Moje góry pamiętają, choć nieme (7)

Opowieści mojej Mamy. Narodziny mojej Mamy.

 Niebawem  okazuje się, że Marianna jest w ciąży.

Może nawet Michał się cieszy, że dziewczyna jest płodna. Na pewno spodziewa się, że urodzi mu upragnionego syna. Ciąża mija dość spokojnie. Czas płynie na oczekiwaniu. Marianna wraca myślami do swojego Boga, który już raz ją zawiódł i odebrał miłość ale może tym razem ….  pokornie błaga o syna.

Jej przybrane córki  patrzą ze swojego kąta i pewnie proszą swojego Boga o kolejną siostrę. Urodzenie brata, dziedzica ziemi , nieomal następcy tronu, oznaczałoby odsunięcie dziewczyn na drugi plan.

 Któregoś dnia zaczyna się poród. Pierwsze dziecko rodzi się długo. Już mijają kolejne wschody słońca nad Babią Górą i krwiste zmierzchy nad Skalitem. Wreszcie słychać krzyk noworodka. Kobiety, które pomagają rodzącej oznajmiają ojcu, że dziecko jest dorodne i zdrowe. Nie jest tym zainteresowany, czeka tylko na informację, czy doczekał się syna.

Pokazują mu niemowlę. Wstrzymuje oddech i patrzy. Patrzy długo , aż odrywa zimny , zły  wzrok i mówi lodowatym głosem. Mam kolejną córkę….

To dziecko urodzone 14. kwietnia 1907 roku otrzymuje imię Stefania.

 Pierwsze dziecko Marianny jest moją przyszłą  Matką….0

Opowieści mojej Mamy. Moje ciotki góralki.

Gdy przyjeżdżaliśmy do Godziszki , zawsze się spotykaliśmy z  ciotkami z pierwszego małżeństwa Dziadka.

Rozpoznawałam z daleka, jak nadchodziły drogą swoim lekkim tanecznym krokiem.  Wiotkie i szczupłe, zwiewne ale i silne , odważne kobiety.  Gdy tak szły, ich szerokie spódnice zebrane w cienkiej talii  szerokim paskiem  porywał  gwałtowny beskidzki wiatr, zwany tutaj wiatrem „ od Orawki” a będący odpowiednikiem zakopiańskiego halnego.

Zapamiętałam doskonale ich wielkie roześmiane jasne oczy ocienione gęstymi czarnymi rzęsami.

Wszystkie miały gładko uczesane ciemne włosy a na szyi krwiste korale. 

Gdy na nie patrzyłam, przychodziło mi na myśl , że są tak piękne jak prawdziwe  artystki-  a może tylko śliczne młode Cyganki .

Ich wielka radość życia i witalność świadczyła, że były dorodnymi owocami  miłości swoich rodziców.  

Opowieści mojej Mamy. Moje ciotki góralki- Kaśka i dygresja…

 Aż dziw, że tak wcześnie straciły matkę a nigdy nie odnalazłam w nich smutku.

Moja mama była pierwszym dzieckiem Marianny i Michała. Była niewiele  młodsza od Kaśki dziewczynki urodzonej ze zmarłej przy porodzie poprzedniej żony ojca.

Tak dalece się różniły, że na podstawie ich wyglądu, budowy i temperamentów  można było już na pierwszy rzut oka wnioskować,  że ta różnica wynika z podobieństwa do swoich matek, pewnie też całkowicie różnych .

Moja Mama wielokrotnie opowiadała o swojej rodzinie i młodości. Lubiła opowiadać. Zwykle siadywałam na podłodze obok jej łóżka w naszym gorzowskim domu, bo często chorowała na zapalenie stawów i zalecano unieruchamianie.

Siadywałam więc na podłodze, oparta o brzeg łóżka a Mama rozpoczynała różne opowieści. Opowiadała pięknie. Każda historia przez Nią opowiadana była zamkniętą całością – z początkiem, rozwinięciem i zakończeniem . W dodatku opowieści były tak barwne, że gdy zamykałam oczy wędrowałam razem z Nią w Jej góry albo w inne miejsca , gdzie przebywała.

I znowuż  na klawisze mojego komputera wcisnęła się dygresja . Ale wypłynęła z mojego serca. Proszę o wybaczenie.

Więc teraz siedzę na podłodze obok łóżka mojej mamy, mam kilka lat i długie bardzo jasne warkocze i słucham i widzę . Ocknęłam się. O nie, jestem starszą panią, jeszcze dość sprawną, babcią i piszę te słowa zasłyszane od Mamy i zapamiętane jak piękne obrazy a właściwie krótkie filmiki.

Właśnie to opowiadała mi wielokrotnie Mama.

Kaśka roztrzepany radosny człowiek, z kipiącą aktywnością, wyciągała Stefę (moją Mamę ) na wyprawy na Skrzyczne. Bo właśnie tam dojrzewały czarne jagody. Prowadziła młodszą siostrę pionowo w górę  ale któregoś dni moja mała wtedy mama się potknęła i zaczęła spadać. I gdyby nie litościwe drzewo, które ją przygarnęło, nie byłoby co zbierać. Wracały do domu , ukrywając  przed rodzicami posiniaczoną twarz małej Stefki- mojej Mamy….

Opowieści mojej Mamy. Stefka z Kaśką wybierają się pieszo do Kalwarii Zebrzydowskiej.

Pewnego razu dziesięcioletnie może wtedy dziewczyny wybrały się na wymarzoną pielgrzymkę do Kalwarii Zebrzydowskiej.

Gdy niedawno tam byłam, odległość od Godziszki wydawała się nie do przebycia pieszo. Moja Babcia Marianna, matka Stefy a macocha Kaśki  początkowo nie chciała się zgodzić, ale Kaśka przekonała, bo miała niewyobrażalny dar przekonywania. Czyniła to z wielkim wdziękiem, podlizując się przy okazji swojej przybranej matce- a może naprawdę ją lubiła. Przecież jej rodzona matka zmarła przy porodzie, a potem była jeszcze taka maleńka, gdy w domu pojawiła się nowa gospodyni .

Gdy więc decyzja została podjęta i wszystko załatwione z matką, otrzymały na drogę  postne placki z mąki i wody, zawinęły w szmatki i wyruszyły przed siebie, na wschód.  Poszły, drogą na skróty, przez strumyki . Podczas pokonywania strumyka, moja Mama spadła z kładki- chwiejącej się wąskiej deski zawieszonej wysoko  nad jarem , w którym płynęła niewielka o tej porze roku strużka . Dobrze, że nie było wtedy ulewnych opadów i strumyk miał niewiele wody.

Ale najgorsze było to, że razem z Mamą do tego strumyczka wpadł tłumoczek a w nim drogocenne placki.

Jednak udało się je uratować, potem się żywiły mokrymi, wyciskając z nich wodę, ale do Kalwarii dotarły, odbyły Drogę Krzyżową i w dodatku wróciły!!!

o

Opowieści mojej Mamy. Niesamowite małżeństwo mojej cioci Kasi….

Z dziecka urodzonego ze zmarłej matki wyrosła moja ukochana ciocia Kasia. Wyszła za mąż za spokojnego dużego Pawła, który pozwalał jej wychodzić na wiejskie zabawy. Bardzo ją kochał, wierzył w jej wierność i zawsze czekał, kiedy wróci.

Zawsze wracała.

Paweł tymczasem  hodował kanarki i papużki. Klatki z ptaszkami były w całym domu, a gdy tam mieszkaliśmy w czasie wakacji, budził nas niezwykły śpiew ptaków .Ich gościnny dom , w Łodygowicach, nad szeroką rzeką Żylicą , był dla mnie miejscem cudnym , bajkowym , niepowtarzalnym.

Nie mieli dzieci. Ciocia Kasia kilkakrotnie była w ciąży, ale  gdy mijał termin porodu, dziecko nie chciało się  rodzić. A potem umierało w jej łonie.

Gdy o tym  teraz myślę , wydaje się nieprawdopodobne,  że tak mogło być.

A działo się to całkiem niedawno,  w latach 40 czy 50 ubiegłego wieku. 

Nie zapomnę takiej sytuacji. Otóż jak zwykle przybywszy w góry, zamieszkaliśmy u Kaśki i Pawła. Chyba jeszcze przed świtem wybyła do Bielska Białej na targ. Gdy wstałam Tata orzekł, że pójdziemy na dworzec PKO, spotkać Ciotkę i pomóc dźwigać zakupy, od odległość od domu była znaczna. Gdy dotarliśmy, pociąg nadjechał ale Ciotki ani śladu….kolejny był znacznie później. Wróciliśmy więc do domu niezadowoleni i dość smętni. Aż tu nagle, kto nas powitał u progu? Jak to możliwe, czy przegapiliśmy a na to  Kaśka – ze śmiechem – e tam, jeszcze do pociągu długo było czekać więc…. przyleciałam   na piechotę…. J Niezłe, prawda ?

Potem już nie przyjeżdżaliśmy do Ciotki, bo adoptowali dziewczynę, która szybko założyła rodzinę. I Ciotka z wielkim zapałem hodowała troje dzieci wychowanicy. Najstarszy był Adaś z którym spała w jednym łóżku i zwykle rano wstawała z zasiusianą koszulą,  bo mały się nie obudził, oznajmiała z uśmiechem….potem urodził się chyba dość flegmatyczny Edzinek a imienia trzeciego nie pomnę….

o

Opowieści mojej Mamy. Wujkowie z gór.

  Marianna, moja przyszła Babcia  nieustannie jest w kolejnych ciążach i rodzi z wielkim trudem  9 dzieci.

Dzieci są duże, mają szerokie ramiona , podobnie jak ich ojciec. Matka jest drobna, ma wąskie biodra co nie ułatwia dźwigania dużego dziecka w łonie i porodu. Wiem, że najmłodsza jej córka – ciocia Ela urodziła się przy użyciu kleszczy. Chyba były źle założone, bo pozostawiły na jej policzku długą bliznę, którą nosi do tej pory. ( od tego blogowego wpisu ciocia Ela odeszła w zaświaty). Jednak na szczęście wszystkie pozostałe dzieci były zdrowe, bez śladów uszkodzeń okołoporodowych.

Radość pojawiania się na świecie kolejnych potomków burzy fakt, że niestety rodzą się głównie dziewczyny. Pierwsza jest moja Mama. Nadają Jej imię Stefania, potem kolejne- Bronisława, Maria, Hanka.

Jest tylko 4 chłopców, z których dwóch umiera we wczesnym dzieciństwie. Ci, którzy przeżyli do późnej starości i dobrze ich zapamiętałam to  Szczepan i Michał. Byli zupełnie różni. Szczepan masywny ciemnooki, despotyczny, dużo i mądrze opowiadał ,  czytał  podręczniki hodowli zwierząt i magazyny rolnicze. W czasach , gdy poznałam rodzinę mojej Mamy, jej rodzice , czyli moi dziadkowie już nie żyli, a całym majątkiem ojcowskim zarządzał wujek Szczepan.

Drugi żyjący do starości brat mojej Mamy – Michał był szczupły, delikatny. Miał wielkie błękitne oczy, w których odbijał się stan jego duszy. Można było tam odczytać radość smutek ale także niestety zamglenie alkoholowe, co mu się czasami zdarzało. Wodzem w Jego rodzinie była żona, ciocia Antosia. Była dużą, energiczną , pogodną i rezolutną kobietą. Nie wiem czy byli szczęśliwi. Z mojego punktu widzenia, tj. dzieciaka kilkuletniego, w tym domu czuło się ciepło rodzinne, więc może się kochali.? Jednak moja Mama opowiadała, że w czasie II wojny światowej ojciec cioci Antosi podpisał volkslistę. Oznaczało to, że czuł się Niemcem, albo węszył jakieś korzyści z tego wynikające. Tego się nie dowiemy. Ale  ten człowiek bardzo pomagał naszej rodzinie, szczególnie w trudnych czasach wojny. On pierwszy dowiedział się swoimi kanałami, gdzie się podział mój Tata, gdy zniknął 30 sierpnia 1939 roku, przymusowo jadąc do pracy w Poznańskie. O tym, że Tato wylądował w obozie koncentracyjnym, wiadomość  uzyskaną od ojca Antosi, rodzina przekazała Mamie na Wileńszczyznę, gdyż już tam mieszkała po ukończeniu Seminarium Nauczycielskiego o czym będzie dalej.  Po namierzeniu adresu obozu koncentracyjnego gdzie więziono Ojca, wysłano do niego list, na który odpowiedział a potem tą samą drogą- tj. przez wieś beskidzką Rodzice wymieniali pomiędzy sobą korespondencję. Zachowały się dwa obozowe listy Taty pisane po niemiecku gdyż tego języka a także angielskiego nauczył się w obozie…na swojej wileńszczyźnie jedynie rosyjski był znany, w szkole nauczył się francuskiego…..i tak w tych listach jest np. pozdrawiam ciocię i po polsku -Czosnek….mama się zorientowała, że prosi o przysłanie czosnku na panujący tam szkorbut…..a w liście po niemiecku musiało być napisane (były cenzurowane), że jest tam super, w tym obozie koncentracyjnym….

o

Opowieści mojej Mamy. Siostry mojej Mamy.

Spośród licznych moich górskich ciotek , córek Babci Marianny najbardziej lubiłam ciemnooką i ciemnowłosą Hanię i jaśniejszą Elę. Obie były bardzo podobne wewnętrznie, z wyraźnym podobieństwem do opisanego wujka Michała. Ciche, o skoncentrowanym nieśmiałym spojrzeniu, ale z widocznym obrazem silnej osobowości w oczach.

Gdy cała rodzina gadała, one milczały uśmiechając się tajemniczo.

Życie ich nie oszczędzało, ale dzielnie sobie radziły i stanowiły wielką podporę dla bliskich.

4 Replies to “Moje góry pamiętają, choć nieme (7)”

  1. Na zdjęciu (własnym) grzbiet wododajnej dla Godziszka i okolic – góry Skalite. Po drugiej stronie jest skocznia narciarska w Szczyrku. Nad tą górą zwykle na niebie odbywa się swoiste teatrum chmur i zachodzącego słońca ..tym razem jakby szły dwie postaci …

  2. Skopiowałam z Watsaapa komentarz Eli K. :
    „zagapiłam się, dopiero dzisiaj czytałam ostatnie wpisy … kobieta, jeden wielki OBOWIĄZEK Małżeński i rodzicielski …nie doceniamy, mimo woli ,olbrzymich zmian . Mimo wszystko …
    Wciąż o tym myślę…enklawy smutnej przeszłości są na pewno wciąż bardzo liczne :(((

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *