Idziemy dalej, proszę wycieczki….

bieczii.png

Mapa Polski z Bieczem db. zaznaczonym już była, więc tym razem ten czerwony punkcik, to właśnie miasteczko ze snów, gdzie mówią wieki…

 

BieczStary.jpg

Biecz na XVII wiecznej rycinie…

 

KościółKlasztorFranciszkanówBiecz.jpg

Biecz. Klasztor oo. Franciszkanów Prowincji Matki Bożej Anielskiej , zbudowany w latach 1645- 1663 z przytulonym do niego kościołem św. Anny. ( z lat 1641-1650).  Obiekty te oznaczono na schemacie zabytków Biecza nr 10.

 

ZabytkiBiecza.png

 

 

 

Idziemy dalej , proszę wycieczki…..

Tak dużo minęło czasu od ostatniego wpisu z wycieczki do Biecza. Stale wkradały się inne tematy. Ale Biecz czekał, odwieczny, przyzwyczajony do tego, że ludzie z niego wyjeżdżają, wracają, pokolenia przemijają, a on jest i zaprasza.

Takoż i my dzisiaj wrócimy do ciebie, piękny, stary królewski Bieczu.

O podróży pociągiem, klimatycznej  i romantycznej , szczególnie dla mnie, córki kolejarza,  już pisałam. O starej Kapliczce opowiadającej piękną legendę,  i o najstarszym zachowanym polskim szpitalu też możecie znaleźć w tym blogu, bo już było.

A teraz pora na dalszą wędrówkę.

Gdy oderwiemy się od myśli krążących nad najstarszym polskim szpitalem św. Ducha zobaczymy bielejące pobliskie zabudowania.  To klasztor oo. Franciszkanów Prowincji Matki Bożej Anielskiej , zbudowany w latach 1645- 1663 z przytulonym do niego kościołem św. Anny. ( z lat 1641-1650).  Obiekty te oznaczono na schemacie zabytków Biecza nr 10.

Miejsce nie jest zwykłym terenem gdzie te sacralia postawiono.

Gdy przyłożymy ucho do ziemi, usłyszymy jak opowiada o dziejach zamku, który tu kiedyś zbudowano.  Zamku Królów Polskich. Wiatr historii zmiótł go z powierzchni, ale ziemia zachowała pamięć. Dzisiaj można podziwiać tylko jeden zamkowy ślad, ale za to jaki ! Są to wielkie drzwi zamkowe , ozdobione orłami jagiellońskimi z XVI wieku, które wiodą  do kościoła.

Ale po kolei było tak.  Upomnieli się o lepsze, niepodmokłe miejsce reformaci. Dotychczas mieszkali blisko Ropy, która corocznie brutalnie wpływała za ich progi. Zamek jeszcze dogorywał, gdy starosta biecki Jan Wielopolski przeniósł do grodu, na grzbiet wzgórza starostwo a braciszkom ofiarował to miejsce magiczne, dawno już opuszczone. Braciszkowie,  bardzo pracowici, od razu wzięli się do dzieła , odbudowali zamek , przeznaczając go na swój klasztor.

Tak więc od dnia , gdy w XVII wieku zostali mieszkańcami dawnego zamku, są tu nadal. Ile już pokoleń franciszkanów , ojczulków w czarnych habitach przepasanych białym sznurem przeniosło się w zaświaty, a nieśmiertelny zamek- klasztor stoi jak stał.

Raz się zdarzyło, a było to  w 1770 roku, gdy konfederaci barscy stoczyli w pobliżu bitwę pod Siepietnicą,  widząc , że Rosjanie mają znaczną liczebną przewagę , uciekli  do Biecza. Ścigający ich Rosjanie złupili miasteczko a szczególnie kościół i klasztor franciszkański, mordując kilku zakonników.

Gdy będziemy stali nieruchomo, nikt z nas nie puści nawet pary z ust, może usłyszymy odgłosy tamtej bitwy, rozpaczliwy krzyk mieszkańców, potem już tylko ciszę nabrzmiewającą bólem  i pogrzeb braciszków w milczeniu złowrogim, bo nie modlili się za wrogów, jeno za swoich. A pan Jezus przecież nauczał : „ Miłujcie nieprzyjacioły swoje”. Ale oni nie słuchali, bo jak świat światem nikt nie słucha słów pana Jezusa, tylko udaje, że jest pobożny, a tak naprawdę diabła ma za skórą, jak dobitnie pokazuje nasz czas. Czas który przyszedł z dobrą zmianą. Mój Boże, widzisz to i nie grzmisz? A może Ciebie w ogóle nie ma?

Remont kościoła i klasztoru wykonano dopiero w 2003 roku ustawiając na pamiątkę figurę Matki Boskiej Niepokalanej. No cóż, niech ludkowie pamiętają , że pan Bóg czuwa a Królową mamy jedną  …

No już, Mili moi, dość tych rozmyślań, pora wejść do środka, zarządzam, albo ktoś z Was znużony moim gadaniem tam się już znalazł.

Więc  pokornie wchodzimy do kościoła św. Anny. A tam czeka barokowe jednonawowe skromne wnętrze. Zachwycamy się, że tak skromnie, tak jak przystało na franciszkanów. Jest ok. Z głównego ołtarza patrzy na nas św. Anna. O czym myśli, nie wiemy, a może nie myśli już w ogóle, bo się zmęczyła tym nieustannym myśleniem. OOO db jest patrzeć na niemyślącą o niczym św. Annę bo potrzebny jest nam jej spokój, spokój w naszym rozedrganym świecie ma wagę złota.

Ale po chwili medytacji powoli czujemy jak powraca nasz  wewnętrzny niepokój,  bo jednak niepokój mamy w sobie . Medytacje daleko na wschodzie, gdzieś na Tybecie pewnie. A my w Bieczu….ale tym razem nasz spokój zaburza widok konkretny. Bo widzimy  obraz zawieszony na ścianie  obok ołtarza. To „ Zdjęcie z krzyża”,   ponoć dzieło malarza z kręgu samego El Greca. Zatapiamy się w cierpieniu Najwyższego, gdy nagle zalewają nas smugi światła. Szarawo było na dworze, a tu  jasność kolorowa przyszła z gwałtownie  wyglądającym zza chmur słońcem. Widać litościwie chciało nas ożywić, pobudzić i zagrało w witrażach. Mój Boże, jakieście cudne szepnęliśmy do witraży. A one na to, że nie tylko jesteśmy cudne, ale bardzo znane i ważne, bo projektował nas w 1908 r. sam Mistrz Matejko! Wprawdzie to nie ten Matejko o którym pomyśleliśmy, a jego bratanek, ale jednak.

Po chwili słonecznego i witrażowego olśnienia, pochyliliśmy głowy w nabożnym szacunku. Bo przed nami stanął sam  św. Franciszek ze  św. Antonim u boku. . Któraś z nas zaśpiewała św. Antoni, św. Antoni, serce zgubiłam pod miedzą, ale zamilkła gdy doznała kuksańca w bok od nabożnej koleżanki. A niby dlaczego nie można tak pośpiewać św. Antoniemu, niech chłop ma chwilkę radości i zapomnienia. Ale już się stało, nikt już nie śpiewał a my gęsiego, za braciszkiem, przewodnikiem  powędrowaliśmy za główny ołtarz, gdzie stoi sobie spokojnie pogrążony w wiecznej drzemce pulpit muzyczny z XVIII wieku…

Gdy wydobyliśmy się  zza ołtarza, trafiliśmy  prosto pod ołtarz boczny, gdzie powitała nas zadowolona, że wreszcie komuś może się pokazać XVI wieczna pięknie wyrzeźbiona Matka Boska Biecka , którą przebrano w strój szlachcianki , z czego jest niezmiernie  dumna. Zwykła kobieta z Nazaretu tak doceniona, no no. szlachciankę zgrywa. I dobrze, każdy ma prawo być dowartościowany, tym bardziej, że zasługuje. W końcu dała nam ludzkiego Boga , jednego z Trójcy ( niepojęte, ale jednak). Nie ma co rozważać, albo się wierzy albo nie. To nie może być objęte rozumem.

Nasze zagapienie, zamyślenie i rozterki przerwał miłym głosem braciszek, który był nam przewodnikiem. Czy chcecie odwiedzić w podziemiach ukryte w krypcie szczątki bardzo ciekawego człowieka- Wacława Potockiego. Widząc, że się zanosi na dłuższe opowiadanie, bo ta postać zasługuje  na nie w pełni, powiedzieliśmy, że już nogi bolą, może innym razem. Braciszek nie oponował, jeno pokazał nam zawieszoną w kruchcie tablicę z . epitafium Marii Amalii Mniszchowej ( 1736-1772) . Czytamy  napis…”D.O.M. Maria Amelia z hrabiów Bruhlów Mniszchowa Generałowa Wielkopol. Umarła w 36 r. wieku swego d. 30 kwiet. R. 1772 w Dukli. Prosi o Zdrowaś Maria„.

Kimże była ta Maria, ktoś zapytał. Braciszek już się szykował do dłuższej opowieści, ale widząc nasze ręce zaciskające kije do Nordic Walking , na których to się wspieramy, nasze  nóżki nieco wiekiem wykoślawione i oczki z wyrazem splątania wyczerpującą wycieczką , się zlitował i tylko krótko powiedział :  To córka Henryka Bruhla, pierwszego ministra Augusta III, żona Jerzego Augusta Mniszcha, Marszałka nadwornego koronnego. Znała 6 języków ! Bywała na dworach cesarskich, gdzie próbowała zainteresować sprawami Polski. Teraz na spokojnie doczytałam w necie, wysnuwając jedyny wniosek, że jej biografia jest tak bardzo obszerna i tak bogata w wydarzenia,  że pewnie mój blog pękłby z tego nadmiaru. Więc nie piszę. Braciszek na koniec powiedział, że bohaterka tego epitafium zmarła młodo, oficjalnie  na gruźlicę , ale wysoce prawdopodobne, że została zatruta. Jej mąż wystawił jej rokokowy grobowiec w Dukli, w Warszawie w Kościele św. Antoniego a także w Sanoku możemy znaleźć jej epitafium . identyczna jak w Sanoku znajduje się w Bieczu. I właśnie przed tą tablicą stoimy i może rozmyślamy nad upływem czasu a także nad sprawiedliwością ludzką ….

Ale mili moi, koniec tych rozmyślań, bo czas goni. A właściwie goni nas braciszek, który przestępuje z nogi na nogę, byśmy zdążyli wszystko obejrzeć. Nic dziwnego, dumny jest ze swojego klasztoru, i ma być z czego dumny, przyznajemy.

Więc potulnie drepczemy na dziedziniec,  pod klasztor. I już oglądamy wieżyczkę zegarową z 1744 roku wykonaną przez braciszka Klemensa Czechowicza. Fajnie, że nie tylko się modlił ten braciszek wznosząc oczy w niebo, tylko zajął się konkretną pracą . I teraz możemy oglądać to dzieło i myśleć o jego artyście. I już sama nie wiem co ważniejsze, czy modły czy praca u podstaw. Z nikim się nie dzielę tą wątpliwością. Bo wszak Pan Jezus wybrał kiedyś kobietę, która słuchała jego słów a nie tę, która zajmowała się domem…

Idziemy, idziemy dalej, ponagla nas współczesny braciszek . Wiedzie nas  na piętro  i z dumą pokazuje  bibliotekę, unikatową- bo  same tam białe kruki . Cokolwiek by to znaczyło, chyba wiek jej księgozbiorów mówi sam za siebie. Mój Boże, I jęknęłam, to woluminy z XV wieku!. A jest ich ponad 2000! No coment.

I jeszcze chór muzyczny nam został a tam 16 głosowe organy firmy Braci Rieger sprawione w 1903 roku….

A na dziedzińcu przycupnęło 14 kaplic Męki Pańskiej i  przy XVII wiecznym murze, od strony południowej klasycystyczna kaplica z rzeźbą Chrystusa przy słupie ….już wszystko nam się miesza, zamęt w głowie od tych staroci, spiętrzenia wrażeń. Wszystko trzeba będzie w głowie poukładać, gdy już wrócimy do domu. A może nie zdążymy, bo już czekają nowe przygody. …

I jeszcze tylko pod stopami mówią wieki, to głosy z wału ziemnego z czasów potopu szwedzkiego  ochraniać miał klasztor od strony południowej. …

Tak Bieczu miły, tu właśnie słychać jak mówią wieki……

 

KlasztorFraniciszkanĂłwBiecz.jpg

 

jednonawowy Kościół św. Anny, przytulony do Klasztoru Franciszkanów

 

franciszkaniez portaluBarkaFranciszkanie.jpg

 

A oto braciszkowie- franciszkanie, wprawdzie w innym mieście, ale ten strój od wieków taki sam….z portalu Barka

Wszystkie zdjęcia z netu.

Obiecuję własne, gdy może Bóg da, jeszcze wrócę do Biecza….

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *