Losy moich Rodziców. Opowieść Taty (2)

Opowieść mojego Taty.

Nie byłem pewien, czy Stefa zdecyduje się na małżeństwo ze mną.

Czułem się taki zwyczajny a może nawet górowała nade mną inteligencją , wiedzą i ciekawością świata.

Bywało, że mnie zaskakiwała sposobem zachowywania się , reagowania, nie lubiłem jej skrytości i twardej postawy obrażania się gdy doszło do jakiś nawet niewielkich konfliktów. Wówczas potrafiła milczeć przez wiele dni i musiałem podejmować  wielokrotne próby przepraszania i cierpliwie czekać na moment, gdy przestanie się gniewać.

Takie zachowanie była dla mnie obce i zupełnie nieznane.

Tutejsze dziewczyny były wylewne, hałaśliwe, wybuchowe ale nie trzymały długo urazy i kontakt z nimi był łatwy.

W moim związku ze Stefą nigdy nie byłem pewny, czy się nie obrazi i zamilknie. Nie umiałem tego przewidzieć.

Jednym słowem była inna, surowa i dzika.

Przyciągała mnie i odpychała.

Losy moich Rodziców. Wspomnienia Taty.

Opowieści Taty

 

Pracowałem w Wilnie a moja rodzina pozostawała w Rakowie.

Synek rósł, nie mogłem obserwować jak się rozwija i nie łapałem z nim kontaktu.

Żona poświęcała się pracy zawodowej- była nauczycielką i szkoła była jej całym światem. Ale na co dzień była smutna.

Może rozmyślała nad swoim losem.

Od wczesnego dzieciństwa była samotna, gdyż mając 10 lat, opuściła rodzinną beskidzką wieś  – Godziszkę, by w Białej kontynuować naukę. Tam mieszkała u obcych ludzi , spotykała się z rodziną jedynie w nieliczne wolne dni.

Gdy ukończyła seminarium nauczycielskie losy ją rzuciły na Wileńszczyznę, krainą odległą i geograficznie i kulturowo. Musiała się zaadaptować, zresztą tutejsi ludzie byli życzliwi i serdeczni , więc pewnie nie było to takie trudne. Jednak tak wiele ich różniło od mieszkańców gór.

Moi rodzice ją polubili, doceniali jej mądrość , wiedzę i poważny sposób traktowania obowiązków.

Była urodziwa, wśród tutejszych dziewczyn wyróżniała się innym typem urody, miała na twarzy i w oczach zapisany górski wiatr, świeże wonne powietrze. Była niezwykła.

Zakochałem się po uszy i oczarowanie trwało.

Losy moich Rodziców. Zaproszenie…

Po pewnym czasie, może po roku znajomości, może później,  Wacław przyszedł z zaproszeniem od swoich rodziców . Proponowali oni, by spędziła  z nimi święta.  

Stefa była zaskoczona, a może i trochę dumna, że znajomość z Wacławem nabiera innych wymiarów.

Jeśli już jego rodzice wiedzieli o zakochaniu syna, akceptowali tę obcą w tutejszych stronach dziewczynę i chcieli ja poznać, ba nawet z nią spędzić świąteczny wieczór, to mogła się poczuć szczęśliwa.

Początkowo nie chciała się zgodzić, przecież najnormalniej w świecie była zawstydzona i zalękniona, jak takie spotkanie może wyglądać. Przekonywał tak gorąco, że w końcu uległa . I drżeniem serca oczekiwała na ten może najważniejszy wieczór w jej życiu….

Wacław był spokojny, bo już zdążył ją trochę poznać. A może niepokoił się tak samo jak ona. Przecież taka sytuacja w jego życiu zdarzała się po raz pierwszy. Jego ukochana musiała zdać najprawdziwszy egzamin z dojrzałości, czekała ją  konfrontacja z rodziną . Wiedział jak zachowuje się w towarzystwie równolatków, czuł jej lęki, zażenowanie, mimo, że tego nigdy nie okazywała.

Była osobą zamkniętą, od dzieciństwa opanowywała uczucia, a może miała takie geny odziedziczone po swoich surowych przodkach ….

Losy moich Rodziców. Ulotne wspólne chwile Stefy i Wacława .

Każda  wizyta Wacka w Rakowie  to było wielkie wzruszenie serca .

Mama wspominała, że jej ukochany natychmiast po przybyciu z Wilna, zaglądał do domu swoich rodziców ale potem  biegł  pod Jej okno, pukał w znajomy sposób i wówczas Jej świat wirował.

Często przynosił kwiaty, najbardziej zapamiętała moment, kiedy to podał jej swoją czapkę  napełnioną króciutko obciętymi wilgotnymi kwiatami jaśminu.

Przesiadywał w jej pokoiku, zabawiając koleżankę, która też go uwielbiała, rysował piękne wzory na tkaninach, na których dziewczyny dziergały swoje hafty .

Umiał rysować, miał duszę artysty.

Malował ślicznie delikatne akwarele, które oddawały stan Jego romantycznej duszy. Do tej pory zachowały się tylko dwie.

Jedną,  przedstawiającą ostatnie jesienne śliwki ma Marcin, druga wisi na ścianie naszego mieszkania. Kiedyś Tato oprawił ją w skromną sosnową ramkę własnej produkcji i tak zostało. Są to dojrzałe dwie gruszki na tle liści. Zrobiłam zdjęcie, ale z powodu szybki, która zakrywa akwarelę, zdjęcie nie oddaje jej uroku. Tak więc musicie mi wierzyć na słowo, albo zapraszam do siebie….Namalowane zostały w 1932 roku, w tym roku, kiedy Rodzice brali ślub.

Nie wiem , czy malował je dla Stefanii, czy tylko tak sobie, dla swojej przyjemności. Nigdy o to nie zapytałam i już się nie dowiem.

Ale fakt, że Mama je przechowała , uratowała z pożogi wojennej , przywiozła  z Wileńszczyzny, w straszliwych warunkach bydlęcych wagonów, starannie przechowywała wśród przedmiotów najpotrzebniejszych może być świadectwem, że obrazki te miały dla Niej szczególne emocjonalne znaczenie. …

Losy moich Rodziców. Rozłąka i wizerunek pielęgnowany w sercu.

Od momentu zakochania, moja Mama rozkwitła.

Wokół niej kręciło się kilku miejscowych młodzieńców, nauczycieli , m . in. późniejszy profesor hrabia Zdziechowski, ale jak wykazały dalsze losy, wybrała jednego, Wacława Łukaszewicza i była mu wierna.

A tymczasem jej ukochany wyjechał tak nagle jak przybył, wprawdzie z Wilna przysyłał piękne listy, ale  widywali się rzadko.

I właściwie potem to już tylko kochała jego listy i wyidealizowany w sercu wizerunek.

 

Opowieści mojej Mamy. Dziesięcioletnia Stefka na ulicach obcego miasta.

Dziewczynka  ma zaledwie 10 lat a już dźwiga potężny ciężar  samotnego życia. To małe wiejskie dziecko zostaje wrzucone do obcego wielkiego miasta ,  musi docierać do obcej szkoły. Wędruje ulicami, coraz bardziej oswajając się z pędzącymi obok samochodami. Ogląda robotników wychodzących z fabryk, których jest dużo, bo to miasto przędzalni . Podziwia ich elegancję . Wszak zwyczajowo nawet po najcięższej pracy każdy robotnik musi się umyć i zmienić ubranie robocze na codzienne, czyste i w pojęciu dziecka wytworne. Pewnie są to nawyki niemieckie, które tutaj się przyjęły. Po prostu nie wypada pojawić się na ulicy w brudnej odzieży. Do końca życia Mama o tym opowiada, dziwując się zwyczajom przyniesionym do Polski ze wschodu, gdzie umorusany człowiek na ulicy nie jest dziwowiskiem

Opowieści mojej Mamy. Michał podejmuje decyzję , która wpływa na całe życie Stefki- mojej Mamy.

Gdy wracają do domu, tato milczy. Milczy dalej, gdy zasiada do obiadu, a Marianna pyta o powód wezwania go do szkoły.

Michał umie milczeć, swoje problemy rozwiązuje w milczeniu, zwykle namyślając się długo, czasami nawet kilka dni nad wydaniem decyzji. Ale gdy wreszcie przerywa milczenie, to wiadomo, że z nim dyskutować nie wolno i nie warto.

Tak jest i teraz.

Nazajutrz jest niedziela. W takim dniu nie wolno pracować, jedynie oporządzić trzeba zwierzęta domowe.

Po śniadaniu ojciec obwieszcza uroczystym tonem, że zdecydował, że ksiądz go przekonał i jego córka- Stefka pójdzie do miasta, by dalej się kształcić.

Dziewczynka zaszlochała, bo ogarnął ją lęk przed nieznanym. Przecież była raz w mieście z matką i o mało się nie zgubiła na ogromnych ulicach wśród spieszącego gdzieś stale tłumu. Ale ojciec ją zgromił i kategorycznym tonem oznajmił, że nie ma co płakać, że jest zdolna, bo tak powiedział ksiądz i na pewno da sobie rade.

Mama przygarnęła ją , co było niezwykłe , przytuliła a inne dzieci patrzyły na tę scenę z podziwem.

Te starsze , które już rozumiały, może zazdrościły, może nie ale na pewno inaczej popatrzyły na zahukaną młodszą siostrę.

 

Opowieści mojej Mamy. Wątpliwości Stefy czy jest kochana przez rodziców.

 

Stefa po lewej.

 

 

14 kwietnia 1907 roku w Godziszce, dużej Beskidzkiej wsi , przychodzi na świat pierwsze dziecko Marianny i Michała Jakubców.

Niestety jest to kolejna dziewczynka. Nadają Jej imię Stefania, Stefa.

 Ma duże  intensywnie błękitne  oczy , w których, do Jej ostatniego dnia  życia , niespodziewanie rozjarza się  radość i  ciekawość wszystkiego co dookoła .

Gdy zaczyna dorastać , myśli, że jest niekochana. Wychowywana bez czułości . Bo tak było w tym domu , bo dzieci w domu dużo i rodzice zapracowani.

Lubi przesiadywać  na wysokim progu   przysadzistego, drewnianego i sczerniałego dotykiem lat domu i obserwować świat .

Czasami pylistą drogą  przejeżdża powóz z parą dorodnych koni , a w nim  wytwornie ubrana  kobieta.

Pewnego dnia powóz zatrzymuje się  przed domem, kobieta wysiada i pyta dziewczynkę o jej ojca. Wchodzi do izby . Rozmawiają  . Kobieta mówi że jest bezdzietna  , że od dawna obserwuje to dziecko. Dziewczynka jej się   podoba się   i chce ją adoptować a wychowa tak jak zechce ojciec.

I dziewczynka słyszy słowa ojca- ja nie mam dzieci na rozdawanie.

Od tej pory już  wie , że jest kochana.

 

Opowieści mojej Mamy. Stefka z Kaśką wybierają się pieszo do Kalwarii Zebrzydowskiej.

Pewnego razu dziesięcioletnie wtedy dziewczyny wybrały się na wymarzoną pielgrzymkę do Kalwarii Zebrzydowskiej.

Gdy niedawno tam byłam, odległość od Godziszki wydawała się nie do przebycia pieszo. Moja Babcia Marianna, matka Stefy a macocha Kaśki  początkowo nie chciała się zgodzić, ale Kaśka przekonała, bo miała niewyobrażalny dar przekonywania. Czyniła to z wielkim wdziękiem, podlizując się przy okazji swojej przybranej matce- a może naprawdę ją lubiła. Przecież jej rodzona matka zmarła przy porodzie, a potem była jeszcze taka maleńka, gdy w domu pojawiła się nowa gospodyni .

Gdy więc decyzja została podjęta i wszystko załatwione z matką, otrzymały na drogę  postne placki z mąki i wody, zawinęły w szmatki i wyruszyły przed siebie, na wschód.  Poszły, drogą na skróty, przez strumyki . Podczas pokonywania strumyka, moja Mama spadła z kładki- chwiejącej się wąskiej deski zawieszonej wysoko  nad jarem , w którym płynęła niewielka o tej porze roku strużka . Dobrze, że nie było wtedy ulewnych opadów i strumyk miał niewiele wody.

Ale najgorsze było to ,że razem z Mamą do tego strumyczka wpadł tłumoczek a w nim drogocenne placki.

Jednak udało się je uratować, potem się żywiły mokrymi , wyciskając z nich wodę, ale do Kalwarii dotarły, odbyły Drogę Krzyżową i w dodatku wróciły!!!