Z pamiętnika Hieronima ( Hirka ) Głowackiego ( 3 ). Groza wojny- brat zabija brata .

 

Gdy na Messengerze rozmawialiśmy z wielką troską i niepokojem ba, nawet rozpaczą  o obchodach 100 lecia odzyskania Polski , o pamiętnym 11 listopada  i  Marszu Niepodległości  w Warszawie z obecnością faszystów , hasłami nacjonalistycznymi, paleniem flagi Unii Europejskiej –  podążając za naszą myślą odezwał się Hirek, niejako kontynuując rozmyślania o tragediach zwykłych ludzi z czasie wojny . Bo nazistowska hydra w wielu krajach podnosi łeb zagrażając pokojowi na świecie ……dobrze pamiętamy opowieści naszych Rodziców którzy przeżyli II Wojnę Światową …..ale ci młodzi, którzy kroczą w tym marszu chyba sobie nie zdają sprawy „w co grają „….

Hirek napisał tak ( zwyczajowo podaję Jego słowa pogrubioną czcionką, moje wstawki pochyłą ):

 Naziści w Polsce ……W rocznicę zakończenia I Wojny Światowej, w listopadzie tego roku, w Londynie, w  English National Opera  była premiera opery „War Requiemskomponowanej przez Benjamina BrittenaZ nową inscenizacją …..
Może by Leszek trochę więcej o tej operze opowiedział.**

                 W tym utworze jest bardzo ciekawy wiersz :

„ Strange Meeting „ Wilfreda Owena *,

który ma dużo wspólnego  z rzeczywistością. ….

Na podstawie tego wiersza powstała scena, gdzie dwaj przyjaciele – Anglik i Niemiec  spotkali się po drugiej stronie życia  i jeden mówi / śpiewa do drugiego.  :  …Ja jestem tym wrogiem, który ciebie zabił, mój przyjacielu… :

( … ) I am the enemy you killed, my friend.
I knew you in this dark: for so you frowned
Yesterday through me as you jabbed and killed.
I parried; but my hands were loath and cold.
Let us sleep now. . . .
( ….)

 *Wilfred Edward Salter Owen ( 1893 – 1918 ) . Angielski poeta. Tworzył wiersze żołnierskie, ukazujące tragizm wojny. Zginął 4 listopada na froncie I Wojny Światowej we Francji na kilka dni przed zawieszeniem broni …..Miał tylko 25 lat….

 **Na podstawie info z netu. Opera War Requiem , op. 66 , skomponowana przez Benjamina Brittena w okresie 1961- 1962 r. Po raz pierwszy  została wystawiona  w czasie konsekracji nowej Coventry Katedry, która została odbudowana po zburzonej wskutek bombardowania w czasie II Wojny Światowej  tej XIV wiecznej świątyni.

zdjęcia z okopów I Wojny Światowej oraz Owena z internetu

zdjęcie przyrody – własne – Beskidzka Góra Skalite ….

 

 

 

 

 

Z pamiętnika Leszka Milanowskiego ( 13 ) . Jak nie chciałem zostać lekarzem i chirurgiem – część pierwsza.

1 listopada Leszek przysłał do mnie list mailowy ( co zdarza się ostatnio bardzo rzadko 🙂 a w nim tekst :   ( … )  Zosiu,

Przesyłam Ci kilka wspomnień  do Twojej cenzury i do wykorzystania w Twoim blogu. Zgadzam się na wszystko. ( … ) .

Dopiero wczoraj, po powrocie z Uniejowa mogłam zajrzeć do zamieszczonych w mailu   załączników. Jeden z nich ukazał się tu wczoraj ale dzisiejszy  zdumiał mnie  tak wielce, że zaniemówiłam….opowieści Leszka to istne PERŁY ….skarbnica wiedzy …otworzyły się przede mną nieznane mi dzieje Wielkopolski i bohaterów polskiego podziemia –  ale o tym będzie  później….

Teraz opowiadaj Leszku :

JAK NIE CHCIAŁEM ZOSTAĆ LEKARZEM I CHIRURGIEM

    W szkole koledzy wróżyli mi pracę adwokata, bo zawsze stawałem w obronie słabszych. Przy mnie nikt nie miał prawa nikogo poniżać. Rodzice bardzo mocno wpoili mi poczucie sprawiedliwości. Wierzyłem w niezależne sądy do czasu. kiedy sam nie trafiłem na skorumpowanych sędziów i prokuratorów, a także adwokatów w Lipnie i Włocławku.

OJCIEC

     –  despotyczny ordynator chirurgii w Kutnie od 1945 do 1980 roku chciał, bym został leśnikiem, co jemu się nie udało. Studia w Poznaniu skończył w czerwcu 1939 roku razem z Profesorami ANTONIM HORSTEM ( tak, Ojcem naszej HANKI), Wysockim (internista), Preislerem ( internista i lekarz sportowy),  Kornackim ( ginekolog ), Duxem (onkolog), Prof. Mastyńską (chirurg) .

Tata  z kilkoma kolegami z roku, głównie o niemieckich korzeniach, studiował  równolegle w słynnej Szkole Profesora Piaseckiego –  prekursora Akademii Wychowania Fizycznego po wojnie. Szkoła mieściła się na terenie parku Kasprzaka – dziś a wtedy Wilsona, przy Palmiarni

( gdzie z ZOSIĄ  uczyliśmy się anatomii). Tam poznał przy mazurze moją Mamę –  historyczkę z Uniwerku 🙂 

 Na tym studium było najwięcej kolegów o niemieckich korzeniach, bo tak nakazywały im niemieckie przedwojenne organizacje.

Jednym ze słuchaczy był ich kolega z roku –  Entress * – ten słynny morderca z Oświęcimia. Przez swoja wiarę w wielkość Hitlera i chęć  zostania prawdziwym Niemcem oraz pragnienie zrobienia kariery zawisnął na stryczku. Jak to  się stało, że kolega ze studiów, przyjaciel profesorów Horsta, Duxa – też o niemieckich nazwiskach- a zwłaszcza polskiego patrioty Profesora Horsta mógł robić doświadczenia na ludziach? Gdy spotkał w czasie wojny Ojca na ulicy w Poznaniu powiedział. „Józek, lepiej byś mnie nie znal”. Przecież on nawet nie zdążył zostać  prawdziwym lekarzem. Stał się członkiem  totalitarnej hitlerowskiej ludobójczej hitlerowskiej maszyny. Na pewno miał możliwość ukrycia się jak jego zwierzchnik, Mengele i wielu zbrodniarzy hitlerowskich. Myślę, że widział konieczność poniesienia kary za swe zbrodnie  i się nie ukrywał. Zresztą był przecież małym pionkiem. Dopiero co po studiach i od razu na lekarza obozu zagłady. Przecież nawet nie zdążył nikogo uleczyć tylko mordował. Dlaczego nie wyniósł  zasad etyki od swoich poznańskich nauczycieli?. Moim zdaniem stanowi przykład samodestrukcji, gdy jednostka poddaje się totalitaryzmowi i wierzy w jednego namaszczonego wodza. Bez komentarza do sytuacji obecnej…..

       Tuż przed wybuchem II Wojny Światowej  Ojciec zaczął pracę w Toruniu na ginekologii . Jednak wkrótce Niemcy zaatakowali Polskę i jeszcze przed wysadzeniem mostu kolejowego Tata przeszedł z kolegą, dr Nikodemem Niekielem przez Wisłę ..Uzbrojony w Parabellum które zabrał młodszemu bratu, również później chirurgowi –  mężowi Prof. Adamskiej – Milanowskiej (rehabilitant) ruszył na ratunek Warszawie.

Siódmego września 1939 roku,  wieczorem znalazł się w Kutnie. Poszli do dyrektora dr Perkowicza z prośbą o nocleg. „Zawsze w szpitalu są wolne łóżka – idźcie chłopcy się przespać „.

 8 września zaczęła się Bitwa pod Kutnem. Do szpitala zwożono rannych. Dyrektora Perkowicza pytali się co maja robić, bo oni chcą iść na pomoc Warszawie.

„- zróbcie jak uważacie, ale pamiętajcie MIEJSCE LEKARZA JEST PRZY CHORYCH I RANNYCH „.

I dlatego ja w Kutnie się urodziłem.

Ojciec urządzał Szpital Polowy w budynku mojego późniejszego Gimnazjum. Wybierał kogo operować: obwieszonego orderami zasłużonego powstańca czy młodego żołnierza. Wybór jasny. Żołnierza,  czy cywila. Wybrał żołnierza. Gdy wrócił, przy zmarłym siedziała mała dziewczynka.

 – „GDYBY PAN KAZAŁ OPEROWAĆ MOJEGO TATUSIA TO BY ŻYŁ”

Straszne wybory.  Ta mała była wyrzutem sumienia mojego Ojca do końca życia. Ale każdy wybór był zły.

       Trafił się niemiecki ranny pilot. Polacy chcieli go zlinczować. Ze swoim parabellum Ojciec  stanął w drzwiach i krzyknął :

” – pierwszy, który go dotknie dostanie ode mnie kule w łeb. Teraz jest moim pacjentem. Będziemy go sprawiedliwie sądzić po wojnie jeśli wyzdrowieje…”  No i nie osądził, ale dal mi naukę na całe życie, ŻE PACJENTA, NAWET NAJWIĘKSZEGO WROGA TRZEBA LECZYĆ JAK KAŻDEGO CHOREGO.

Ojciec nauczył mnie, że pacjent, za którego odpowiadam nie jest w moich prywatnych zainteresowaniach. O swoich wrogów, a takich też leczyłem, starałem się dbać nawet specjalnie lepiej, by potem, jak będą zdrowi móc z nimi ostro walczyć. Nie zdarzyło się żeby nie schowali głowy w piasek lub  nie przeprosili.

 Po  zakończeniu tej wielkiej heroicznej bitwy nad Bzurą , która miała zamknąć drogę do Warszawy –  wkroczyli Niemcy,  którzy Ojca, tego młodego niedoświadczonego stażystę, zrobili zastępcą niemieckiego ordynatora. Jego podwładnymi był i dyrektor i kilku starszych doświadczonych chirurgów wśród nich znany wówczas profesor Krotkiewski, i dr Piorek, były Powstaniec Śląski.

Trafił się w środku wojny ranny,  obwieszony orderami generał  organizacji Todt. Gdy dr Piorek go zobaczył powiedział Ojcu: ” Józek, już   po mnie. Ja przeciwko niemu walczyłem na Śląsku…” 

Tenże generał wezwał Ojca i rzekł,” niech pan powie dr Piorkowi, że ja go nie pamiętam.”

– Po prostu :

W KAŻDYM SYSTEMIE MOŻNA BYĆ PORZĄDNYM CZŁOWIEKIEM….

 

*https://pl.wikipedia.org/wiki/Friedrich_Entress

Pod tym adresem można poczytać o wspomnianym przez Leszka  zbrodniarzu  – bestii –  formy znęcania się nad więźniami i uśmiercania przekraczają normalne ludzkie myślenie i wyobrażenia ….

 

 

ad zamieszczone zdjęcia :  Leszka Milanowskiego z internetu,  wejścia do katakumb kościoła w Popowie Kościelnym z cieniem gospodyni bloga  oraz –  panorama zasypiającego  Kutna – własne ….

Inowrocław.

SAM_2185.JPG

Jedziemy autobusem do Inowrocławia. Mgła….

 

 

Przed 5 dniami poranek urodził się dziwnie mleczny. Skąpany w białym tumanie budził nieufność i lęk jak dojedziemy do tego wymarzonego Inowrocławia. Już dawno zarezerwowaliśmy dwutygodniowy pobyt kuracyjny w stosunkowo niedrogim Sanatorium o przepięknej szumnej nazwie Modrzew.

Gonia, nasza gorzowska przyjaciółka tak pisała, gdy się dowiedziała o naszych planach :

Inowrocław polecam bardzo
– Tężnie piękne, ale chyba o tej porze będą nieczynne

– Park Zdrojowy też piękny, kilka lat temu odnowiony, w centrum pomnik Królowej Jadwigi, grająca fontanna, ale zimą też nieczynna
– no i w jednej z bocznych uliczek przy Rynku stoi tramwaj, którym jako dziecię jeździłam z dworca PKP do Szymborza, miejsca urodzenia mojej mamy
do rodziny brata i siostry mamy
i tak część wakacji spędzaliśmy
na cmentarzu grób Papuszy.”

I jak było nie jechać tam gdzie rodzinne goni ślady i grób Papuszy, poetki przez wiele lat związanej z naszym Gorzowem … .

I było jeszcze coś co dominowało nad wyborem tego miasta, coś bardzo ważnego dla mnie , osobistego. Bo z tym miejscem są związane  wspomnienia mojego Taty. To właśnie tu zaczęła się wojenna gehenna moich Rodziców. Tata miał wtedy zaledwie 31 lat, piękną rodzinę – pięcioletniego synka Zenona, żonę która nosiła w łonie ich drugie dziecko i pracę na kochanej od dzieciństwa kolei. Po ukończeniu Szkoły Technicznej w Wilnie, tam pracował. I nagle zły los, albo raczej źli ludzie, to wszystko przekreślili…wiedziałam, opowiadał jak było, ale znalazłam Jego notatkę,  gdzie w wielkim skrócie spisał to, co się wydarzyło. Przepisałam. Te daty i przypisane im wydarzenia, lakoniczne słowa bez ozdobników, bez rozwinięcia,  krzyczą. Dla mnie są przejmujące. Wybrałam to, co mnie uderzyło :

Już w lipcu 1939 pracownicy kolei byli szkoleni w zakresie ochrony kraju, Tata został zmobilizowany jak żołnierz( kolejarze to służba mundurowa), dwa dni przed wybuchem wojny pojechał jakby na jej spotkanie. A potem aresztowany, wożony aż do Królewca- niezrozumiałe . Potem obóz, pasiaki………

A oto notatka Taty w całości.

„ – VII.1939 r. Wilno-

Pracownik Polskich Linii Kolejowych( PKP). Kurs szkoleniowy do ochrony kraju- naprawa torów

 – 30.VIII.1939 Wilno

Rozkazem wojskowym delegowany do Poznania –DOKP

 – 31.VIII.1939 Wilno

Wyjazd do Poznania

 – 1.IX.1939 Poznań

Skierowanie do Inowrocławia- ważny węzeł PKP

 – 2-6.IX.1939 Inowrocław

Naprawa torów kolejowych po bombardowaniu Niemieckim

 – 7.IX.1939 Inowrocław

Ucieczka- pieszo, wozem przed nacierającymi i bombardującym wrogiem w kierunku do Wilna- do rodziny- ciężarnej żony i 5-letniego syna

 – 11.X.1939 Prostki

Zostałem aresztowany przez niemiecką straż graniczną.

 – 18.X.1939 Olsztyn

Bez badania, po kilku dniach przewieziono mnie do Olsztyna i osadzono w pojedynczej celi.

Po sześciu tygodniach wywieziono mnie do obozu w Hohenbruch- nakaz aresztowania Heindriecha.

 – XI. 1939 Hohenbruch

Karczowanie lasów, oczyszczanie dróg z zasp śnieżnych

 – II. 1940 Królewiec

Z innymi więźniami przewieziono nas do więzienia w Królewcu.

 – III. 1940 Berlin

Z Królewca pociągiem zostaliśmy przywiezieni do Berlina- w podziemnych celach więzienia Moabitch  byłem kilka dni.

 – 30.III.1940 Sachsenhausen

Otrzymałem pasiaki i nr obozowy 17 887.

W obozie tym byłem do dnia 21.IV.1945- do dnia ewakuacji

Po marszu śmierci , zakończeniu wojny zostaliśmy uwolnieni przez wojska amerykańskie koło Schwerina.”

      Gdy czytam o tych losach Taty ,  nie wiem kto bardziej cierpiał. Czy On, czy moja biedna Mama.  Mama przez kilka lat w ogóle nie wiedziała co się stało z mężem. W lutym 1940 roku urodziła dziecko, któremu nadała imię ojca- Wacław. Mały Wacuś nigdy nie poznał ojca. Był mądrym nad wiek i dorodnym dzieckiem. Matka dwoiła się i troiła by wychować synów. Gdy Wacuś miał  4,5 roku w ciągu trzech dni zmiotła go czerwonka którą przywlekli Rosjanie, gdy wkroczyli po raz drugi na Wileńszczyznę. Dziecko umierało na tapczanie w domu, bez pomocy lekarskiej , której w czasie wojny nie było,  Mama leżała obok  i czuła jak nóżki synka stają się coraz bardziej chłodne ….

         Wybaczcie tę dygresję, nieco chaotyczne to wspomnienia, ale siedząc przy laptopie w tym mieście, nie mogę inaczej.

Tutaj wszystko to jest bardzo bliskie, tamten dawny czas wraca z łoskotem kolejnego pociągu mknącego torami pobliskiej magistrali kolejowej…

…i pewnie Tata tu zagląda z tamtego świata , bo drogi kolejowe i mosty ukochał od dzieciństwa , był im wierny do końca a wojenny Inowrocław odmienił jego życie, życie całej rodziny…..i na moim sercu i chyba w genach zostawił bolesny ślad, jak pieczęć…..

 

SAM_2207.JPG

 Widok z okna pokoju w Sanatorium Modrzew….

 

 

Teksty brata-Zenona Łukaszewicza. Wojenny brat…

Lot nad własnym ziemskim losem ( 5)

Mój brat- Wacuś  

 

 Tymczasem matka urodziła Wacusia, którego ojciec nie widział. Opiekowałem się nim jak tylko mogłem. Ale do miasteczka wtargnęła groźna epidemia. Codziennie obok naszego domu przechodziły kondukty pogrzebowe z małoletnimi ofiarami, aby je pochować na niedalekim cmentarzu. Obaj leżeliśmy chorzy , niestety mój mały braciszek umarł. Mnie uratowały leki, które matka jakimś cudem organizowała.

I tak znów zostałem sam.

Teksty brata- Zenona Łukaszewicza. Wojna oczami pięciolatka.

Lot nad własnym ziemskim losem. ( 4)

Czas gdy przychodzą sowieci oczami pięciolatka.

 

 Jest wrzesień 1939 roku. Mam 5 lat. Z chłopakami bawimy się w okolicznych rowach, strzelając do siebie z proc. Jest późne popołudnie. Nagle ulica opustoszała, z ciekawości wychyliliśmy głowy z rowów. I oto nagle pojawił się samotny jeździec na koniu z czerwoną gwiazdą na czapie. Jechał spokojnie, jednak rozglądał się wokół bacznie.

Nie wiem, kiedy znalazłem się u nas w mieszkaniu. I wtedy matka wytłumaczyła mi spokojnie że jest wojna, że ojca delegowano do ochrony kolei w centralnej Polsce. Nakazała mi ostrożne zachowanie.

Starałem się więc zachowywać jak najporządniej.

   

       Przyszli Rosjanie, matka dalej uczyła polskie dzieci w szkole opatrzonej radzieckim szyldem. Brakowało jedzenia. Zapamiętałem moment, gdy przyszły do nas radzieckie nauczycielki. Za cukier i inne artykuły konsumpcyjne wybierały z szafy matki sukienki. I nie mogły się nadziwić, że prosta nauczycielka może mieć tyle wspaniałych kreacji.

  

Losy moich Rodziców. Powrót do Polski.

Jest maj 1945 roku.

Radość z końca wojny zostaje zmącona informacją, że tutaj będzie ZSRR.

Jakże można się cieszyć w pełni, gdy teraz wszystko będzie inne.

Spotykają się miejscowi Polacy, dyskutują co robić.

Władze chętnie pozbywają się miejscowych. Niebawem zaludnią te tereny swoimi obywatelami. A ci, którzy pozostaną pewnie będą mieli ograniczone prawa.

Znaczna większość mieszkańców Smorgoń podejmuje decyzję wyjazdu na tereny, gdzie teraz będzie Polska.

Mama się waha, przecież w Smorgoniach jest grób jej synka- Wacusia.

Ale żyje pierwszy syn- Zenon i Matka chce, by dorastał w ojczyźnie.

Takie myślenie przeważa. Mama oznajmia swojemu kierownikowi szkoły, że wyjeżdża, ten reaguje śmiechem. Kpiąco pyta, czy Ona naprawdę wierzy, że tam będzie inaczej. Przecież wszędzie ma być ten sam ustrój. Ale Mama odpowiada, że zdaje sobie z tego sprawę , ale przynajmniej będzie słyszała język polski.

Jej przyjaciółka od serca , Konopielkowa z synami już wyjechała. Zaopiekowali się nią kuzyni i przyjaciele.

Mama tutaj nie ma nikogo z rodziny, wszyscy mieszkają w Rakowie i tamtych okolicach. Zresztą nie jest to Jej prawdziwa rodzina, a rodzina jej męża. Przez ubiegłe lata oddalili się od siebie. Zenon bardzo chce jechać do Polski.

Pakują toboły, tapczan na którym urodził się Paweł Konopielko ładują obcy ludzie do wagonu bydlęcego i wkrótce pociąg wyrusza. Z Mamą wyjeżdża jej bliska koleżanka z pracy, namawia do ulokowania się we Wrocławiu, bo ma już informację, że są tam niezniszczone poniemieckie domy i możliwość pracy.

Jednak Mama woli do Godziszki.

Oschła ta Jej Godziszka, ale w końcu najbliższa, bo rodzona. …

Losy moich Rodziców. Marsze śmierci.

Marsze śmierci – informacje z internetu

W latach 1944- 45 zbliżał się koniec  II wojny światowej  i  wojska alianckie a przede wszystkim Armia Czerwona zaciskały pętlę na nazistowskiej szyi, Niemcy zorganizowali marsze ewakuacyjne więźniów obozów koncentracyjnych. Pomysł był straszliwy i zupełnie nieracjonalny..

Więźniowie nazwali je marszami śmierci, nazwę tę później przejęli historycy.

Kilkanaście dni przed nadejściem frontu, z różnych obozów wypędzano skrajnie wyniszczone cienie ludzkie i gnano w głąb Rzeszy. Planowano zatrudnienie ich jako darmowej siły roboczej na potrzeby niemieckiego przemysłu zbrojeniowego.

Tak napisano w Wikipedii, ale opowieści Taty wskazują na możliwy też inny powód. Chyba w panice chcieli zatrzeć ślady swojej zbrodniczej działalności i pozbyć się więźniów- świadków i uczestników tych tragedii.

Była to dramatyczna chwila w historii więźniów hitlerowskich obozów. Większość marszów odbywała się na mrozie, zimą 1944/1945.

Dziennie przemierzano 20- 30 km, noclegi były improwizowane najczęściej pod gołym niebem.

Więźniowie ubrani w cienkie pasiaki często zamarzali na śmierć, a racje żywnościowe były nikłe.

Każda próba wyłamania się z maszerującej  kolumny traktowane były jako ucieczka bądź niezdolność do dalszej drogi i karane natychmiastową śmiercią.

Śmiertelność była ogromna.

Jednak dość licznym udawało się uciec, korzystając z zamieszania i niezwykłej sytuacji.

Pierwsze marsze na ziemiach polskich miały miejsce w 1944 roku z Majdanka.

W styczniu 1945 roku przesiedlono 66 tys. więźniów Auschwitz – rozdzielono ich po obozach Gross Rosen, Buchenwald, Dachau i Mauthausen. W trakcie marszu zmarło z wycieńczenia lub zostało rozstrzelanych 15 tys. osób.

Więźniarki z Prus Wschodnich pędzono do Palmicken( obecnie Jantarnyj) , gdzie rozstrzelano ok. 3000 osób.

Również:

 – w styczniu 1945 r. ewakuowano część obozu Stutthof i obóz Blechhammer,

–  w lutym  1945 r.Gross Rosen, w kwietniu Dora-Mittelbau, Flossenburg, Sachsenhausen, Neuengamme, Magdeburg, Mauthausen, Ravensbruck,

– w maju 1945 r.– Reichenau.

Ewakuacje w kwietniu i maju  często kończyły się masowymi egzekucjami. Oblicza się, że z blisko 700 tysięcy osób, które zostały wysłane do Niemiec, 1/3 zginęła.

 Na terenie Rzeszy więźniów przewożono również pociągami.

W opustoszałych obozach naziści pozostawili najbardziej wyczerpanych więźniów oraz ciężko chorych, którzy nie byli w stanie wymaszerować. Planowano zgładzenie ich, ale nie zdążyli, gdyż front zbliżał się bardzo szybko i uciekali szeregowi SS- mani. Po wyzwoleniu obozów, większość więźniów zmarła z wyczerpania. .”

 

Losy moich Rodziców. Spisane przez Tatę Jego wojenne dzieje.

W dokumentach Taty znalazłam, taką Jego opowieść. Podaję w całości.

 

 

Wacław Łukaszewicz

 

VII.1939 r. Wilno-

Pracownik Polskich Linii Kolejowych( PKP). Kurs szkoleniowy do ochrony kraju- naprawa torów

 

30.VIII.1939 Wilno

Rozkazem wojskowym delegowany do Poznania –DOKP

 

31.VIII.1939 Wilno

Wyjazd do Poznania

 

1.IX.1939 Poznań

Skierowanie do Inowrocławia- ważny węzeł PKP

 

2-6.IX.1939 Inowrocław

Naprawa torów kolejowych po bombardowaniu Niemieckim

 

7.IX.1939 Inowrocław

Ucieczka- pieszo, wozem przed nacierającymi i bombardującym wrogiem w kierunku do Wilna- do rodziny- ciężarnej żony i 5-letniego syna

 

11.X.1939 Prostki

Zostałem aresztowany przez niemiecką straż graniczną.

 

18.X.1939 Olsztyn

Bez badania, po kilku dniach przewieziono mnie do Olsztyna i osadzono w pojedynczej celi.

Po sześciu tygodniach wywieziono mnie do obozu w Hohenbruch- nakaz aresztowania Heindriecha.

 

XI. 1939 Hohenbruch

Karczowanie lasów, oczyszczanie dróg z zasp śnieżnych

 

II. 1940 Królewiec

Z innymi więźniami przewieziono nas do więzienia w Królewcu.

 

III. 1940 Berlin

Z Królewca pociągiem zostaliśmy przywiezieni do Berlina- w podziemnych celach więzienia Moabitch  byłem kilka dni.

 

30.III.1940 Sachsenhausen

Otrzymałem pasiaki i nr obozowy 17 887.

 

W obozie tym byłem do dnia 21.IV.1945- do dnia ewakuacji

Po marszu śmierci , zakończeniu wojny zostaliśmy uwolnieni przez wojska amerykańskie koło Schwerina.

 

 

W obozie koncentracyjnym Sachsenhausen koło Berlina spędziłem jako więzień polityczny  nr 17 887 – pięć lat i sześć miesięcy.- za obrazę lotnictwa niemieckiego za bombardowanie ludności cywilnej polskiej.

   W obozie przeżyłem wiele metod i sposobów eksperymentalnych stosowanych do złamania wartości moralnych i fizycznych człowieka i poniżenia jego godności a mianowicie:

1. ciężka praca fizyczna pod gołym niebem przy wykonywaniu robót ziemnych , budowie dróg , kopaniu i ładowaniu gliny bez względu na warunki atmosferyczne . Czas tej pracy niewolniczej trwał 12 godzin dziennie oczywiście bez żadnego wynagrodzenia.

Ostatnie kilka lat byłem zatrudniony w biurze konstrukcyjnym na Klinkierkomando, przy projektowaniu torów kolejowych i dokonywaniu pomiarów.

2. Niedostateczne odzianie w cienkie pasiaki, które nie chroniły absolutnie od zimna i deszczów.

3. Wyżywienie pod względem ilości kalorii było tak obliczone, że więzień mógł tylko wytrzymać trzy miesiące ( wypowiedź komendanta obozu), co prowadziło do wyniszczenia organizmu i bardzo licznych przypadków śmierci głodowej.

  4. W przypadku desperackiego dokonywania próby ucieczki przez któregoś z więźniów, my, cały obóz , musieliśmy stać bez posiłku tak długo, aż danego więźnia pojmano. Pewnego razu staliśmy na deszczu jesiennym 13 godzin. Woda z beretów spływała nam lodowatą strugą po kręgosłupie. Zastrzelonego uciekiniera ułożono na środku placu apelowego a my musieliśmy przejść obok niego , przyglądając się.

5. Co tydzień prowadzono nas do kąpieli. I w czasie, gdy jedna połowa bloku kąpała się, to druga oczekiwała na dworze. I odwrotnie, gdy drugą połowę wpuszczono do łaźni, to pierwsi, wykapani, musieliśmy oczekiwać na dworze, by razem wrócić do bloku. Miało to miejsce nawet w zimie . Intencja była  jasna- przeziębienie więźniów. Podczas kąpieli SS-mani nieraz włączali węże gumowe do kranów i zlewali nas zimną, lodowatą wodą.

6. Tych, którzy niezdolni byli już do jakiejkolwiek pracy, na skutek wyczerpania całkowitego i chorych, którzy czasowo byli niezdolni do pracy, zmuszano nas stać w ustępach, na mokrych posadzkach betonowych, przy otwartych z obu stron pomieszczenia oknach. Tworzyliśmy tzw.” Stehkomando” i stać musieliśmy od apelu porannego do wieczornego. Tam wśród muszli ustępowych konali więźniowie na oczach współtowarzyszy. Tam gasły ostatnie iskierki nadziei.

7. Często dokonywano z nami kilkugodzinnych ćwiczeń karnych na wyżwirowanym placu apelowym, za rzekomo popełnione przewinienia. Słaniających się na ziemi SS- mani kopali butami w okolice nerek. I kiedy jedni wymiotowali krwią a innych nie mogły podnieść z ziemi ani kopania butami ani komendy niemieckie, ćwiczenia przerywano.

8. Noce spędzaliśmy na brudnych  siennikach ułożonych na podłodze, przykryci jednym wytartym kocykiem. Stłoczeni byliśmy niemiłosiernie. Nie było mowy o położeniu się na wznak. Trzeba było leżeć na boku w pozycji wyprostowanej. A jeśli chciało się przewrócić na drugi bok, budziło się kilku kolegów z jednej i z drugiej strony, by zespołowo zmienić pozycję.

Rano wstawaliśmy zmarznięci i nie wypoczęci.

9. grudzień 1940 roku. Święta Bożego Narodzenia . Wczesnym rankiem wychodzimy na plac apelowy. Ku naszemu zdziwieniu ujrzeliśmy dużą choinkę z jarzącymi żarówkami. Zdawaliśmy sobie sprawę, że SS-mani chcą nas przenieść myślami do naszych tradycji , do naszych rodzin, by nas osłabić.

I gdy tak staliśmy wpatrzeni w drzewko, z przerażeniem zobaczyliśmy sylwetkę przygotowanej szubienicy. Po czym na  oczach 40 tysięcy więźniów dokonano powieszenia dwóch więźniów.

 

Wskutek stosowania zbrodniczej polityki i ludobójczych metod hitleryzmu w obozach koncentracyjnych nabyłem następujące choroby.

a)      przewlekłe zmiany zapalne i zwyrodnieniowe w obrębie stawów kończyn i kręgosłupa.

b)      Choroba  układu oddechowego

c)      Choroby układu  sercowego

d)     Choroby przewodu pokarmowego

e)      Choroby układu nerwowego- psychonerwica

 

W dniu 21 kwietnia 1945 roku nastąpiła ewakuacja obozu koncentracyjnego Sachsenhausen. Prowadzono nas po silną eskortą SS- manów w kierunku Lubeki, bez wyżywienia. Do tych więźniów, którzy iść nie mogli  strzelano uścielając drogę trupami.

Drogę tę nazwano „ marszem śmierci”.

Dopiero 2 maja 1945 roku zostaliśmy uwolnieni przez wojska sprzymierzone koło miasta Schwerin Mecklenburg.

 

Śladami mojego Taty. Nadzieja

Czy Polacy zesłani w czeluść nieogarniętych terenów Rosji wiedzieli co się dzieje w świecie? Pewnie tak i właśnie te wydarzenia przyniosły otuchę bo budziły nadzieję. Nadzieję na koniec wojny,  powrót do domu , spotkanie z bliskimi, może z mężami, których losy nie były im znane. 

Teraz czytam w Wikipedii o  tym czasie:

Stosunki dyplomatyczne Polski i Związku Radzieckiego zostały zerwane z chwilą agresji sowietów na Polskę  17 września 1939. Wówczas to oficjalnie strona radziecka wystosowała notę do ambasadora RP , w której  stwierdza fakt, że państwo polskie przestaje istnieć. 

Ale losy wojenne  plotą się w sposób trudny do przewidzenia.

Niespodziewanie 22 czerwca 1941 roku III Rzesza zaatakowała Związek Radziecki.  I wówczas Wielka Brytania , która była związana z  ZSRR sojuszem politycznym i wojskowym podjęła próbę dyplomatyczna utworzenia faktycznej koalicji antyhitlerowskiej. W tym celu pośredniczyła w rozmowach pomiędzy premierem rządu RP na uchodźstwie  generałem Władysławem Sikorskim i ambasadorem ZSRR w Londynie Iwanem Majskim i w efekcie 30 lipca 1941 zawarto  układ zwany układem Sikorski- Majski, albo po prostu układem Majskim. Przewidywał on przywrócenie stosunków dyplomatycznych między obydwoma krajami oraz budowę armii polskiej w Związku Radzieckim pod dowództwem polskim.

W protokole dodatkowym rząd ZSRR zagwarantował „ amnestie” dla obywateli polskich: więźniów politycznych i zesłańców pozbawionych wolności na terenie ZSRR w więzieniach i obozach Gułagu….

 

Czy moja ciocia i inni zesłańcy wiedzieli co się dzieje w świecie ? Może docierały jakieś wieści nieznanymi drogami. Ileż nadziei wstąpiło w ich serca, gdy dowiedzieli się o „układzie majskim”. A był to rok 1941, więc dlaczego dopiero w 1946 zostali zwolnieni ze zsyłki i mogli wrócić do Polski? 

Tyle lat oczekiwania …..