Pan Profesor Witold Ramotowski- nasz Przyjaciel. ( 6 )

Pan Profesor Witold Ramotowski w swoim ogrodzie nad Bugiem- jak już pisałam kiedyś- na pewno rozmyśla o nowym wynalazku ortopedycznym…zdj. własne Z.K.

Wiosna w ogródku Pana Profesora…szkoda, że nie sfotografowałam romantycznej ławeczki oczywiście własnej konstrukcji ( jest ukryta w krzewach w pr. górnym rogu zdj). Pod  migdałowcem , centralnie ministrzelnica- z tarasu domku Pan Profesor Ramotowski celował do tarczy z jakiegoś sprzętu strzelającego ( wiatrowki ?) -takie chłopięce zabawy w czasie gdy samotnie spedzał czas nad Bugiem….

Pan Profesor Witold Ramotowski od lat szczenięcych, jak opowiadał, miał pasje konstruowania. Jego dziadek toczył pięknie z drewna, sam rzeźbił ule, a mały Wituś mu towarzyszył. Potem , gdy już nauczył się czytać, czytywał stareńkiemu Sienkiewicza i inne klasyczne powieści polskie, bo dziadek był ciekaw świata, a wzrok mu już zamierał. Nastolatkiem będąc, gdy Witold mężniał, bo wyrósł z niego kawał chłopa, wynosił starowinkę na rękach z domu i sadowił w jego ulubionym miejscu nieopodal domu.  Tak, ważne są nie tylko genetyczne zdolności, ale też ktoś kto poprowadzi za rękę. Chłopię o którym piszę,  wychowywane na rodzinnym folwarku , w rodzinie pana dziedzica nie mogło się bawić z dziećmi ludzi z czworaków. Jakże z tego powodu cierpiał, wspominał często. Wobec tego, dopóki się nie urodził Jego młodszy o 4 lata brat,  był skazany na własne pomysły. Gotowych zabawek raczej nie było, więc je sam konstruował. Ciekawy był mini młyn wodny generujący prawdziwy prąd na zasadzie dynamo. Wynalazek ten budził zaciekawienie cioć i wujków. Nieco lepszym pomysłem było przywiązanie do ogona kota własnoręcznie wyrzeżbionego samochodziku w celu sprawdzenia jak takie toto czyli kotosamochód będzie się poruszał. Oczywiście jak należało się spodziewać, kot wpadł w przerażenie i szał wybiegając z domu przez zamknięte okna, wybijając trójwarstwowe szyby. Na szczęście kot i wynalazca jakoś przeżyli 🙂

Pan Profesor Witold Ramotowski przed własnej konstrukcji sławetną altanką , którą nazwał Azylem. Wszystko tam było- sam doprowadził prąd, przekopując się przez duży kawał działki- więc i lampeczki działały i opisany ekspres do kawy, który w sezonie tu wędrował…zdj. własne Z.K.

Po lewej fragment „miniakweduktu ” własnego oczywiście pomysłu i wykonania po górskiej i greckiej wycieczkowej naszej wspólnej inspiracji 🙂 

A na tym zdj.  za akweduktem lśniąca wstęga Bugu…

O słodkie niezapomniane ale” bywsze” czasy…

dobrze chociaż, że je złapałam w obiektyw….

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *