„Anioły spotykają się o Brzasku” z cyklu „Opowieści o ziemskich Aniołach ” ( 2 )

Rozmyśla teraz o swoim życiu. Bo ma czas. Wreszcie ma go dużo. A ile mu jeszcze zostało do spotkania z Ukochaną która już uwolniona od ziemskich cierpień , niemo  wzywa go  do siebie ? tego nikt nie wie. Tylko lekarze mają tajemnicze miny i milczą. Więc jest źle, myśli. A może dobrze, bo wreszcie spotkam swojego ukochanego na wieki Anioła.

I będzie pięknie tak jak dawniej . Zapomina o tym, co zdarzyło się później, gdy jednoznacznie powiedziano mu, pana żona choruje na Alzheimera, bo na szczęście pamięć tego co niedawno ucieka od niego ,  dobry Bóg mu zabiera tę pamięć złą a potem Ją, Anioła zabiera do siebie , a wtedy tylko zostaje tamta piękna część ich życia….

Siedzą więc razem w tym samym co zwykle ulubionym pokoju z widokiem na wschodzące słońce. Ona mówi, patrz już słońce przeciera oczy i wszystko powoli jaśnieje.

Piją kawę, tak, czuje zapach tamtej kawy i widzi, stale widzi jej twarz usta nos, włosy gładko od czoła i spięte nad karkiem w duży węzeł. Albo jej włosy na poduszce rozrzucone gdy są razem jednością jaka jedna tylko na tym świecie.

Ona teraz pyta- czy pamiętasz?

Tak tak przyznaje bez namysłu, chociaż nie wie o co jej chodzi . Pamiętam. Tak ma zawsze, tak było zawsze, przyznawał jej rację wpatrując się w jej oczy przepastne jak dwa jeziora. Bo ona była jego przewodnikiem po świecie uczuć i czułości.

Czy pamiętasz, ona drąży. Wreszcie on pyta – ale co Kochany mój Aniele ? Zawsze tak do niej mówił.

Czy pamiętasz nasze podwórko?

Od razu ma w oczach ten niewielki obszar pomiędzy niewielkimi  domkami rodzinnymi, a każdy z pięknym dwuspadowym dachem, tak, ma zapamiętany w oczach ten teren gdzie pachniało wolnością i który był tylko dla nich, dla dzieci. Okoliczne wielkie topole strzeliste, bo włoskie, ona mówi,  śnieżyły wiosną puchem. Tak tak i kichałeś, bo chyba miałeś uczulenie na ten puch. Nikogo nie było na naszym podwórku, nikogo tak walecznego.

A skąd ty wiesz Mój Aniele , pyta on ? Przecież przesiadywałaś na wielkiej górze piachu , chyba tam, bo tam wszystkie dziewczyny lepiły pączki z mokrego błota , gdy już przefrunął nad nami wielki  deszcz.

Śledziłam was zza krzaków, bo dziewuch nie chcieliście, gdyż  uprawialiście męskie rozrywki.

AAA dziewczyny nas nie interesowały, tylko boks.

AAA dziewczyny nie interesowały? A ruda piegowata Julka z którą się całowałeś pod śmietnikiem?

A TY, Aniele skąd to wiesz? Zmyślasz chyba.

Nie nie zmyślam, bo w śmietniku siedziałam wtedy i płakałam ze ściśniętymi kolanami widząc jak ją lubisz.

Żadnej Julki nie pamiętam, tym bardziej rudej

Ha trudno, o wy mężczyźni nawet nie pamiętacie swoich dziewczyn,

A one pamiętają wszystko. Każdy szczegół.

No tak Aniele, może i tak jest. Ale czy teraz to ma jakieś znaczenie?

No, może nie ma, ale widziałam was pod śmietnikiem gdy robiło się ciemno. I dlatego lubię tylko poranki, kiedy jeszcze wszystko wstaje i jest świeże dziewicze nie skażone.

Tak, wiem Aniele, i dlatego siedzimy w  naszym pokoju, pod tym oknem które patrzy na wschód. cdn….

zdjęcia własne.

Losy moich Rodziców. Marazm naszego związku.

Z opowieści mojej Mamy.

Mijały lata spędzane w Rakowie.

Gdy nasz syn, Zenon dorastał, nie było z nim ojca.

Wacław wpadał z Wilna, gdzie pracował,  na święta, na krótkie urlopy.

Ale odległość z Wilna była znaczna i nie docierała do Rakowa kolej żelazna, więc podróż trwała długo.

Wtedy, gdy pojawiał się Wacław w domu, dziecko do niego lgnęło, ale on rzadko  znajdował wolne chwile na rozmowy z dzieckiem.

Musiał odwiedzać też swoich rodziców, poza tym stale coś czytał, poszerzając wiedzę fachową.

Dla mnie znajdował tylko odrobinę czasu na czułość.

Miałam wrażenie, że coś się pomiędzy nami  kończy.

Po wstępnych uniesieniach zwykłe życie zabijało ten pierwiastek wzajemnej fascynacji.

A przebywanie osobno,  powodowało, że oddalaliśmy się od siebie.

Czułam, że on ma swoje życie, w tym dalekim Wilnie.

Ponieważ usiłowałam walczyć o przeniesienie do jakiejś szkoły zlokalizowanej bliżej Wilna, pisałam podania do Kuratorium.

Ale nie otrzymywałam odpowiedzi.

I ten marazm naszego związku trwał.

Losy moich Rodziców. Małżeństwo Rodziców.

I podjęli to ryzyko. Ryzyko założenia rodziny, bez konkretnych perspektyw na wspólne bycie.

I w 1932 roku odbył się ślub moich Rodziców.

A po dwóch latach urodził im się syn. Było to 14 maja 1934 roku. Nadano mu imię Zenon.

Mama z synem mieszkała w Rakowie, a Tato w Wilnie.

I tutaj włączę wspominki mojego Taty, których kiedyś wysłuchałam i oczywiście spisując włączyłam swoje elementy interpretacji tego, co słyszałam i potem widziałam obserwując dalsze życie Rodziców .

Te opowieści są fajne i dość ciekawe.

Może dla innych ludzi, nie związanych z nasza rodziną  są banalne i mało interesujące.

A ja to przeżywam inaczej, bardziej emocjonalnie .

Bo wszak jestem osobą zaangażowaną , bo jestem córką – Stefy i Wacka.

Losy moich Rodziców. Decyzja małżeństwa powoli dojrzewa.

Chyba trudna była ich miłość, zawsze osobno.

A może tym bardziej wydawała się  atrakcyjna? Nie wiem.

Wiadomo, że wkrótce zaczęli planować wspólne życie. Tylko jak ono miało wyglądać ?  Przecież byli bardzo związani ze swoim zawodem .

A ich miejsca pracy były tak bardzo odległe- dzieliły ich dziesiątki kilometrów.

W Rakowie nie było linii kolejowej, więc Tato tutaj nie miał czego  szukać.

Pewnie Mama składała jakieś podania do inspektoratu szkolnego o przeniesienie do Wilna lub jego okolic , gdzie pracował Ojciec. Ale w ogóle nie otrzymywała odpowiedzi  albo były to odpowiedzi odmowne.

Może myśleli, że jeśli zostaną  małżeństwem, wówczas i z pracą będzie łatwiej.  

I powoli dojrzewała w nich myśl, by jednak podjąć ryzyko i zawrzeć związek małżeński. Przecież tak bardzo chcieli być razem.

 

Opowieści mojej Mamy. Zamknięcie tego rozdziału.

I tak doszłam w opowieściach rodzinnych do momentu, który rozpoczął nowy rozdział.

Bo nadszedł rok 1926 i razem z nim czas spotkania  moich Rodziców.

I od tej pory  dzieje Stefy Jakubiec i Wacława Łukaszewiczów  stały się wspólne .

Tym było  ich zauroczenie, zakochanie  i wytrwanie razem do bardzo późnej starości, mimo wielu trudności .

Dla mnie jest to pewnego rodzaju fenomen. Było to małżeństwo z wielkiej, chyba częściowo wyidealizowanej miłości, ale potem pewnie już tylko wierność ideałom wyniesionym z domów rodzinnych .

Zastanawiam się na jakiej zasadzie trwają stare małżeństwa i nie znajduję jednej odpowiedzi. Prawdopodobnie składa się na to wiele czynników, większość z nich to tylko ich tajemnica, którą ci ludzie zabierają ze sobą do grobu.   

No cóż, nie ma co filozofować. Życie pędzi dalej, więc czas, bym spisała kolejne , trudne losy moich Rodziców.

Zapraszam więc do rozdziału pt. Losy moich Rodziców, a właściwie to sama przenoszę się w tamte czasy ….

Na medycznej ścieżce. Klimaty moich lat 1968- 1971

 I w październiku 1968 roku rozpoczęłam zajęcia w warszawskiej Akademii Medycznej. Tutaj wszystko było nowe i inne w porównaniu z Poznaniem. Byłam już kobietą zamężną, więc i zmieniło się moje postrzeganie świata.

Czułam na sobie ciężar odpowiedzialności za kuchnię i takie inne zajęcia. Jednym słowem postrzegałam świat z pozycji matrony. Oczywiście było to śmieszne i dziecinne, zwłaszcza gdy o tym myślę z perspektywy czasu.

Na szczęście Mirek zachował zwykłą swobodę, luz . On wyciągał mnie z  domu do teatru, kina, spotkania koleżeńskie , podczas gdy ja byłam skłonna przesiadywać w domu, tzn naszej żoliborskiej kawalerce i pilnować domowego ogniska.

Lubiłam wieczorne łazęgi po mieście, które wyglądało wtedy zupełnie inaczej, odświętnie i piękniej i miało niepowtarzalny zapach. Tak, Warszawa dla mnie wtedy miała zapach – inny niż gdzie indziej, szczególny, przyjemny i tak ją zapamiętałam z tamtych czasów.  

Czasami odnajduję zapach tego miasta z tamtych lat i wtedy na sercu jakoś cieplej….

 

Opowieści mojej Mamy. Przed ślubem z Marianną

 

W ciągu kilku godzin pobytu Michała Jakubca we wsi Radziechowy,  rodzice Marianny zgodzili się oddać mu swoją młodziutką córkę oraz omówiono szczegóły wesela a co najważniejsze zasady finansowe. Przecież to małżeństwo było właściwie kontraktem . Co czuła Marianna, nikogo nie interesowało. To, że bogaty wdowiec był dużo starszy i miał pięć córek nie było ważne. Liczyło się to, że stanowił on dobrą partię dla dziewczyny.

A ona pięknie wystrojona była mu pokazywana jak lalka na odpuście.

Michał wraca do Godziszki, do swojej chałupy pełnej dzieciarni.  Ma trochę czasu na samotne rozmyślania. Musi przebyć ok 20 km, droga jest trudna. Pokonuje  wysokie wzniesienia , ostre zakręty a najgorzej jest , gdy czasami bryczka niebezpiecznie przechyla się na jeden bok. Nie mieści się ona na wąskiej drodze i koła z jednej strony unoszą się  wysoko na strome bardzo wysoko uniesione pobocze  . Tutaj często się zdarzają takie wąskie , głębokie drogi, gdyż zwykle na ich dnie płyną niewielkie strumyki, które w czasie ulewnych dni niebezpiecznie przybierają, pogłębiając koryto drogi.

Gdy konie z trudem utrzymuje równowagę , Michał rozmyśla, wyobrażając sobie dalsze życie. Może jest zadowolony , że wreszcie podjął decyzję i jego życie będzie łatwiejsze. Może ma wątpliwości.  

Ale po swojemu, po chłopsku , po góralsku przecina takie myśli, teraz patrzy w niebo, czy pogoda dopisze, czy będzie mógł wyjść w pole. Sianokosy już blisko.

Pewnie wtedy właśnie zbliżały się  pierwsze sianokosy , bo pierwsze dziecko z tego nowego małżeństwa- moja Matka urodziła się w kwietniu roku 1907.

W rojnej chałupie dzieciska garną się do niego.

Tylko dlaczego najstarsza córka jego i zmarłej żony, Teresa, siedzi w kącie i  ma takie złe oczy.

Śladami mojego Taty . Jadzia wróciła?

 

Po kilku wojennych latach, Jadzia z Rodzicami przyjechała do Trzcianki Lubuskiej. O domu Cioci Broni, jej mamy już pisałam wcześniej.

Wkrótce poznała chłopaka, który mieszkał w poznańskim , ale potem przeniósł się z rodzicami do Gorzowa Wielkopolskiego. Gdzie się spotkali, nie pomnę. Ale na pewno było to wzajemne wielkie zauroczenie i jak się potwierdziły ich wspólne długie lata , byli chyba dla siebie stworzeni.

Jadzia umarła kilka lat temu na chorobę nowotworową.

Niedawno odwiedziliśmy samotnego Józka w Poznaniu. Opowiadał, zresztą on w ogóle pięknie opowiada , że pod koniec życia nosił ją na rękach, była lekka jak piórko, ale umarła godnie w swoim mieszkaniu w ramionach męża.

Gdy urodziła się najmłodsza córka Tadka, ich syna , Józek odkrył, że jest wiernym odbiciem urody jego nieżyjącej Jadzi. Opowiada teraz o wnuczce z czułością i ciepłem. Może myśli, że Bóg zesłał ją w zamian. No cóż, niezbadane są wyroki boskie. Może to Jadzia wróciła na ziemię…

 

Śladami mojego Taty. Moja przyszła Babcia.

 

Michalina szybko wróciła do dawnej formy i niebawem krzątała się po pokojach podśpiewując pod nosem. Mała ssała jej pierś łapczywie i zapałem. Rosła jak na drożdżach, czyniąc postępy w rozwoju. A że była drobna i ruchliwa, niebawem rozpoczęła samodzielne zwiedzanie domu, zawzięcie raczkując .

Wiosną w Rakowskim kościele ksiądz Eustachy udzielił małej chrztu świętego i nadał jej imię już wcześniej wybrane przez rodziców. Odtąd nosiła imię Stanisława.

 I wtedy  wcale się nie spodziewała, że w przyszłości zostanie  matką mojego Taty, Wacława.

Bolek był najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem, gdy patrzył na swoją piękną żonę i śliczną córeczkę.

Kiedyś , gdy wracali w rozmowach do tematu porodu, Michalina powiedziała, że nigdy za zapomni jak ważna  dla niej była wtedy  obecność męża .

To jeszcze bardziej ich związało ze sobą.

Byli jak jedno ciało i jedna dusza…..

Śladami mojego Taty. Wiedza tajemna.

 

Pocałunek w chmurach. Zdjęcie własne.

 

Do tej pory jedynie się całowali. Ale Bolek czuł swoją seksualność i wiedział , że będzie ją musiał dzielić z żoną. Usiłował to sobie wyobrazić.  Stale  przypominał zdarzenie z lat wczesnej młodości. Otóż kiedyś, szukając jakiejś książki w pokoju księdza, odkrył niezwykłe dzieło. Było to wydanie obcojęzyczne Kamasutry. Wtedy uległ pokusie, by tam zajrzeć. Wprawdzie potem się z tego wyspowiadał z ogromnym wstydem, ale teraz wróciły te obrazki. Do tej pory wydawały mu się zbyt otwarte i szokujące , gdy  jednoznacznie przedstawiały różne  pozycje seksualne.

Nie bardzo sobie mógł wyobrazić siebie i Michalinę w takiej sytuacji. Jednak myślenie wracało i czuł niepokój.

Któregoś wieczoru ksiądz Eustachy wrócił wcześniej na plebanię. Tego dnia od rana zachowywał się  jakoś inaczej, nie dowcipkował jak zwykle, był poważny i zamyślony.  Gdy zasiedli do wieczornej herbaty oznajmił, że muszą odbyć ważną  rozmowę.  Bolek zesztywniał, bo się bał rozmów o tamtej księdze. Ale ksiądz udawał , że nie pamięta tamtej spowiedzi Bolka.

I rozpoczął opowieść . Na wstępie oznajmił , że słuchając przez bardzo wiele lat spowiedzi wiernych i  prowadząc w konfesjonale rozmowy,  nauczył się, jak powinien wyglądać związek dwojga ludzi. I właśnie nadszedł czas, by opowiedzieć o tym Bolkowi. Chłopiec poprawił się w fotelu,  milczał , patrzył w oczy opiekuna i słuchał.  Oto opowieść księdza Eustachego:  

W małżeństwie najważniejsza jest miłość i wzajemny szacunek. Zbliżenia fizyczne są pięknym  dopełnieniem tego związku. Mężczyzna powinien wyczuwać to,  czego oczekuje żona.  Ale nie będzie wiedział, jeśli ona mu tego nie powie. Dlatego powinni ze sobą rozmawiać o tych sprawach, bez wstydu, bo cielesność jest dana w darze od Boga . W chwilach zbliżenia mężczyzna powinien  nieco hamować swój popęd, a koncentrować się na obserwacji  zachowania żony. On musi poznawać jej ciało i zachwycać się nim  wyrażając  to w pięknych słowach.  Kobieta zwykle stopniowo uczy się zachowań w kontaktach z mężczyzną.  Razem muszą się uczyć siebie. Nie ma zachowań  czy gestów i dotyków niedozwolonych , pod warunkiem , że są one akceptowane przez dwie strony. Szczerość i delikatność zachowań jest podstawą  dobrego związku. 

Bardzo rzadko mężczyźni o tym wiedzą, bo nikt im nie powiedział i  nie nauczył. Kobiety  cierpią, zniewalane zwierzęcym zachowaniem swoich partnerów. I akt seksualny jest dla nich tak okropnym przeżyciem, że zaczynają myśleć z nienawiścią o swoich mężach a nawet czasami życzą im śmierci. I wtedy otwierają się przed spowiednikiem.

Ksiądz  wielokrotnie po rozmowie z kobietą w czasie jej spowiedzi,  próbował wykorzystać moment, gdy  z kolei przychodził do konfesjonału mąż , skarżąc się na niechętną obowiązkom małżeńskim i wrogo nastawioną żonę. I wtedy kapłan udzielał porad mężczyźnie, ale zwykle było już za późno. A większość mężczyzn w ogóle nie rozumiała słów księdza.

Jednak czasami się  zdarzało że w czasie kolejnej spowiedzi  kobieta wyznawała, że  coś się zmieniło w ich związku i teraz obydwoje się rozumieją i jest dobrze . To była wielka radość dla spowiednika, bo wiedział, że uleczenie tych  problemów zmieniało życie ludzi .

Bolek słuchał opowieści starego kapłana i postanawiał postępować wg jego porad . Przecież jego opiekun nigdy go nie zawiódł, a to,  co mówił teraz, było jasne i właściwie potwierdzało odczucia chłopca….

Więc od tej pory spokojnie zatapiał się w marzeniach o swojej wybranej. Wyobrażał sobie wspólne szczęśliwe życie.

Miał oczywiście zachowaną pamięć rysunków z księgi Kamasutry, ale też mądre słowa księdza. I gdy już wszystko uporządkował w swojej wyobraźni, spokojnie zachwycał się ulubioną kopią rzeźby Rodina, zatytułowaną „ Pocałunek”……

 

„Pocałunek” rzeźba Rodina. Zdjęcie skopiowane z Wikipedii, ze zgodą na upublicznianie,