Losy moich Rodziców. Opowieść Taty ( 21 )

Ten rakowski przygraniczny las uwielbialiśmy.

Dla mnie był wszystkim co wiązało się z moim dzieciństwem.

W opowiadaniach Mamy wracał temat tego lasu, historii jej rodziców a moich dziadków – Michaliny i Bolka Rodziewiczów. Bolek  był sierotą po powstańcu styczniowym i został wychowany przez księdza Karpińskiego. Był organistą w miejscowym kościele, czytał wielkie księgi , sprowadzał gazety z Wilna. Spragniony czułości zbudował piękną rodzinę z Michaliną. W takiej atmosferze wychowywała się moja Mama- Stanisława.

Rodzina mojego ojca- Tomasza Łukaszewicza też była dobra, silnie ze sobą związana. Wierzyłem, że mając ich geny też będę dobrym mężem, może kiedyś ojcem i potrafię zwyciężyć trudności.

W refleksyjnym i optymistycznym nastroju wróciliśmy do swoich domów.

        Następnego dnia o świcie  wyjeżdżałem do Wilna , do pracy.

Kończyły się ferie świąteczne , szkoła otwierała podwoje, więc Stefa też wpadła w wir zajęć. 

       Więc rozpoczęły się dla nas dni zwykłe, wszystkie takie  same ale nasączone wielkim oczekiwaniem.

Śladami mojego Taty. Starość moich pradziadków- Bolesława i Michaliny Rodziewiczów.

 

Jadzia Lisowa z domu Majewska i Halinka Barczyszyn- córki siostry mojego Taty- Broni w latach 80 ubiegłego wieku odwiedziły grób pradziadka Bolka Rodziewicza w Rakowie. Na zdjęciu Jadzia i nagrobek w trakcie remontu, który zorganizowały. Nie wiemy kiedy zmarła Michalina i gdzie została pochowana. Powinniśmy się wybrać do Rakowa i spróbować odnaleźć ślady. Może kiedyś nasze dzieci to uczynią….

 

 

Jeszcze jeden powrót do dziejów Michaliny i Bolka, moich pradziadków. Oto ostatnia rodzinna opowieść :

Mimo tak wielkiej rodzinnej , starannie ukrywanej tragedii, jaką było wyklęcie

jedynego syna Edwarda,  Michalina i Bolek starzeli się pogodnie.

Wg opowieści rodzinnej,  która  przechodziła z pokolenia na pokolenie goście odwiedzający ich Rakowski domu, zwykle mogli zauważyć taką scenkę:

Na powitanie gościa nikt nie  wybiegał na ganek. Bo dzieciaki opuściły już dom rodzinny a ich rodzice?. Rodzice byli bardzo zajęci…sobą….

Ponieważ drzwi do domu nigdy nie były zamykane, więc przybysz słysząc głosy wchodził śmiało do salonu.

A tam najspokojniej w świecie siedzieli sobie Michalina i Bolek i nawet nie zauważali , że przybył gość.

 Moja przyszła praBabcia Michalina siedziała sobie w swoim dużym fotelu, a Pradziadek Bolek na stołeczku u jej stóp .

Michalina była  drobna ale smukła o ładnej twarzy wesołej staruszki i  miała  zupełnie siwe włosy upięte na karku w niewielki koczek.  Bolek  wpatrywał się w nią , potrząsając  zadziwiająco jak na jego wiek, bujną czupryną.

Przybysz stanął w drzwiach i sobie myślał- jak oni się ładnie zestarzeli…

A oni tymczasem nie zwracając uwagi na to co się dzieje dookoła, stale  żywo rozmawiali , każde z nich  coś opowiadało i po chwili obydwoje głośno rechotali .

Widziano też jak mój przyszły  Pradziadek głaszcze i przytula kolana Prababci .

Zbudowali sobie swój własny ciekawy , ciepły i uśmiechnięty świat.

Na pewno nie było łatwo, ale pierwsze zauroczenie trwało przez całe życie.

To niezwykłe …

 

Śladami mojego Taty. Ślub pierworodnej córki i niepowtarzalny koncert organowy w wykonaniu Bolka

Śladami mojego Taty. Weselisko Staśki i Tomasza

Czas szybko pędził. Ani się obejrzeli, gdy już za kilka dni miał się odbyć ślub Stanisławy i Tomasza. Byli zakochani i piękni.

Rodzice udzielili im swojego błogosławieństwa. Rozpierała ich duma i radość. Do kościoła było niedaleko, więc młodzi podążyli tam na czele orszaku wolnym wystudiowanym krokiem . Kiedy wielki wąż rakowian zniknął w czeluściach kościoła, z chóru runęła muzyka . To Bolek, ojciec panny młodej wyczarowywał najpiękniej jak umiał różne wariacje na tematy weselne. To był jeden z najpiękniejszych koncertów mojego pradziadka. Został zapamiętany i przechowywany w opowieściach rodzinnych.

Uroczystość przebiegała swoim tempem, spokojnie zbliżał się ostatni akord. Nastąpiło przypieczętowanie związku małżeńskiego.

Gdy tak stali przed ołtarzem, moi przyszli dziadkowie,  młodzi, uduchowieni , w pięknych kreacjach, na pewno nie myśleli o przyszłości, nie lękali się . Pewnie tak jak wszyscy nowożeńcy  cieszyli się chwilą, swoim szczęściem i wyobrażali sobie, że życie jest bajką.

Ich piękna bajka właśnie  się rozpoczęła….

Śladami mojego Taty. Zaczarowany dom cioci Broni.

Moją ulubioną ciocią, siostrą Taty była Bronia.

Ta duża łagodna kobieta mieszkała ze swoją rodziną w Trzciance Lubuskiej. Po II wojnie światowej, gdy opuścili swoje rodzinne strony, gdyż tam były już tereny Związku Radzieckiego, przybyli do tego poniemieckiego miasteczka. W tej grupie znalazła się moja Babcia- Staśka, wtedy już wdowa, jej najstarsza córka- Antonina z synem i właśnie ciocia Bronia.

Ciocia Bronia z mężem i dziećmi zamieszkała w dużym rozłożystym domu, który znajdował się przy głównej ulicy Trzcianki. Idąc do Babci z dworca kolejowego , mijaliśmy ten dom i zawsze go oglądałam.

Podobno był zabytkowy i po wielu latach mieściło się tam muzeum.

Ten dom bardzo mi się podobał. Oglądając go od strony ulicy nie można się było spodziewać, że kryje przepiękne miejsce. Tak piękne, że potem starałam się odtworzyć je w swoim michałowickim  domu. Ale zanim docieraliśmy do tego miejsce, było inne, pewnie jeszcze bardziej ciekawe i tajemne, chociaż nie takie urocze.

Otóż z głównego wejścia otwierał się widok bardzo długiego bardzo zimnego  korytarza, chyba wyłożonego surową cegłą.

Na początku tego korytarza , po lewej stronie mieścił się duży pokój. Zwykle tutaj się zatrzymywaliśmy i wchodziliśmy do środka, rozsiadając się na wolnych krzesłach i rodzice rozpoczynali rozmowy, a ja się bacznie rozglądałam .

I to właśnie było bardzo ciekawe miejsce, jakiego nigdy nie widziałam. To było królestwo  męża cioci Broni, Bolesława. Tutaj miał swój warsztat krawiecki. Był uznanym krawcem, szył piękne garnitury a nawet okoliczni księża zamawiali u niego sutanny.

Widywałam go,  gdy z  wielkimi nożycami w dłoni pochylał się nad wielkim stołem, na którym rozkładały się różne piękne tkaniny. Energicznie wycinał  różne kształty i byłam tym oczarowana. Czasami „tańczył „ się przy manekinie i ze szpileczkami w ustach upinał na nim jakieś suknie . Bywało, że siedział nieruchomo i pracowicie zszywał wycięte uprzednio części tkaniny albo dziergał  wokół maleńkich dziureczek dla tysiąca guziczków sutanny. Czasami zaś,  zawzięcie prasował  wycięte części garderoby , wielkim żelazkiem z duszą powodując unoszące się zaczarowane kłęby pary. Miał bardzo ciekawy zawód i zawsze go podziwiałam. Był to mężczyzna średniego wzrostu, ale dość  masywny i miał  wielkie siwe wąsy, bystre ciemne oczy i  tubalny  głos. Podziwiałam go, że potrafi wyczarowywać ubrania . Chyba się go nie bałam, mimo, że czasami był zapalczywy i mówiono, że lubi napoje procentowe. Nigdy nie widziałam go w stanie upojenia, w każdym razie tego nie zapamiętałam.

Czasami w tych krawieckich pracach pomagała mu cicha i łagodna z dobrocią wypisaną na twarzy, moja ulubiona Ciocia Bronia.

Śladami mojego Taty. Jeszcze o mojej Babci- Stanisławie…

Opowiedziałam już o rodzeństwie mojej Babci, a teraz wracam raz jeszcze do czasów, gdy miało się urodzić pierwsze dziecko Michaliny i Bolka Rodziewiczów- moja przyszła Babcia- Staśka.

Zastanawiam się , jaka była. Pozostały jedynie strzępki informacji przechowywanych w opowieściach rodzinnych i moje bardzo mgliste wspomnienia. Wszak miałam zaledwie osiem lat, gdy Babcia przeniosła się w zaświaty , mieszkała w pewnej odległości od Gorzowa- w Trzciance Lubuskiej i widywałam Ją sporadycznie. Jedynie analizując pewne cechy mojego Taty oraz swoje, mogę się snuć pewne spekulacje na temat , które cechy odziedziczyliśmy po niej, po tamtej rodzinie Rodziewiczów.

 

Otrzymała bardzo stare imię. Nie dowiemy dlaczego właśnie takie.  Może  ktoś ważny w rodzinie je nosił, a może tylko się podobało  Michalinie i Bolkowi .

A może jednak jej rodzice wierzyli w przeznaczenie i w to, że dziecko w momencie nadania mu imienia, otrzymuje w przedziwny sposób cechy przypisane do tego imienia.

Takie myślenie magiczne też mnie fascynuje, chociaż oczywiście wiara ta jest irracjonalna. Ale może jednak coś w tym jest, wszak wielka księga imion jest sporządzona na podstawie długoletnich  obserwacji ludzi. Nie wiem jak to jest naprawdę i na pewno nigdy się nie dowiem….

Teraz wracam w przeszłość. Widzę ten niewielki domek w Rakowie, miasteczku przy rosyjskiej granicy. Domek, gdzie uwili swoje gniazdko Bolek i Michalina. On, sierota po powstańcu styczniowym, jedynak, samotnik , organista w miejscowym kościele , chłopak ciekawy świata, mądry i czuły. Ona, wesoła, pogodna, jasna , opiekująca się dzieciarnią Rakowską angażując ją w organizowanie teatrzyku kukiełek, wspólne malowanie i lepienie z gliny i bardzo bardzo zakochana w swoim mężu.

Jest wieczór, ich dziecko wierci się w rosnącym stale brzuchu mamy. Mały stolik nakryty dzierganą serwetą, samowar, herbata w ładnych filiżankach albo raczej w szklankach osadzonych w srebrnych  oprawkach, słój z konfiturą, malinowa  ich słodycz w ustach. Michalina  szyje maleńkie koszulki z  cieniutkiego płótna, w kołnierzykiem haftowanym i sznurkowymi wiązaniami.  Bolek ogląda z czułością żonę i te koszulki. Usiłuje sobie wyobrazić , jak to będzie niedługo, gdy przyjdzie na świat ich pierwsze dziecko. Jeszcze nie wie, czy będzie to dziewczynka czy chłopczyk. W tamtych czasach nie było badań takich jak USG, na podstawie których jeszcze przed urodzeniem dziecka, można z dużym prawdopodobieństwem rozpoznać jego płeć. USG w Polsce pojawiło się dopiero po 1980 roku . A moja Babci rodziła się w 1874 roku!

Ale ponieważ  mój przyszły pradziadek jest człowiekiem czynu, przerywa rozmyślania, wstaje i z bibliotecznej półki wybiera starą zakurzoną księgę. Otrzymali ją od opiekuna Bolka, księdza Eustachego.

Bolek otwiera tę księgę i czyta. Michalina słucha nie podnosząc oczu znad robótki.  

Już najwyższa pora, by wybrać dziecku imię. Dyskutują na ten temat. Jest jedno imię , które im się podoba. Stanisław, Stanisława- melodyjne brzmienie, łagodność jakiegoś przodka o tym imieniu w tle- tak , pewnie tak nazwiemy swoje dziecko….

. Po przeczytaniu Wielkiej Księgi Imion już są  całkowicie pewni, że los im przynosi Staśkę lub Staśka.

Są to imiona te są pochodzenia słowiańskiego i tak stare, że nie od razu zgadujemy, co mogły na początku oznaczać. Wydaje się , że używane do tej pory takie określenia , jak :  „zastanowić się”, „stanowczy”, „ustanowić” wiążą się z tym imieniem.  Tak więc dziewczyna – Staśka- to dziewczyna o silnej osobowości , z  wrodzoną stanowczością  i zamiłowaniem do ustanawiania nowego porządku.

Stanisławy nie należą do istot płochych ani lekkomyślnych. Przeciwnie, chętnie podejmują się odpowiedzialnych zadań i ról społecznych.

Życie traktują poważnie, są zapobiegliwe i można polegać na ich zdrowym rozsądku.

Rodzice nadający swojej córeczce imię Stanisława powinni wiedzieć, że wyrośnie na kobietę samodzielną, ambitną i dobrze sobie radzącą z wszelkimi kłopotami.

Co więcej, Stanisława często będzie wygrywać w konkurencjach typowych raczej dla silnych mężczyzn.

Michalina i Bolek oderwali się od czytania tego wielkiego słownika imion, zamknęli przykurzoną księgę . Nie bardzo wierzyli w te informacje, ale już wiedzieli, że właśnie  dziecko o takich cechach chcieliby mieć.

I oczekiwali , bardzo oczekiwali na przyjście na świat swojego potomka- pierwszego potomka……

Śladami mojego Taty. Wspólne życie Michaliny i Bolka Rodziewiczów( moich pradziadków)

 

 

Rozpoczęło się codzienne życie, ich wymarzone wspólne życie.

Dość szybko okazało się, że dziewczyna jest świetną gospodynią, niezwykłą czułą żoną i właściwie ona przejęła stery w rodzinie.

Bolek z radością oddał palmę pierwszeństwa ukochanej żonie. Zarabiał dość dobrze, grając w kościele. Mieli ogród i niewielkie gospodarstwo, gdzie  wkrótce pasła się krowa oraz ulubiony koń, wykorzystywany jedynie do  ulubionych przejażdżek pani domu. Wszystko było tak, jak wymarzył Bolek. Michalina była wspaniałą żoną i czułą idealną kochanką. Pewnie była to duża zasługa księdza, który przedtem pouczył Bolka, jak należy postępować będąc u boku żony.

Bardzo się cieszyli, gdy Michalina poczuła pierwsze ruchy dziecka. Bolek z czułością dotykał jej brzucha, snuli marzenia o przyszłości dziecka. Samotny przez całe życie, tak bardzo pragnął mieć dużą szczęśliwą rodzinę.

Śladami mojego Taty. Dzień ślubu- przedpołudnie.

 

 

W dniu swojego ślubu Bolek zbudził się bardzo wcześnie .

Zszedł na dół, zajrzał do kuchni, a ponieważ jeszcze nikogo tam nie było, usiadł pod oknem.

Był trochę zaspany i nastrój miał refleksyjny. Obserwował  wielkie gawrony, które spokojnie  wydłubywały spod śniegu jakieś robaki i myślał o życiu ptaków .  Zawsze mu się wydawało się, że nie mają takich problemów jak ludzie, ale  dzisiaj pomyślał, że właściwie to nic o nich nie wiemy.  A może tak jak my, mają swoje troski i zmartwienia. Ale na pewno  są obdarzone większą niż my wolnością , bo  nie muszą uczestniczyć w  specjalnie urządzanych , trochę sztucznych uroczystościach .

Oczywiście takie rozmyślania  były sprowokowane lękiem przed dzisiejszym dniem zaślubin. Obawiał się , czy wszystko się uda tak, jak zaplanowali.

Chyba nie spał tej nocy w ogóle, bo gdy  przewracał się na wąskim łóżku ,  przychodziły mu  do głowy  możliwe niespodziewane przypadki, np. wypadała mu z dłoni obrączka zanim włożył ją na palec ukochanej, nagle czuł suchość w jamie ustnej paraliżująca mowę w porze  powtarzania słów przysięgi małżeńskiej albo  przydeptywał długi welon Michaliny w momencie odwracania się od  ołtarza.  Aż dziw, że takie myśli miał organista, nawykły do występowania w kościele , wśród tłumów . Ale cóż, widocznie był nadwrażliwy , zwłaszcza, gdy chodziło o najważniejsze wydarzenie w jego własnym życiu.

Po chwili w kuchni zajaśniało. To wpadła Michalina, ożywiona i radosna. Podbiegła do zasępionego Bolka, rozejrzała się po kuchni, sprawdzając czy są sami i nagle przysiadła mu na  kolanach, przytulając się całym ciałem do jego piersi. Wtedy poczuł błogi spokój i odpłynęły wszystkie lęki. Jednak trwało to zaledwie jedną chwilkę, bowiem dziewczyna się zerwała,   pospiesznie wypiła kubek mleka i zniknęła  w swoim pokoju. Po pewnym czasie przyszły dwie kobiety z sąsiedztwa i zamknęły się w tym samym pokoju .

 Bolek przeszedł do salonu, usadowił się na małej kanapce w narożniku, wziął do ręki książkę i próbował czytać. Tak go zastała przyszła teściowa , przywitała się z nim i była  trochę zdumiona stoickim spokojem Bolka. Ponieważ od razu pomyślała, że to tylko pozory, krzątając się po kuchni, kątem oka spoglądała przez otwarte drzwi do salonu, obserwując  Bolka . A ten co chwilę  podrywał się ze swojej narożnikowej kanapki , siadał przy  fortepianie , zaczynał grać. Ale tym razem muzyka go nie uspokajała , może dlatego, że wybierał rzewne nokturny Chopina. Po chwili przerywał grę , wracał na swoją kanapkę i po raz kolejny otwierał książkę.

Widząc takie zachowanie chłopaka, mama Michaliny zaprosiła go na herbatę do siebie, do  kuchni. Poszedł tam chętnie, tym bardziej, że stamtąd buchał  wspaniały zapach ciasta drożdżowego. Ten zapach przyniósł mu dalekie przypomnienie domu rodzinnego, domu który już dawno nie istniał….

W ogóle to lubił kuchnię, jej zapachy, umiał i często pichcił sam różne potrawy, czym zachwycał się ksiądz Eustachy . Tak więc ochoczo przyjął zaproszenie a mama Michaliny widząc ożywienie chłopaka   wyznaczyła mu jakieś niezwykle pracochłonne zadania, któremu oddał się bez reszty.  Jak zwykle ta praca organiczna przyniosła mu  natychmiastowe uspokojenie…

 

 

zdjęcia własne

Śladami mojego Taty. Jeden dzień przed ślubem.

 

Bolek wygrzebał się spod kożucha , wyskoczył z sań i podbiegł do dziewczyny. Przez chwilę stali naprzeciwko siebie, wpatrując się w oczy a potem Bolek szarmancko się ukłonił, ucałował jej dłoń z trudem opanowując chęć przytulenia. Ksiądz obserwował  zachowanie wychowanka i przyznawał w duchu, że chłopak ma klasę.

Michalina bez oporów przytuliła się do księdza, zupełnie go zniewalając tym gestem.

Rodzice Michaliny wyszli na powitanie, które odbyło się w sposób ciepły, chociaż oficjalny. Widać było, że wszyscy są przejęci nową sytuacją.

Ksiądz obserwował miny rodziców Michaliny i widział , że patrzą na Bolka z czułością i pełną akceptacją.  To było bardzo ważne, bowiem od tej pory mieli mu zastąpić prawdziwych rodziców.   Przecież chłopak już tak dawno został samotną sierotą  z jedynym opiekunem księdzem, który zdawał sobie sprawę, że nigdy nie dał mu czułości takiej jak rodzona matka czy ojciec.

Po chwili , gdy ustąpiło  zażenowanie i nieśmiałość, wszyscy poczuli się tak, jakby znali się od bardzo dawna.  Nawet na  odległość się wyczuwało , że młodzi pochodzą z bardzo podobnych rodzin, rodzin o dużych tradycjach rodzinnych i patriotycznych. Polska była wszędzie, w ich domu, w zachowaniach domowników i w ich sercach.

Po przywitaniu nastąpił jeszcze jeden nieprzewidziany moment. Otóż Bolek,  gdy przestąpił próg domu zupełnie odruchowo spojrzał na obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej, którą czcili wszyscy Polacy na kresach.

 I wtedy mu się wydało , że Matka Boska przesyła mu uśmiech. Przez mgnienie oka  w oczach Madonny , ujrzał oczy swojej nieżyjącej matki. Padł na kolana i rozpoczął modlitwę. Zdziwieni domownicy, poszli jego śladem.

Po chwili podnieśli się z klęczek i zapanowała zwyczajna domowa atmosfera. Ksiądz otrzymał pokój na górze domu, a w sąsiednim ulokowano przyszłego zięcia. Po rozpakowaniu bagażu, obaj zeszli na dół , gdzie czekał smakowity obiad.

I właśnie wtedy  Bolek wręczył przyszłym teściom prezent , zaznaczając, że jest to także podarunek od  księdza. Gdy matka Michaliny rozwinęła papier, ujrzeli wspaniałe dzieło Adama Mickiewicza, ” Pan Tadeusz”. Po raz pierwszy wydano je w 1843 roku w Paryżu , a w Polsce w 1858 r. 

To było tak niedawno, przecież teraz był rok  1873, więc upłynęło zaledwie 15 lat od polskiego wydania.

Matka Michaliny trzymała księgę z pobożną czcią, potem podała ją ojcu. Po chwili obydwoje zagłębili się w przeglądaniu, czytali na głos fragmenty. Potem wszyscy milczeli, pochyleni nad stolikiem, na którym leżało dzieło. Nie zauważyli, gdy zaszło słońce i stała się noc. Dopiero dopalająca się lampka przerwała skupienie…

Podziękowaniom nie było końca,  rodzice Michaliny od dawna marzyli o zdobyciu tej książki, ale nie było to proste i do tej pory się nie udało. 

To dzieło nabył , jak zwykle niezawodny, Ksiądz Eustachy ….

 I tak zakończył się ich niezwykły dzień, ostatni dzień przed ślubem Michaliny i Bolka, wspólny dzień na kresach.

A  dookoła szalał rosyjski terror a w polskich domach recytowano inwokację do „Pana Tadeusza „…

 

 

 

Pierwsze, paryskie wydanie ” Pana Tadeusza”, zdjęcie z Wikipedii

Śladami mojego Taty. Znaczenie imion, jak nie wierzyć.

 

Zdjęcie własne

 

Któregoś dnia Michalina znalazła wolną chwilę w ferworze przygotowań do ślubu . Może to była telepatia, bo w tym czasie Bolek w dalekim Rakowie otwierał  Księgę Imion.

I ona, myśląc o narzeczonym zastanawiała się nad jego imieniem. W ogóle nie wierzyła we wróżby, przepowiednie i  czary. Ale tego dnia przypadkowo znalazła starą gazetę w której były  informacje na temat różnych imion.

Wśród nich był wymieniony Bolesław. Więc trudno się dziwić, że zaczęła czytać.

W miarę czytania otwierała oczy ze zdumienia. Otóż tam napisano, że  Bolesław jest osobą prostolinijną, konkretną, sprawiedliwą, wyczuloną na ludzkie nieszczęścia. Chętnie służy pomocą i radą innym, jest zaradnym i dobrym gospodarzem. Dzięki swoim umiejętnościom stanowi dobry przykład dla innych.

Bolesław jest mężnym, dobrym patriotą, wzorowym ojcem i cenionym dyplomatą. Charakteryzuje go otwarty umysł i zdolność chłonięcia wszystkiego co nowe i dobre. Czasami bywa przekorny. Chętnie przyjmuje gości i składa wizyty.

Właśnie dokładnie tak go postrzegała, może za wyjątkiem tego ostatniego zdania. Pewnie trochę go idealizowała, bo jak mówili ludzie, miłość jest ślepa.

Ale cały tekst  potwierdzał jej wybór , wszystkie cechy przyszłego męża o imieniu Bolek napawały optymizmem .

I w bardzo dobrym humorze, napisała czuły list do ukochanego a potem wsiadła na ulubionego konia i udała się na samotną przejażdżkę drogą, którą otulały czereśniowe  drzewa ….

 

 

Pocztówka z internetu, nazwiska autora nie podano.

 

 

 

 

Śladami mojego Taty. Podróż i oświadczyny.

 

 

Rakowskie wakacje Michaliny dobiegały końca.  Obydwoje mieli pewność , że chcą być razem. Trudno się dziwić dojrzałości Bolka, bo miał już wtedy 21 lat i osobowość ukształtowaną przez trudne życie. A Michalina była po prostu zakochaną dziewczyną. Ponadto, chłopiec  imponował jej wiedzą , dorosłym sposobem myślenia i muzycznym talentem. Postanowili pojechać razem do jej rodziców, tym bardziej, że otrzymali od nich zaproszenie. To była odpowiedź na długi list córki, w którym opisywała  swoje rakowskie zauroczenie.

Tym razem Bolek  nie szukał porady swojego opiekuna, ale spokojnie i poważnie oznajmił, że się zakochał i zamierza prosić o rękę dziewczyny. Ksiądz pewnie przewidywał rozwój wydarzeń, więc nie był zaskoczony. Przytulił wychowanka ale radził by poczekać na efekty spotkania z jej rodzicami. Ciotkę Michaliny wszyscy w Rakowie dobrze znali i cenili za dobre opiekuńcze serce.  Rodzice mieszkali daleko,  gdzieś pod granicą łotewską  .

I wkrótce Bolek i Michalina wybrali się w podróż . Lubili podróże, więc z przyjemnością wsiedli do pociągu. Razem podziwiali niezwykły wschód słońca i  pejzaż , który umykał za oknem. Jak zawsze dyskutowali  i ukradkiem przytulali się do siebie. …..

Rodzice Michaliny przyjęli Bolka życzliwie, mimo , że decyzja przyjazdu była podjęta w szybkim tempie.  Dziewczyna miała już 19 lat, więc spodziewali się, że kiedyś przyjdzie ten ważny moment i będą musieli oddać córkę. Przecież taka była zwykła kolej rzeczy…

Gdy Bolek padał do nóg rodziców Michaliny, prosząc o jej rękę , nie ukrywali  łez i wzruszenia.

Potem długo rozmawiali z młodymi. Okazało się , że oni  mieli już dobrze opracowany  pomysł na wspólne życie. Bolesław , jako organista mógł zabezpieczyć byt rodzinie. Niedaleko  plebanii w Rakowie był ładny dom , który można było kupić po niewysokiej cenie. Wszak majątek rodziców Bolka po upadku Powstania Styczniowego został skonfiskowany, a  ich dworek pod Rakowem zajęła jakaś rosyjska rodzina.  Dobrze, że przezorny ksiądz Eustachy Karpowicz, wcześniej zabezpieczył  rodowe  srebra i biżuterię Rodziewiczów . Teraz okazało się , że jest to spory kapitał , który pozwoli młodym na prowadzenie samodzielnego życia.

Po uzyskaniu zgody rodziców, Bolek jak na skrzydłach wracał do Rakowa, a w domu Michaliny rozpoczęły się przygotowania do ślubu…

 


zdjęcia własne