Niedawno znalazłam ostatni list mojej Mamy. Wprawdzie nie był adresowany do mnie, ale wywołał falę uczuć i myśli. Swoiste tsunami mnie zagarnęło. I nie miałam wyjścia, musiałam się poddać. Udało się….I oto jestem, mokra, zmęczona, ale szczęśliwa, że już ląd i słoneczna plaża.
Oczywiście to wszystko tylko przenośnią jest, ale faktycznie stan mojego umysłu został owym listem uniesiony ponad codzienność. I to nie czas Zaduszkowy wpłynął ale ten list w zwykłej szaroburej kopercie. Miało być tylko o nim, ale cisną się tematy poboczne i jak wiecie, Kochani, nie mam odwrotu…..
Więc niech się snuje nić opowieści z mojej głowy,” kręć się , kręć wrzeciono…..”
Wybaczcie, że przychodzą do mnie wiersze, piosenki, ale tak jest i już….
Moja Mamo Kochana !
Pewnie jesteś zdziwiona tym tytułem, bo jak pomnisz, kiedyś pisywałam do Ciebie listy, ale czułości tam było tyle” co kot napłakał”, albo i mniej.
List zaczynał się konwencjonalnie, zwyczajnie : Kochana Mamo.
Nie nauczyłaś mnie innych ciepłych zwrotów, bo i Ciebie ich nie nauczyli ci górale beskidzcy a Twoi rodzice, twardzi i pozornie obojętni.
Ale czy piękne słówka mają jakąś wartość? Teraz, po wielu wielu latach wiem, że mają. Im jestem starsza, tym bardziej rozumiem, że człek jest spragniony:
„ miękkich gestów
czułych spojrzeń
ciepłych uśmiechów…” jak pięknie to ujęła Małgorzata Hillar.
i wypada dodać, że człek jest też spragniony słów dobrych i pięknych .
To jest dopiero pełnia życia. Nie tylko zabezpieczanie bytu materialnego i „ wyścig szczurów” bez zatrzymania się w pędzie. Pełnia życia to radość z tego że jesteśmy, z każdego dnia który się obudził, ze słońca które leniwie idzie spać, z ludzi dookolnych i cudów przyrody umajonych urodą słowa i przytuleniem.
Przydługi ten wstęp, ale myśli wypływają same, jak nić z kłębka, który trzymasz na kolanach Mamo, i dziergasz sukienki dla moich córeczek a swoich wnuczek, czy jakiś sweterek….
I taki właśnie wieczorny obrazek utrwalił Tata, gdy pstryknął zdjęcie w pewnym momencie życia. Na zdjęciu moje 10 lat, zaczarowany krąg lampy na biurku i Mama. Otulone zmrokiem łapiemy ciszę. Ileż takich było wieczorów w Gorzowie przy obecnej Orląt Lwowskich. Jesteśmy razem, Mamo, tak jak wtedy….Tata zatrzymał dla nas czas…..
Czy można zatrzymać czas? Czy można nadrobić stracony czas? Wszystko można jak widać…..
Chcę nadrobić ten stracony czas , myśląc naiwnie, że się uda i piszę wyimaginowane listy . Często listy w zaświaty…I tak jest dzisiaj….
Kochana moja Mamo
Lubiłaś pisywać listy.
Dobrze pamiętam ten Twój stan namaszczony, poważny , nieobecny dla nas,
Widzę Ciebie, jak siedzisz w skupieniu wielkim przy stoliku w maleńkiej kuchence Waszego ostatniego mieszkania na warszawskim Żoliborzu.
A bardzo ruchliwy Tata chodzi wtedy prawie na paluszkach, by nie przeszkadzać, bo Mama pisze list. Mam ten obraz w sobie… na wieki wieków…
Zwracasz mi uwagę, by nie mówić w takiej sytuacji „ na wieki wieków”, bo nasz czas ziemski jest ograniczony. Masz rację, pojechałam po przysłowiowej „bandzie” .
Ale może miałam na myśli zachowane zdjęcia i zapisane nasze słowa. Słowa które ocaleją lub nie ocaleją. Kto to wie?
Kocham Ciebie Mamo…moja Mamo jedyna….

