nauczycielskiego w Warszawie i o tym, że przeniesiono mię do sześcioklasowej szkoły w Sukniewiczach w Gm. Smorgońskiej, tegoż samego powiaty Oszmiańskiego, nie będę na razie pisał, ale postaram się przedstawić życie w szkole w Sukniewiczach . W szkole znajdującej się o 6 km od domu teściów, domu Helusi- Cicinie. ( … )
Tak napisał Jan ( było to w poprzednim – 9- rozdziale pamiętnika) i przeszedł do opisywania szkoły w Sukniewiczach oraz swoich z młodzieżą przypadków.
Z jakiegoś powodu ( a może poniosło Go późniejsze wspomnienie wojny i katorgi) nie znaleźliśmy w pamiętniku szczegółów na temat mariażu z Piękną Helusią.
Tylko Ona mi kiedyś mi wspomniała- właściwie mimochodem – że tak naprawdę to się trochę bała Jana- że taki czarny i gwałtowny . Faktycznie karnacja jego była śniada, pod czarną czupryną i krzaczastymi brwiami tej samej barwy jarzyły się duże oczy w kolorze ciemnego bursztynu z zielonymi ognikami.
Można było sobie wyobrazić, że kochał Helusię z taką namiętnością z jaką dużo później nakazywał nam , posiadającym prawo jazdy, ale lękliwym kierowanie jego Syrenką którą nabył będąc już chyba po 60 – ce.
Na pewno kochał Helusię z tak wielką siłą, że nie mogła mu się oprzeć. Może też jej się trochę podobał i imponował ale młodziutka była. Wszak to dziewczę miało zaledwie 14 lat gdy się spotkali po raz pierwszy, a on -7 lat starszy- dobiegał 21 . Był już dojrzałym wykształconym mężczyzną, pracującym w zawodzie cieszącym się w międzywojniu estymą i docenianym finansowo.
Miłość z drobnymi niezawinionymi przygodami , które Jan opisał ( rozdział 9) przetrwała . Mogło też być tak , że Helusia miała jakieś inne zauroczenia – wszak to typowe w wieku dorastającej panny – tego nie wiemy. Zresztą zawsze miała wielkie powodzenie u mężczyzn, bo pogodna, zda się bezproblemowa, wyluzowana, rozsiewała swoją radość – ludzie ją kochali – lubiła się bawić i tańczyć- czego byłam świadkiem. W czasie 12 letniej nieobecności Jana , gdy ten przemierzał Syberię na swej drodze przez piekło jakim była katorga ( będzie o tym później ) Helena miała licznych wielbicieli – ale synowie twardo stali murem i mówili – tatko wróci….. I tak się stało…
Ostatecznie doszło do ich małżeństwa ( w ogóle o tym czasie nie opowiadali – zresztą nie było czasu, bo zasypałam rodzinkę i siebie 🙂 czwórką rodzących się kolejno w krótkim czasie dzieci ). To , co wiadomo z dokumentów – w wieku 22 lat Helena powiła mojego męża . Urodził się w miejscowości Glinno , (gdzie Jan był kierownikiem szkoły) i tak ma zapisane w metryce urodzenia.
Jan wspomina w Pamiętniku ( rozdział 9 ) , że wyjeżdżał , do Warszawy na wyższe kursy nauczycielskie . Napisał tylko tyle, resztę opowiedziała moja Teściowa – a do tej opowieści lubiła wracać.
Któregoś czasu – a było to w roku 1936- Jan zabrał do Warszawy wielbioną żonę oraz 1,5 rocznego pierworodnego – Mirka ( od 51 lat mojego męża ) . W czołówce tego wpisu zamieściłam zdjęcie z ich wspólnego spaceru .
Kiedy tak sobie szli we trójkę – Mama, Tata i malutki syn – Mireczek nagle wyrwał się w uwięzi dłoni rodziców i pognał przed siebie. Nie zdążyli go złapać bo ich chłopczyk nagle zahamował przed podobnym jak on drobiażdżkiem – wyciągnął łapki i wołając głośno na cały Plac Zamkowy – z wielkim zachwytem oraz podniebną radością – ooo dziewczynka !!! sukieneczkę ma !!! i włoski ma !!! – zabierał się do obejmowania i głaskania….. Ot – cały Mireczek – taki pozostał – energetyczny , niezależny , spontaniczny i kochający wszelakie Piękno 🙂 .


Super ten Twój Mireczek. Fajne zdjęcie . Dobrze że się zachowały.
Kochany Tatus:)
Ciekawe opisy młodości Mirka.
Pozdrawiam Was
No proszę,proszę…wyrywny Mareczek 😉
Pozdrawiam
Po wielu latach takie stare zdjęcia, nawet mocno podniszczone, mają swój urok. Dzisiaj robimy tyle zdjęć smartfonami – rzadko potem utrwalamy je na papierze – więc oby potem nagle gdzieś nie zgineły w „chmurze” internetowej.
Cenna uwaga Panie Profesorze. Powinno się przynajmniej pojedyncze zaklinać w papier. Trwalsze niż chmura i sentymentalne. Ale czas tak przyspieszyl ..
Piękne wspomnienia.
Zosiu, Twoje dzieci, Wnuki I Prawnuki maja wielkie szczescie poznawania dziejow swojej Rodziny w Twoich wspomnieniach.