Śladami mojego Taty. Wspólny dom w Rakowie.

 

Zamieszkali w swoim domu, który Michalina ozdobiła kwiatami. Było kilka mebli z dawnego domu Bolka i stary fortepian .Na ścianie powieszono obraz Grottgera, który przypominał nieżyjących rodziców Bolka.

Wkrótce nadjechały  dwa wozy przykryte brezentem. To rodzice Michaliny przysłali jej wyprawę. W wielkim ozdobnym kufrze była pościel, odzież, kilka par pantofli oraz zastawa stołowa.

W innym piękne patery  na ciasta i owoce, cukiernica, solniczka oraz  zestawy kieliszków i karafka. Poza kieliszkami do wina, wszystko było wykonane ze szkła w jednej tonacji .

Przyjechał też ulubiony okrągły stoliczek Michaliny , gdzie zwykle rozkładała swoje robótki ręczne, kolejny  do gry w szachy i ostatni z  tej serii- na którym ustawiano samowar .

Ponadto rozpakowano kilka obrazów o tematyce świeckiej i jeden przedstawiający Matkę Boską Ostrobramską. Ten obraz był najpiękniejszy, częściowo powlekany emalią i grubym złotem, jedynie księżyc, na którym opierała się sylwetka błyszczał srebrem. Bolek oglądał w zachwycie- to była ich Matka Boska, kresowa, wileńska i Jej obecność zapewni rodzinie spokój i szczęście, myślał…..

Na medycznej ścieżce. Badanie bezpośrednie brzucha.

 

 

Przewód pokarmowy człowieka. Zdjęcie z Wikipedii.

 

Pan profesor  Jan Roguski uprzedzał nas, że chyba najtrudniejszym elementem badania przedmiotowego, tj badania polegającego na użyciu jedynie zmysłów lekarza,   jest ocena stanu narządów w jamie brzusznej

Profesor wymagał , by  przystępując do badania lekarskiego mieć  zadbane dłonie,  paznokcie  krótko obcięte, zwracał uwagę dziewczynom, by unikać jaskrawych lakierów do paznokci, bo mogłoby to drażnić pacjenta.

Najpierw należało zapytać chorego, w którym miejscu odczuwa jakąś dolegliwość.

Następnie układało się  dłoń jak najdalej od bolesnego miejsca, tak, by cała przylegała do powierzchni ciała pacjenta . Czynność ta musiała być wykonywana miękko i  delikatnie .  I potem stopniowo , lekko i pulsująco uciskając  opuszkami palców należało przesuwać dłoń w kierunku bolesnego miejsca….

Typowe badanie brzucha rozpoczynało się od prawego dołu biodrowego, wolno kierując się po obwodowej części brzucha . Po drodze ocenialiśmy brzeg wątroby, jeśli była powiększona- jej wielkość- tzn na ile palców wystaje spod łuku żebrowego, jej spoistość, powierzchnię .

Poszukiwaliśmy bolesności w nadbrzuszu, co mogło sugerować schorzenie żołądka lub trzustki,  potem powiększonej śledziony i ocenialiśmy czy nie wyczuwa się przepełnionego kałem  jelita grubego .

Nad spojeniem łonowym czasami można było wyczuć pęcherz moczowy. Gdy był wypełniony , a pacjent nie oddawał moczu, można było podejrzewać różne przyczyny  tego stanu np. zatkanie cewki moczowej przez kamień, nowotwór albo schorzenie  neurologiczne. Wędrując przy pomocy delikatnego badania palpacyjnego po powłokach jamy brzusznej , czasami można było odkryć jakieś zgrubienia lub wyraźne guzy.

Potem sprawdzaliśmy obecność  innych objawów, które musieliśmy sami sprowokować. Uczyliśmy się więc, jak to wykonywać. Poznaliśmy zasady wywoływania objawu  Jaworskiego, Blumberga, Chełmońskiego i  Goldflama.

Te pierwsze nauki odebrane w poznańskiej klinice zapamiętałam na całe życie.

Byliśmy tacy młodzi, przejęci i zaangażowani.

Co się z nami stało potem? Jakie były nasze drogi , może napotkaliśmy progi, których nie daliśmy rady pokonać?

Gdzie się podział nasz entuzjazm, optymizm i wola precyzyjnego doskonałego  wykonywania   zawodu?

A może to wszystko przetrwało , tylko stało się chlebem powszednim,  rutyną .

Po prostu się zestarzeliśmy i życie stało się zwyczajne  i bezbarwne.

 

 

 

Śladami mojego Taty. Polonez.

A o północy zapowiedziano poloneza. W tym momencie ożyły serca Polaków….

Nastąpiła przerwa. Panowie pomimo mrozu , wyszli na ganek, gdyż nie wypadało przy pannie młodej palić  modnych już wówczas papierosów a tak naprawdę liści tytoniowych zwyczajowo zwanych tutaj machorką .

W tym czasie panie pomknęły do sąsiedniego pokoju.

Podejrzewam, że w tym, co nastąpiło  potem maczała przysłowiowe palce mama Michaliny. Wszystko obmyśliła zawczasu i uzgodniła z gośćmi. Weselisko miało być nowoczesne, panowie we frakach, panie w długich kreacjach. I tak było do czasu…

Panna młoda zniknęła w swoim pokoju, chyłkiem wymknął się też pan młody. Muzyka grała cicho, unosiły się jakieś wariacje nt Chopina.

I nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszyscy znaleźli się ponownie w głównym pokoju, gdzie było centrum uroczystości.

Ksiądz Eustachy, który był bardzo wyczerpany , z wrażenia  zdrzemnął się na chwilę za stołem. Gdy otworzył oczy, nie dowierzał. Ujrzał bowiem  obraz jak z ubiegłego wieku.

Do poloneza ustawiały się pary.

Ci sami ludzie, ale jak zmienieni.  Zdążyli się przebrać. Teraz byli ubrani w stare, wyjęte z rodowych kufrów kontusze. Przecież tradycji musiało się stać za dość. Byli szlachtą, to nic, że większość tylko zaściankową. To był najprawdziwszy polski ślub , ślub polskiej szlachty.

Pachniało naftaliną, mieniły się kolory.

Panna młoda w swoim stroju przybranym tradycyjnym białym futerkiem, z cudną linią kroju, cieniutka w talii patrzyła zdumiona na Bolka. Ubrany w tym samym , szlacheckim stylu wpatrywał się w oczy swojej żony z uwielbieniem i bezgraniczną radością. Była najpiękniejsza i była jego. Na wieczne czasy….

Poloneza czas zacząć.

I ruszyły pary .

Ksiądz Eustachy przez zamglone ze wzruszenia oczy oglądał to widowisko. Wydało mu się, że czas się cofnął. Widział czasy napoleońskie, gdy marzenia o Polsce nabrzmiewały jak wiosenne pąki a ludzie z przejęciem tańczyli ten magiczny taniec myśląc o swoim kraju, wolnym i szczęśliwym…..

Nie wiadomo, czy Bolek  tej nocy zobaczył swoją żonę w cudnej nagości, jak to sobie wyobrażał patrząc niedawno na rzeźbę Rodina. Może dopiero później…..

 

Kontusz,strój szlachecki. XVIII wiek, zdjęcie z Wikipedii

 


 

 

Na medycznej ścieżce. Akupresura.

 

 

Zwolennicy akupresury uważają, że Head nie odkrył  niczego nowego, bo w bardzo dawnych czasach wiedzieli o tym Chińczycy. I znaleźli praktyczne zastosowanie tej wiedzy, rozpowszechniając metodę terapii , określanej przez nas jako niekonwencjonalna. Jest nią akupunktura i akupresura.

Nie miałam okazji, by poddać się takim zabiegom . A szkoda, bo lekarz powinien zapoznać się z  nietypowymi  metodami leczenia, chociażby dlatego, by mieć swój pogląd na leczenie, które w ogólnym przekonaniu jest co najmniej kontrowersyjne.

Jednak doznałam kiedyś zadziwiającego doświadczenia. Otóż kiedyś byliśmy w Chlewiskach, gdzie poza podziwianiem cudnego pałacu , niezwykłego parku i znakomitym balem sylwestrowym, zaproponowano nam masaż całego ciała. Nigdy nie zgadzałam się na masaże , zresztą nie lubiłam żadnych zabiegów wykonywanych na moim ciele. Jednak na fali entuzjazmu, idąc w ślady koleżanek,  wyraziłam akceptację. W czasie tego zabiegu, masażysta dotarł do moich stóp. I wówczas doznałam obezwładniającego relaksu całego ciała. Potem powiedział, że zastosował  elementy akupresury.

Tak więc słów parę na temat akupresury, wiedzy znalezionej w Wikipedii.

Akupressura, zwana refleksologią należy do metod medycyny naturalnej. Nadal nie ma żadnych badań naukowcych , które wytłumaczyłyby jej działanie i potwierdziły efekty. Jednak to nie umniejsza jej trwającej na całym świecie  popularności.

Jest łatwiejszą w wykonaniu formą akupunktury. W odróżnieniu od tej ostatniej, nie nakłuwa się określonych miejsc na ciele specjalnymi igłami, a jedynie uciska i głaszcze konkretne miejsca, co może doprowadzać do zmniejszenia odczuwania bólu i pokonania niektórych schorzeń.

Jest metodą wywodzącą się z medycyny chińskiej, znaną już  od I wieku p.n.e. jej zwolennicy twierdzą, że znana była już w trzecim tysiącleciu przed narodzeniem Chrystusa. Nazwa zabiegu pochodzi od łacińskiego acus, co oznacza igłę.  Do Polski dotarła w latach 80 XX wieku i do dziś jest jest jedną z najpopularniejszych technik medycyny niekonwencjonalnej , czasami dodawana jako uzupełnienie medycyny konwencjonalnej. Czasami nazywa się ją” miękką akupunkturą „.

Opiera się na poglądzie, że organizm człowieka jest tak skonstruowany, że żaden narząd nie funkcjonuje w pojedynkę a jest sprzężony z innymi.

Wg medycyny chińskiej nasz organizm funkcjonuje dzięki energii życiowej, nazywanej chi.  Składa się ona z energii Yin i Yang . Energia ta przepływa ona przez kanały- meridiany, które odpowiadają za pracę konkretnych narządów. W czasie choroby dochodzi do zaburzeń przepływu tej energii, co zakłóca pracę narządów. Zaburzenia w  jednym meridianie, mają wpływ na kolejne i w efekcie  dochodzi do zaburzeń całego ustroju. Jest to określane mianem holizmu. W efekcie dochodzi do ujawnienia niektórych  chorób somatycznych.

Uciski akupresury powodują odblokowanie zatkanych kanałów , a tym samym otwarcia  miejsc energetycznych co ułatwia przepływ energii Yin i Yang i wyrównania energetycznego całego ustroju.

Na podstawie tej teorii, wyodrębniono specjalne punkty tzw akupunkturowe. Znaleziono 361 takich miejsc.  Każde z nich  jest odpowiedzialne za funkcję jakiegoś narządu czy układu. Ich uciskanie, nakłuwanie sprawia, że odblokowuje się energia, ustępuje ból odpowiadającej im części ciała. Ponadto ułatwione jest m.in. usuwanie toksyn z organizmu.

Jednak na  podstawie żadnych badań naukowych nie znaleziono opisywanej przez Chińczyków energii ani też nie udowodniono żadnego proponowanego modelu działania.

Na naszym poziomie wiedzy, pozostają jedynie rozważania teoretyczne

Niektórzy , nawet poważni lekarze dopuszczają  możliwość , że w mózgu  człowieka poddanego takiej terapii, wytwarzana jest  duża ilość  hormonów o działaniu znieczulającym, zwanych endorfinami.

Psycholodzy  uważają, że to tylko działanie sugestii, takie jak w przypadku zażycia domniemanego leku, w efekty którego uwierzy pacjent , a który jest jakąś zupełnie  obojętną dla organizmu  substancją. Określane jest to  mianem placebo.

Skuteczność placebo opiera się  na wstępnej wierze pacjenta w skuteczność leczenia a następnie podtrzymywaniu tej wiary  i  tym samym uruchomieniu sił jego woli by zwalczyć chorobę.

Jeszcze inna teoria , która w świetle badań Heada wydaje się wysoce prawdopodobna głosi, że stymulacja odpowiednich punktów powoduje blokowanie przewodzenia bodźców bólowych w układzie nerwowym.

Wg sceptyków tej metody , uczucie przepływu energii , którą czasami odczuwają pacjenci, poddani tej terapii, jest jedynie wynikiem  masażu, który powoduje rozluźnienie ciała i redukcję napięć mięśniowych a w konsekwencji  poprawia się  krążenie krwi. W końcowym efekcie pojawia się  odczuwanie ciepła całego ciała oraz ogólne odprężenie.

 Żadna teoria nie wyjaśnia jednak skuteczności działania akupresury w chorobach przewlekłych, w przypadkach nowotworów czy w konkretnych schorzeniach narządów wewnętrznych.

Zostało to uczciwie przedstawione w materiałach dotyczących leczenia akupunkturą i akupresurą. Podano tam  przeciwwskazania i objawy niepożądane.

Przeciwwskazania:
– łagodne i złośliwe nowotwory
– ciąża, okres menstruacji
– ostre choroby infekcyjne i gorączkowe o niejasnej etiologii
– przewlekłe choroby infekcyjne w stadium zaostrzenia
– zawał mięśnia sercowego
– zakrzepice tętnicy wieńcowej oraz zatory w okresie ostrym
– daleko posunięte wyniszczenie
– wybroczyny, otwarte rany, stany zapalne, czyraki, ropnie
– wybroczyny, podskórne wylewy krwi
– żylaki, obrzęki

Objawy niepożądane:

– biegunki
– kołatania serca
– zawroty i bóle głowy
– wymioty
– uczucie zmęczenia

 

Mimo, że jestem starym lekarzem medycyny konwencjonalnej,  mam wewnętrzne przekonanie, że  nadejdzie taki moment  gdy obserwacje mędrców chińskich zostaną potwierdzone naukowo. Przecież żyjemy w czasach , gdy postęp nauki i techniki jest tak zaskakujący i dynamiczny, że niemożliwe i niewyobrażalne staje się możliwe….

 

 

Zdjęcia z Wikipedii

Śladami mojego Taty. Weselisko, weselisko

 

Walc angielski. Zdjęcie z Wikipedii.

 

Gdy dom rodziców Michaliny parował zapachami, dźwiękami, buchał radością można było odnieść wrażenie, że uniesie się jego dach i mury nie wytrzymają natężenia emocji.

Ale po pewnym czasie przed domem zadzwoniły dzwonki. Ktoś usłyszał i na chwilę zapanowała cisza.
Po poślubnej przejażdżce, para młoda wróciła do domu. Wszyscy wybiegli z rozgrzanego wnętrza, ciepło wypływało na ganek, roztapiał się śnieg na daszku i spadał wielkimi płatami na nosy. Jedynie wielkie sople jeszcze się trzymały, odbijały refleksy światła, które dzieliły na poszczególne barwy i generowały tęczowe  bajkowe błyski.

Rozpoczęły się powitania, wiwaty i radosne okrzyki. Oczywiście pan młody przeniósł swoją ukochaną przez próg domu, co nie było trudne, bo była drobna i lekka jak puch.

Rodzice Michaliny witali ich chlebem i solą.

Jeszcze jedno przemówienie i nareszcie nadeszła upragniona przez gości chwila. Zaproszono do stołów. Wszyscy ochoczo zajmowali wyznaczone miejsca i od razu rzucali się na półmiski. Miło było patrzeć, jak  łapczywie, głośno ciamkając oraz mrucząc z rozkoszy pochłaniali rozmaite potrawy. Nic dziwnego, bo goście byli wygłodzeni, gdyż specjalnie nic nie jedli od rana, by potem mieć lepsze apetyty.

Państwo młodzi konsumowali skromnie, żyli jeszcze wrażeniami, które dodawały im skrzydeł.

Mieli wielki apetyt na życie, więc nie zwracali uwagi na sprawy kulinarne, uważając, że są zbyt przyziemne.

Alkoholu nie pili w ogóle, mimo toastów biesiadników, pewnie markowali , by nie urazić nikogo i opróżniali kieliszki napełnione wodą. Wszak przed nimi stała specjalna karafka.

Dom tętnił muzyką. Panowie muzykanci początkowo grali cicho,  by nie przeszkadzać w rozmowach, potem coraz odważniej. Było ich kilku, mieli różne instrumenty, grali już wcześniej na innych weseliskach i wiedzieli co cieszy ludzi. Rodzice Michaliny długo zbierali informacje na ich temat, ale gdy podjęli decyzję zaproszenia, nie żałowali. 

Po wstępnym napełnieniu żołądków, weselnicy ruszyli na deski.

Otoczyli kołem nowożeńców. Jacy piękni byli ci młodzi, gdy wirowali w rytmie walca angielskiego, ukazywali się spoza ulotnej mgiełki, którą tworzyła unosząca się biała ślubna suknia Michaliny.

Walc angielski, niedawno tutaj dotarł, bo był tańcem młodym, wszak został wymyślony w 1815 roku a teraz mieliśmy zaledwie rok 1873.

Nuty tego tańca zdobył jak zwykle niezawodny ksiądz Eustachy, a Bolek podrzucił je orkiestrantom. Mieli trochę czasu na ćwiczenia, więc teraz grali gładko, harmonijnie. Wszak ludziom kresowym muzyka była bliska, mieli ją w duszach. Właśnie teraz grały ich dusze.  

Miejscowi się zadziwiali, że teraz tak się tańczy, ale jeśli nawet mieli wątpliwości, to po chwili gapili się w zachwycie.

Młodzi byli utalentowani muzycznie, lubili tańczyć, więc budzili podziw w otaczającym ich kręgu…

Na medycznej ścieżce. Lokalizacja bólu.

 

Pan Profesor Rogulski wielokrotnie przypominał, że przystępując do badania brzucha, na wstępie należy zapytać pacjenta o to, czy odczuwa ból. Jeśli tak, to w którym miejscu i jaki jest jego charakter.

Wspominał o nietypowych objawach różnych schorzeń.

Ale wiedza teoretyczna nie zdała by się na nic, gdyby nie zajęcia kliniczne.

Jak zwykle nieocenieni byli nasi pacjenci. Bardzo chętnie z nami rozmawiali i opowiadali o swoich i cudzych przeżyciach. Poświęcaliśmy dużo czasu na takie rozmowy. To była prawdziwa szkoła życia. Taka, której się nie zapomina. Należało tylko wsłuchać się w to, co ten człowiek ma nam  do przekazania. W dzisiejszym wiecznie zapędzonym świecie, jakże mało uwagi poświęca się innym. Rozmyślam o tym po latach i podsumowuję swoje doświadczenia zawodowe. I wiem, że najlepsze były lekcje udzielane mi przez chorych, pielęgniarki i własne czasami żmudne docieranie do sedna sprawy.

Tak więc i tym razem, jeden pacjent opowiadał, jakie miał objawy zawału serca. Bolała go szczęka, żołądek, bark. Chodził po lekarzach różnych specjalności. Był konsultowany przez stomatologa, gastrologa i ortopedę. Nikt nie znalazł schorzenia z zakresu swojej specjalności. Wreszcie zasłabł na ulicy, został zawieziony do szpitala. I tutaj się okazało, że przebył zawał mięśnia sercowego. Miał chłop naprawdę dużo szczęścia, że uszedł z życiem. Teraz leżał sobie spokojnie na swoim szpitalnym łóżku, całkowicie unieruchomiony, mógł jedynie gadać. Takie to były czasy, gdy pacjent z zawałem musiał pozostawać w łóżku przez okres 3- 6 tygodni. Pomyślałam wtedy, że chyba faktycznie jest nam pisane, co ma się wydarzyć. Przecież czasami wystarczy nagłe zamknięcie światła tętnic wieńcowych i spotyka nas nagła śmierć. A bywa, że pacjent normalnie funkcjonuje mimo ciężkiej choroby. Uczyłam się, jak nieprzewidywalna jest natura ludzka. Może nawet z tego okresu utrwaliłam w sobie sposób myślenia, który można by nazwać katastroficznym. Starałam się  sobie wyobrażać  wszystkie możliwe aspekty sprawy, przewidywać przebieg chorób i w jakiś sposób przeciwdziałać zabezpieczając się przed skutkami. Ale zdaję sobie sprawę, że czasem wyobraźni nie staje i życie zaskakuje. Z drugiej strony cieszę się, że coś mnie jeszcze zaskakuje. I wiem, że dlatego warto żyć, by stale poznawać…..

Inny pacjent leczył się z powodu bólów pleców. Miał wprawdzie duże zmiany w rtg kręgosłupa, ale choroba się nasilała, nie pomagały zastrzyki. Wylądował w szpitalu , gdzie rozpoznano zapalenie trzustki.

Słuchając opowieści pacjentów, starałam się zapamiętać te wszystkie historie.

Jak wyraźnie została zobrazowana teoretyczna wiedza o tzw odruchach trzewno- skórnych. Przenoszenie bólu w inne regiony ciała odbywa się za pomocą układu nerwowego noszącego nazwę – autonomiczny. Przecież tego uczyliśmy się na zajęciach z fizjologii, ale teraz usłyszałam przykłady z życia wzięte.

Po raz pierwszy zauważył to zjawisko, wyjaśnił i opisał angielski neurolog, żyjący w latach 1861-1940, Henry Head.

Był on pionierem prac nad somatyczną (cielesną ) reprezentacją nerwów i nerwami czuciowymi.

Większość badań prowadził z psychiatrą Williamem Halsem Riversem.

Na jego cześć obszary na skórze odbierające ból z narządów wewnętrznych nazwano polami Heada.

W podręcznikach anatomii możemy znaleźć rysunki powierzchni ciała człowieka z zaznaczonymi polami…

 


 

Henry Head. Zdjęcie z Wikipedii.

Śladami mojego Taty. Weselisko.

 

Po  serdecznych życzeniach składanych przez rodzinę i wielu mieszkańców, nawet zupełnie nieznajomych  ,  małżonkowie podeszli do sań.

Pan młody wziął żonę w ramiona i energicznym ruchem właściwie wniósł ją do wnętrza . W tych samych saniach zajęli miejsca ich świadkowie.

Michalina  przytulała się do Bolka  nie zważając na możliwość wygniatania sukni , a konie niosły ich w dal. Dal śnieżną, słońcem ozdobioną i bezkresną . Gnali  przed siebie, nieomal bezszelestnie, jedynie dzwoniły dzwonki przy uszach końskich.

W tym czasie weselni goście stopniowo podjeżdżali pod dom rodziców Michaliny. Strzepywali śnieg z kożuchów, zmieniali buty,  i wkrótce rozpoczęli urzędowanie w salonie. W rogu  ustawiono stolik z trunkami, więc tam koncentrowała się męska część weselników, Chyba już niektórzy popijali wódeczkę, tłumacząc to przemarznięciem . Twarze więc były rumiane, a nawet czerwone, wilgotniały wąsy i oczka błyszczały radośnie.

Panie zebrały się w okolicy kuchni, by dopilnowywać ostatnich przygotowań.

Pod ścianami znacznie wcześniej ustawiono stoły , na kształt podkowy. Teraz uginały się od półmisków z wędlinami,  mięsami , oczywiście były różne galarety i innych miejscowe specjały. W kuchni parowały kotły ze znakomity wonnym rosołem, pokrytym wielkimi okami tłuszczu. Do niego przez wiele dni lepiono maleńkie  kołduny, używając tradycyjnie mięsa wołowego, wieprzowego oraz baraniny. Były też flaki i kapuśniak przewidywany na danie poranne, kończące imprezę.

O mnogości dań można by napisać odrębną książkę.

Goście  w oczekiwaniu na młodą parę zajmowali się sobą, gorzałką i wdychaniem kuchennych zapachów…

 

Zdjęcie z internetu.Obraz „Litewska sanna” Alfred Wierusz-Kowalski, 1849-1915

Na medycznej ścieżce. Badanie brzucha.

 

Wyodrębniłam ten temat, bo badanie brzucha było dla mnie istnym misterium.

Ileż narządów ukrywało się pod tą nieomal jednolitą  powłoką. Z reguły wszystkie były położone w miejscach typowych, które widziałam w wielu atlasach oraz w czasie zajęć sekcyjnych.

Ale dowiedziałam się , że niezwykle rzadko natura płata figle, by nie usypiać czujności lekarza i narządy  człowieka układa  po przeciwnych niż spodziewana stronach. Nazywane jest to odwróceniem  trzew ( situs inversus. ).

Organizm pacjenta funkcjonuje prawidłowo, tak że  posiadacz odwróconych trzew  wielokrotnie dowiaduje  się o tym w czasie dokładnego badania lekarskiego a bywa, że się w ogóle nie dowiaduje.   

Pan Profesor Rogulski opowiadał nam o takich przypadkach , uczulał na przewidywanie takiej  możliwości, pokazywał zdjęcia rentgenowskie  a któregoś dnia zaprosił swojego znajomego,  właściciela odwróconych trzew. Właśnie on był moim pierwszym pacjentem , u którego oceniałam narządy zlokalizowane w klatce piersiowej.  

Jak  przebiegało to badanie , opisałam w poprzednim wpisie.

List do goni

 

Zdjęcie plakatu do spektaklu

 

 

MM w filmie „Książę i aktoreczka”,1957 rok

 

 

Jest już nowy dzień, godzina 1. Właśnie wróciliśmy kolejką WKD z teatru. Spektakl był niezwykły.

Krystian Lupa napisał scenariusz i reżyserował sztukę pt. „Persona. Marilyn.” Od 3 lat, cieszy się ona powodzeniem takim, że do tej pory nie udało mi się zdobyć biletów. Moje wnuczki, Wera i Dora cieszyły się tak jak i my z tego, że wreszcie dopięłam celu. Wprawdzie nie było już biletów na miejsca w pierwszych rzędach, a szkoda bo dla lepszej słyszalności i pełnego odbioru niezbędne jest przebywanie blisko sceny. Z naszego 10 rzędu musiałam wyciągać uszy, a i tak pojedyncze słowa aktorów uciekły bezpowrotnie.

I teraz, na gorąco piszę do Ciebie o świecie, w którym zatonęłam i z którego wracam z trudem do rzeczywistości.

Otóż Lupa jest czarownikiem. Dla widzów warszawskiego Teatru Dramatycznego przygotował prawdziwą ucztę.

Na podstawie autentycznych wydarzeń z życia Marilyn Monroe ( MM-prawdziwe nazwisko Norma Jeane Mortenson) zbudował treść spektaklu.

Akcja toczy się tuż przed śmiercią aktorki, która żyła w latach 1926- 1962.

Właśnie rozstała się z kolejnym, ostatnim mężem Arturem Millerem. Miał on zaadaptować specjalnie dla niej sztukę Dostojewskiego „ Bracia Karamazow”, ale nie zrealizował planu z powodu rozstania z aktorką.

Ona jest w fazie rozbicia psychicznego, przygotowuje się do planowanej roli   Gruszeńki, której już nigdy nie miała zagrać.

Zadaje pytania, czego oczekują od niej widzowie, jaka ma być, by sprostać  wyobrażeniom. Te pytania pozostają bez odpowiedzi. Przecież każdy człowiek ma inne potrzeby i oczekiwania. Ona jest tego w pełni świadoma i czuje nieustanny lęk przed niespełnieniem.

Rozmawia ze sobą, zachwyca się dźwiękiem kropli deszczu  spadającej  na blaszany dach, czaruje urodą i pięknym słowem. Czasami pojawiają się ważne postaci z jej życia.

Jest to :

-Paula Strasburg, aktorka, żona Lee Strasburga , założyciela nowojorskiej Actors Studio, znienawidzona przez reżyserów i ekipy filmowe nauczycielka Marilyn Monroe, wraz z mężem jedyna wyrocznia Marylin w sprawach aktorskich, odgrywająca rolę jej opiekunki i  przyjaciółki, w czasach pracy na planie ostatniego filmu z udziałem Marylin „ Skłóceni z życiem”, chora na raka. W tej roli widzimy bardzo dojrzałą i znakomitą  Katarzynę Figurę.

– Andree de Dienes  fotografik amerykański pochodzenia węgierskiego, długoletni przyjaciel i portrecista Marilyn Monroe, autor wczesnych zdjęć Marilyn w naturalnych amerykańskich pejzażach, wykonywanych podczas wielu wypraw samochodowych oraz zdjęć z prywatnych momentów jej życia. Wykonane przez niego portfolio MM przyczyniło się w dużym stopniu do rozwoju jej kariery modelki a następnie aktorki. W tej ciepłej, lirycznej roli  jest  świetny Piotr Skiba.

– Francesko, właściwie przypadkowy kochanek. Nie zachwycił w tej roli Marcin Bosak, który wg mnie nie uwolnił się z serialowej sztampy.

– dr Ralph Greenson , znany amerykański psychiatra i psychoanalityk. To w realu postać dwuznaczna. Wg niektórych krytyków był  oceniany jako lekarz chorobliwie walczący o utrzymanie relacji z MM. Ona próbowała się uwolnić spod jego wpływu, zerwać z psychoanalizą. Prawdopodobnie przyczynił się do psychicznego załamania aktorki a podając jej mnóstwo leków uspokajających mógł, może nieświadomie, doprowadzić ją do  śmierci. Po tej tragedii przedstawiał swoją wersję, dowodząc, że było to  samobójstwo.

W tej roli Władysław  Kowalski był  niezbyt przekonywujący, grał niedbale, miałam trudności z odbiorem wygłaszanych przez niego tekstów, robił wrażenie człowieka zmęczonego, a może przytłoczonego fenomenalna grą Sandry Korzeniak.

Bo tak naprawdę w tej sztuce, jest tylko ona, Marilyn Monroe a tak naprawdę Sandra Korzeniak. To prawdziwa gwiazda, świecącą  blaskiem zaciemniającym inne postaci. Sandra Korzeniak jest aktorką nadzwyczajną. Cudnie operuje ładnym, często nagim ciałem i niezwykłym głosem, który trafia prosto do serca. Zachwyca prawie niezauważalnym przechodzeniem od zachowań miękkiej kocicy do małej dziewczynki albo rozbuchanej seksualnie pięknej dojrzałej kobiety.

 

Jak jedna chwila mijają 3 godziny spektaklu i już koniec wędrówki po świecie duchowych zmagań Marilyn. Dziewczyny, która dawno przestała być sobą. W nieomal schizofrenicznym rozdarciu już nie jest osobą, została przekształcana w personę. Modelowana przez różnych ludzi, czasy, wymogi sceny teraz zdejmuje kolejne maski, spod których pojawiają się następne, jednak ostatecznie odkrywa przed widzem swoje  prawdziwe pierwotne rozterki, wątpliwości i lęki.

 

I jak zwykle na koniec były brawa. Dość miałkie, gdy wszyscy aktorzy byli na scenie i gromka feeria, brawa na stojąco, gdy weszła tylko ona, Sandra Korzeniak, odtwórczyni głównej roli, samotna na wielkiej scenie, bardzo zmęczona aktorka, zupełnie wyżęta, zda się z trudem utrzymująca się na nogach, o udręczonej, poszarzałej twarzy.

Zdawało się, że owacjom widowni nie będzie końca.

Wyszliśmy oszołomieni tym spektaklem – ciekawym, napełnionym emocjami. W naszych głowach kłębiły się myśli, które do tej pory jest mi trudno okiełznąć.

Nie mogę się uwolnić od dręczącego mnie pytania, jak dalece aktor może ofiarowywać siebie, oddając się  bez reszty swojej roli, jak może żyć normalnie po wyjściu z teatru po takim spektaklu. To wielka tajemnica, której dotykają jedynie nieliczni, wybrani….

 

Muszę Ci jeszcze napisać o nagości. Pani w kasie, która sprzedawała mi bilety pytała, czy moje wnuczki są dorosłe, bo jest tam  dużo scen które mogą gorszyć. Były takie sceny, ale przypominały piękne obrazy dobrych artystów, były kosmicznie odległe od przyziemnej brutalności. Tak więc spokojnie mogę polecić tę sztukę osobom, które jeszcze nie są pełnoletnie.

Jedynym ograniczeniem może być jedynie niedojrzałość emocjonalna dla zrozumienia treści.

Mam nadzieję, że poczułaś się chociaż na chwilę tak, jakbyś była z nami w teatrze. Wiem, że interesują Cię wędrówki w głąb zakamarków duszy. Szkoda, że daleko mieszkasz i spotkania są właściwie niemożliwe.

Pozdrawiam Ciebie serdecznie, Twoja Z.

 

W tekście wykorzystałam informacje zawarte w Wikipedii i programie teatralnym

Przyszedł mi do głowy tytuł tego co napisałam „Marionetka pełna lęku i miłości”.

 

 

Sandra Korzeniak- zdjęcie z internetu

Na medycznej ścieżce. Pierwsze samodzielne badanie

I nadszedł dzień, gdy otrzymaliśmy samodzielne zadanie.

Profesor przydzielił każdemu z nas pacjenta, którego musieliśmy zbadać i potem zdać relację z wyników tego badania .

Chorzy ci  byli rozmieszczeni w różnych salach, tak więc znalazłam się sam na sam i oko w oko z kilkoma panami leżącymi na mojej sali.

Weszłam do niej nieomal na palcach, z wielkim przejęciem i starannie ukrywanym niepokojem.

Panowie leżeli sobie na łóżkach i czułam, jak mnie lustrują spojrzeniami.

Widać było, że bardzo nie cierpieli, bo byli uśmiechnięci, a w ich oczach nawet z pewnej perspektywy można  było zobaczyć rozpalające się  łobuzerskie ogniki.

Powiedziałam ogólne dzień dobry, przedstawiłam się , powiedziałam w jakim celu przychodzę i zapytałam , który z panów nazywa się tak i tak. Odezwał się , leżał pod oknem, skąd rozpościerał się przedni widok na całą salę. Czułam się jak na celowniku.  

Rozejrzałam się, szukając stołka. Ale już jeden z panów, usłużnie przysunął do mnie stołek z okrągłym siedziskiem.

Widocznie byli już zaznajomieni z systemem ciągłych badań przez różnych studentów i znali zwyczaje pana Profesora.

Tym razem trafił im się niezły kąsek- niebrzydka, młodziutka i przejęta studentka. Takie lubili najbardziej.

Sprawdziłam, czy stołek znajduje się w odpowiednim miejscu. Powtarzałam w duchu, że jak zalecano, muszę się usadowić po prawej stronie badanego.

Następnie dość sprawnie zebrałam wywiady na wszystkie możliwe tematy : dotyczące stanu zdrowia, trybu życia, sposobu odżywiania i wszelakich obciążeń genetycznych.

Odpowiadał płynnie, pewnie powtarzał tą śpiewkę dość często.

Potem chętnie się rozebrał, pewnie chciał się pochwalić wielką postacią wytatuowaną pod lewym obojczykiem. Gdy oglądałam to znalezisko, powiedział, że jest to jego Baśka. Ale to odkrycie nie wiązało się z jego stanem zdrowia, najwyżej świadczyło o bujnym życiu. Poprosiłam, by przespacerował się w kierunku drzwi i z powrotem. Zerwał się żwawo z łóżka i wykonał polecenie. Widziałam, że nie utykał, nie zbaczał z linii prostej co mogłoby sugerować jakieś schorzenie ortopedyczne lub neurologiczne.   Więc uznałam , że wszystko było ok. Potem dokładnie obejrzałam jego skórę, zbadałam węzły chłonne i przystąpiłam do opukiwania granic serca i płuc.

Umiałam już odpowiednio ustawiać  dłoń, trochę mi to przypominało edukację przed zajęciami gry na fortepianie. Tak więc ułożyłam palce prawej dłoni w lekkim zgięciu i poruszając całą dłonią jedynie w stawie nadgarstkowym , uruchomiłam mechanizm jakby młoteczka. Delikatnie uderzałam palcem środkowym w powłoki klatki piersiowej, miejsce przy miejscu, idąc od obojczyków, następnie od lewej linii pachowej przedniej w kierunku domostkowym.

I w tym momencie znieruchomiałam.

Nie usłyszałam charakterystycznej zmiany odgłosu, przy przejściu znad terenu płuc na teren który zajmuje serce.

Powtórzyłam ten manewr jeszcze raz, wyciągając uszy, którym nie dowierzałam.

Myśli moje dość chaotycznie gnały po całej skołatanej głowie. Przecież starannie wykonywałam wszystkie czynności, słuch, nawet muzyczny  miałam niezły a coś mi się nie zgadzało. Wyglądało na to ,że pacjent w ogóle nie ma serca. Może rozrosły się jego płuca, uzyskując megarozmiary i zakryły biedne serce. 

Powoli coś mi zaczęło świtać, ale zanim przystąpiłam do opukiwania płuc po prawej stronie klatki piersiowej, usłyszałam ryk. Panowie długo powstrzymywali emocje, przecież doskonale znali przyczynę mojego zakłopotania i teraz pokładali się ze śmiechu. Udał się najlepszy kawał, przebój sezonu.

Pacjent parskał , prychał i krztusząc się ze śmiechu zakomunikował ,  że serce to on ma i to całkiem zdrowe, tylko natura go obdarowała pewną odmianą rozwojową .

Teraz bardzo się cieszy, mówił dalej, że może służyć jako model do badania. Zawsze mu się udaje zaskoczyć  studentów i wtedy wszyscy w sali mają  radochę . Pozwala im to zapominać o dolegliwościach, przyspiesza zdrowienie.

Ich sala jest najweselsza i najzdrowsza w całej klinice, tempem sukcesów terapii cieszą się wszyscy lekarze. Powinien zostać rezydentem-demonstratorem  w tej klinice, by poprawiać wyniki leczenia wszystkich chorych. Bo śmiech to zdrowie, powiedział .

Teraz to, co mi mgliście świtało w głowie, nabrało jasnego światła i wkrótce znalazłam serce po prawej stronie klatki piersiowej pacjenta. Jego granice wskazywały na  lustrzane odbicie serca prawidłowo położonego. Jest to określane mianem dekstrokardii. Zdarza się to nieczęsto . Może  temu towarzyszyć  odwrócenie narządów w jamie brzusznej  i wówczas mówimy o situs inversus – tj o odwróceniu trzew.

Sprawnie wysłuchałam szmery zastawkowe i byłam gotowa do zdania relacji panu Profesorowi.

Gdy opisywałam swoje odkrycie, bardzo szczerze przyznałam, że w procesie diagnozowania brali udział wszyscy pacjenci. Profesorowi podobało się moje wyznanie i pochwalił za to , że potrafię się przyznać do swoich trudności.

Powiedział też, że zawsze warto rozmawiać z pacjentem i przedstawiać mu swoje wątpliwości, dzielić się uwagami i w ten sposób angażować go w proces diagnozowania i wynikających z tego  postępowań terapeutycznych.

Po wielu latach wracam myślami do tego, co powiedział Profesor i nadal się zastanawiam, jak dalece lekarz powinien informować pacjenta o swoich wątpliwościach. Czy jest gdzieś linia ograniczająca , jeśli jest,  to niezwykle delikatna i płynna.

Przecież każdy człowiek jest inny i inaczej reaguje. Tylko jak to wyczuć i przewidzieć reakcję?

To jedno z najtrudniejszych zadań lekarza.