Moje góry pamiętają, choć nieme (6)

Poprzednie rozdziały Opowieści mojej Mamy  otwierają się dzięki podanym linkom, które można otwierać kolejno pod poniższym:

Może to i dobrze, że człek nie zawsze wie co go czeka, wówczas żyje bez lęku i stale ma nadzieję…

Opowieści mojej Mamy. Marianna w obcym domu. 

Rzecz dzieje się w Godziszce, 1906 r.

Po ślubie Michał zabiera swoją nową żonę – Mariannę do  Godziszki, do swojej wielkiej, przysadzistej posadowionej przy drodze od kościoła (w tym czasie była tylko kapliczka) w Godziszce do Łodygowic chałupy ze sczerniałych bali modrzewiowych gdzie nieufnie patrzą  na nią niechętne dziecięce oczy. Tu na marginesie – wówczas nie było jeszcze obecnego kościoła – powstał dopiero w 1923 r. ale za to była trwająca do tej pory kaplica z ponoć XVII wiecznym obrazem…

Pewnie długo czują urazę że matka opuściła ten dom,  nie rozumieją, że już nigdy nie wróci. Choć zapewne widziały już zmarłych umieszczanych na katafalku w centrum największego pokoju w odkrytej trumnie, czasem mieli podwiązane jakąś chustką brody – ponoć by nie otwierały się usta ? mówiono wtedy –  to taki widok wujków   i towarzyszący mdły zapach przejmujący, przerażający poznany przeze mnie w dzieciństwie, i tak bardzo zapamiętany…  Ale  myślenia,  zastanawiania się nad nieodwracalnością tego co się stało chyba u dzieci nie było….

Te biedne półsierotki, moje przyrodnie ciotki  (które potem bardzo kochałam i podziwiałam za zwiewną góralską urodę uśmiech i dobro)  na pewno wtedy, w tym dawnym czasie, który się dział na początku XX w., widząc wchodzącą do ich izby młodą kobietę o smutnych oczach jak matki boskie pisane na ikonach,  a może rozbawionego i dumnego ojca wiedzą i czują jedno – ta obca młoda kobieta   nigdy nie będzie dla nich mamą ze swoim tylko jedynym na świecie zapachem i dotykiem dłoni…..

 Marianna bardzo się stara, by dać tym osieroconym dzieciom ciepło. Opiekuje się mężem. Codziennie pierze mu białe płócienne koszule i starannie je prasuje. Bo chłop beskidzkiej ziemi , gdy idzie w pole musi mieć świeżą białą koszulę.

Marianna  wychowana w posłuszeństwie wobec męża, bardzo się stara, rozkłada na trawie właśnie wypraną  pościel, by deszcz i wiatr ją jeszcze bardziej wybielił.  Tak jest zawsze, codziennie, mocno zapamiętane i wyobrażone z opowieści mojej mamy, pierwszej córki tego drugiego małżeństwa dziadka – Michała….

Na pewno cała wieś ją obserwuje ocenia i komentuje, bo tak tam  mają. Zresztą może wszędzie tak mają, gdy społeczność nieliczna i coś ciekawego się dzieje. Dlatego niektórzy uciekają do dużych miast, gdzie anonimowość ….

Sama się przekonałam, jak dalece ta  ciekawość mieszkańców wsi  ale też wielka siła tych ludzi, która przetrwała  wszystkie dziejowe kataklizmy  dziejowe hartowana przez surowość gór  jest pierwotna…

Opowieści mojej Mamy. Najstarsza córka pierwszej żony dziadka Michała.

    Pierwszym wrogiem Marianny jest najstarsza córka umarłej matki, Teresa. W tym czasie zdążyła już wyrosnąć i jest prawie rówieśnicą macochy. Dawno  przejęła władzę w domu, zanim dojrzała do bycia panią domu jej macocha- Marianna. Teresa jest piękna, o jasnych oczach okolonych gęstymi czarnymi rzęsami, jest piękna ale despotyczna.

 Zresztą po bardzo wielu latach, gdy odwiedzaliśmy ją w czasie pobytu w Godziszce, dom sąsiadujący ze starą rodzinną chałupą (opisaną wcześniej) był pachnący czystością,  deski podłogowe, jak zresztą u wszystkich ciotek , zawsze wymyte do białości ryżową szczotką maczaną w wodzie z mydlinami. Na podłogach leżały ładne długie chodniki  wyplatane z pasków tkanin, i żadne dziecko nie mogło postawić kroku poza ów chodnik. By nie zabrudzić podłogi. Wystarczyło zobaczyć złowrogi wyraz oczu ciotki. Ja jej się po prostu bałam. A cóż dopiero młoda jej macocha, Marianna.

 Opowieści mojej Mamy. Zawiść Teresy nie ma granic

 Pedantyczna Teresa dostrzega wszelkie, nawet najdrobniejsze, wady macochy, właściwie jej równolatki. Jest zazdrosna o serce ojca.

Gdy ten wraca z pola i zmęczony próbuje odpocząć, Teresa wyprawia rodzeństwo do łóżka. Przepędza z izby macochę – Mariannę, a gdy ta potulnie odchodzi, sączy do ucha ojca wszystkie wydarzenia całego dnia. Codziennie opowiada mu historie o niezaradności macochy.

Ojciec jej wierzy, może został w nim dawny sentyment do pierwszej zmarłej żony, który przelał na swoje córki z tego małżeństwa.  Albo jest tak sugestywna w swoich opowieściach, że w Michale narasta agresja do nowej żony.

A ona płacze w sąsiedniej izbie. I nikt tego nie widzi i nie słyszy. Może widzi to moja mama, bo  jako pierwsze dziecko pięknie już rośnie choć następne  poruszają się w maminym brzuchu.   A może dopiero po bardzo wielu latach, gdy Mama przyjeżdża na wakacje z Wileńszczyzny jej mama się otwiera i żali jak było. Słyszałam to wielokrotnie, bo Mama lubiła opowiadać i nic to, że często powtarzała te same opowieści  – były mocne zwięzłe, niedługie, zawsze z puentą – nigdy nie usypiające…..

Marianna, młodziutka nowa żona Michała po przepędzeniu przez przybraną córkę Teresę idzie do kuchni lub zwierzątek a może usypia  „dzieciska”  (tak mawiała moja ukochana ciotka Kaśka – gdy ktoś jej chciał pokazać swoje dziecko – mawiała- „a co mnie dzieciska nie nowość”), A może „dziecisek” nikt nie usypia jak teraz często – bo same się kotłują aż posną zmęczone…..

Marianna potem   zamyka się w izbie sypialnej, gdzie piramidy poduszek jedna na drugiej a jedna od drugiej mniejsza w wykrochmalonych na sztywno śnieżnobiałych sterta (mam do dziś w oczach tamte łoża u ciotek góralek), pod obrazem świętej Rodziny, dygocze pod pierzyną bo już wie.

Wie, że niebawem nadejdzie  bardzo przystojny, wielki, mocarny, silny, pachnący wiatrem od gór i sianem, ale zły i gwałtowny, zbulwersowany opowieścią najstarszej córki której  przedtem wysłuchuje cierpliwie, i jak co noc będzie ją zniewalał bez czułości – bo może górale tak mają. A może to tylko moja wyobraźnia.

O tak, Marianna dobrze już poznała smak gorzkiej miłości swojego męża.

Kto wpadł na pomysł, by to conocne  zniewalanie , gniewne, milczące  dalekie i obce nazywać miłością. Dlaczego zły los się nią tak okrutnie zabawił. A ona czuje tylko ból.

Wszechogarniający ból ciała i serca i duszy.

A może jest inaczej, może jest czułość, nie wiem….choć sądząc z zachowania mojej Mamy zewnętrznych oznak czułości nie doświadczałam a miałam porównanie z moją teściową. A może dlatego, że Mama czułości nie okazywała bo już jako 10 letnia dziewczynka zamieszkała kątem u okrutnej Niemki, w Białej (obecnie dwa ówczesne miasta Bielsko i Biała były odrębne) by tam się dalej uczyć i moje sugestie dotyczące Jej rodziny są nieprawdziwe. Może jednak tam była czułość….


2 Replies to “Moje góry pamiętają, choć nieme (6)”

  1. Dzięki za wspomnienie , czasem łatwiej wybrać to lepsze przypuszczenie ,bo za co taka krzywda za ciężką pracę. Zazdrość jest straszna .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *