zdjęcie z albumu Teściów – Helena, Jan i Mirek sprzed aresztowania – pewnie ten obrazek pomagał Janowi przetrwać w łagrze ..
Pamiętnik Jana Konopielko ur.12 lutego 1906 r w Kołpiei, zmarłego 22 grudnia1985 w Olsztynie .
Spoczywa na Cmentarzu w Lidzbarku Warmińskim obok swojej żony-
Heleny z d. Wojciul
Karantin – kwarantanna
Karantin – piętnastodniowy wolny czas kwarantanny spędza się w zonie swego łagru. Jest przeznaczony na odpoczynek po przebytej drodze ( takie są przepisy dla zakluczonych).
Co ja robię w tym czasie?
Idę z baraku swego do oglądania innych baraków , z których więźniowie wyszli do pracy.
W baraku, tak jak w pierwszym tak i w innych spotykam dyżurnych tego domu dla zakluczonych.
Przedstawiam się, że jestem z tego nowego etapu ( transportu) , który przybył tu do was z Orszy.
Pytam, jak się macie w tym łagrze. „ Ot, tak, kak widno”- goworit- mówi:
„ Uże kończaju swój srok- 10 liet. ( Już kończę odsiadywanie swojego 10 letniego wyroku). Za miesiąc, dwa ujedu damoj , a możet na zsyłku. I eto bywajet.” .
Przy okazji pyta mnie : „ Niet li u was na prodaż switrow, rubak wierzchnich, bocinek choroszych a może palto- paletiszko ?”.
Obiecuję jemu przynieść cośkolwiek. Żegnam się ze swoim nowym znajomym.
Zachodzę do drugiego baraku. Tu też musiałem się przedstawić dyżurnemu baraku. W rozmowie z nim dowiedziałem się także, że on już zbiera się do wyjścia z łagiera. Przepracował w tych łagierach piętnaście lat.
Ostatnie pięć lat nie mógł już chodzić na ogólne roboty, więc „pracował w zonie w charakterze stróża baraku, stołowoj, podmietajłam.
Kilka razy leżał w stacjonarze –oddechowym domie. Kogda był ja mołod, dzierżali mienia na katorżnych rabotach”.
Jednym słowem, tutaj postradał i potierał molodść i zdarowije .( utracił młodość i zdrowie).
Oprócz tych słów wypowiedzianych z gorzkim żalem zapytał mię, czy nie można kupić „ u nowiczów” czegoś z ubrania. Odpowiedź moja była, że tak.
Ponieważ nadchodził już czas obiadu, więc wróciłem do swego baraku.
Tu zacząłem poszukiwać wśród znajomych osób , kto ma coś dobrego do zbycia- sprzedania. Pokazali mi swetry i koszule. Zaproponowałem im, że będę pośrednikiem w tej transakcji. Zgodzili się. Spytałem , za ile rubli można sprzedać sweter , koszulę. Sweter- za 8 rubli, koszulę- za 5 rubli.
Po obiedzie poniosłem te rzeczy proszącym.
Gdy obejrzał , zmierzył sweter, powiedział, że bardzo mu się podoba. „ A skolko budziet stać?”. Dziesięć rublej. Nie targował się i zapłacił. Koszula także podobała się jemu, ale była trochę za mała. Po namyśle wziął ją za 8 rubli. Sprzedaż się udała. Zarobiłem na tej transakcji 4 ruble- więcej jak bochenek chleba.
Wszystko- sprzedaż i kupno odbywa się w tajemnicy.
Taką spekulację uprawiam przez cały „ karancin”- kwarantannę.
Zarobiłem na tym interesie 15 rubli. A więc mam już gotówkę na pajdki chleba. Pajdka chleba- 350 gram- kosztuje w zonie 1 rubel.
Miejscem targowym , chociaż niedozwolonym jest miejsce koło jednego baraku, wszystkim dobrze znanym.
Często to targowisko rozgania naczelnik zony – tak samo zakluczony.
Na to targowisko często wynoszą porcje cukru- 27 gram- ci, którzy chcą palić.
Ci palacze w łagrze, to są naprawdę nędzarze.
Sprzedają oni za parę papierosów ostatnią pajdkę chleba albo porcję cukru.
Oni są przeważnie zdechlakami.
Rzecz zrozumiała, że najwięcej na targowisku było chleba i cukru od tych, którzy pracowali w „chleboreskach „ – krajali chleb i od tych , którzy dzielili cukier.
Nigdy nie dawali pełnej porcji chleba lub cukru. Wolno im było nie doważać na pajce 2-3 gramy , ale oni kombinowali i po 5 gramów.
Takich kombinatorów , gdy tylko złapano na gorącym uczynku , natychmiast zwalniano z tego zajęcia, a nieraz osadzano do izolatki. Dokonywała tego specjalna komisja, składająca się z cywilów.
Te ostatnie dni kwarantanny upływały na wyborach brygadzistów i tworzeniu brygad.
c.d.n.
P i e r w s z e d n i p r a c y p o k w a r a n t a n n i e
Już był miesiąc marzec. ( 1946 rok )
Słońce świeciło jasno i było dość ciepło, chociaż ziemi była jeszcze trochę przemarznięta.
O godz. 6 rano rozlegał się sygnał- dzwon z rejką- by wychodzić na robotę.
Brygady zgromadzone na leżniówce są liczone. Było ich około dwustu. W każdej co najmniej po 25 zakluczonych.
Po sprawdzeniu obecności przychodzimy do wrot – drzwi zamknięte.
Strażnicy wychodzą z wartowni i otwierają wrota. Skrzypią one jak nieboskie stworzenie.
Przy otwartych wrotach stoi pięciu strażników i dwóch podliczających i zaraz że sprawdzają pierwszą piątkę – obmacują ubranie, kieszenie, obuwie itp.
Od bramy odprowadzają pierwszą sprawdzoną piątkę i zatrzymują ją po 40 m.
Podchodzi następna piątka, w której też robią szman.
Dołączają ją do pierwszej, przy której już stoją konwojenci ze swoimi naczelnikami i psami. Konwojenci są uzbrojeni w automaty gotowe do strzału .
Odprowadzają naszą brygadę ( 30 osób) , która była pierwsza w tej kolumnie brygad, o 30-40 m od bramy- zatrzymują i każą przykucnąć.
Teraz zaczyna się sprawdzanie przez naczelnika konwoju danych personalnych każdego więźnia wyprowadzonego poza zonę.
Z listy czyta on nazwisko skazanego – ten odpowiada-„ jest”, stacja- artykuł?- 63 ( białoruski kodeks, rosyjski- 56), srok?- termin na który został skazany- „dziesięć lat”.
Koniec sroka- 1954 – odpowiadam.
Daje komendę- Wstać!
Podrywamy się na nogi, mówi naczelnik konwoju: Uprzedzam, krok w prawo, krok w lewo – bez uprzedzenia strzelamy-strzelamy!
Naprzód !- Ruszyła brygada do pracy.
Idąc piątkami rozluźniają się.
Więc konwojenci, jak psy, krzyczą: „Podciągnij się !”.
Już się nie trzymamy pod ręce, a tylko staramy się iść w piątce.
c.d.n.


Każdy chciał żyć, aby przeżyć…
Dziękuję za kolejne wspomnienia. Straszne