piątek, 20 stycznia 2012 12:41
Pewnego dnia w naszym gorzowskim mieszkaniu rozległ się donośny dźwięk telefonu . Podniosłam słuchawkę , po drugiej stronie był Józek z Poznania , mąż kuzynki. Po radosnym tonie jego głosu wyczułam, że ma jakąś dobrą wiadomość. I tak właśnie było. Z przejęciem informował, że właśnie wraca z rektoratu Akademii Medycznej i , że znalazł mnie na liście osób przyjętych. Ucieszyłam się, ale jak niewierny Tomasz, postanowiłam zobaczyć to na własne oczy .
I dlatego następnego dnia , pierwszym porannym pociągiem wybrałam się do Poznania .
Niepewnie przemierzałam ulice, serce biło coraz szybciej w miarę jak zbliżałam się do rektoratu AM. Aż stanęłam przed tablicą z różnymi listami. Gorączkowo szukałam listy przyjętych na Wydział Ogólnolekarski. Gdy wreszcie znalazłam , mgła mi przysłaniała oczy, ale przetarłam je energicznie i zaczęłam czytać. I znalazłam swoje nazwisko. Długo czytałam. Odeszłam, ale po chwili wróciłam i tak kilkakrotnie.
Nie ulegało wątpliwości, zostałam studentką !!! Gdy wreszcie to sobie uświadomiłam, poczułam wielką ulgę a potem coraz większą wszechogarniającą radość. Tanecznym krokiem wracałam na dworzec. Boże, jak ja wtedy kochałam to miasto , chciałam przytulać przechodniów. Widziałam , jak się do mnie uśmiechali. Miasto śpiewało a ja z nim 🙂
Gdy znalazłam się w pociągu, w czasie 4 godzinnej podróży , powoli opadała adrenalinowa fala i przychodziły refleksje. Miarowy rytm kół przynosił różne myśli, coraz bardziej poważne. Oto wracam do domu, ale co potem? Skończyły się żarty i frywolna młodość. Będę w obcym mieście, wśród obcych ludzi . Czy podołam wymogom tej wymarzonej uczelni . Postanawiałam się nie poddać, brać życie za bary, i nie tylko przetrwać, ale może nawet zwyciężać.
Jedno było pewne, wkroczyłam w nowy i jeden z najważniejszych etapów życia.
Czy już wtedy przeczuwałam , że nie wrócę do Gorzowa .….i w niedalekiej przyszłości zacznę dźwigać z ludźmi cierpiącymi ich krzyż ….nie wiem
