List od Jacka. ” Słowo honoru”

IMG_0344.jpg

Kadry z innego filmu Jacka..

 

Oto cd. historii opisanej przez bratanka o paryskiej etiudzie filmowej i Polakach ……

 

“ Słowo Honoru

 

To był ostatni dzień na zdjęcia z wędkarzami. Poprosiłem Władka, aby zaczekał w Nysce pod kościołem.

Poszedłem do prefektury blue police. Zamęt jak u rzeźnika pod skarpą. Podchodzę do jakiegoś urzędasa w mundurze i kaleczę francuski.

– dzień dobry…

– słucham…..

Wyciągnąłem francuski dowód osobisty, paszport australijski oraz karty studenta szkoły filmowej jednej i drugiej. ( paryskiej i australijskiej- przyp. z.k.)

– jestem studentem…robię krótki film i otrzymałem informację, że zatrzymaliście przez przypadek jednego z moich aktorów, który jest niewinny….

– nazwisko?…

– no właśnie znam tylko imię – to statysta….Zbyszek….polski aktor….

– tak…przywieźli dziś rano….ponoć pobił kolegę, bo mu włosy obciął….

– no właśnie, ale to pomyłka….

– zgadza się, pomyłka, bo ten z połamanymi żebrami powiedział, że się przewrócił na schodach kościoła….

– no widzi, pan…..

– tak, ale ten Zbyszek nie ma żadnych papierów….więc musimy deportować do Polski….czekamy na tożsamość z polskiego konsulatu….to zajmie kilka dni….

– ja rozumiem, ale za kilka godzin mam zdjęcia, ekipa, itd….bez niego nic nie mogę zrobić….

– a kto to może potwierdzić?….

– czy mogę skorzystać z telefonu?….

– miejscowa?…

– oczywiście….

Dzwonię do Szkoły i proszę dyrektora.

– panie dyrektorze, tu Jacek….tak ten z Australii….tak, wiem, że ostatnio zaniedbałem zajęcia, ale mam problem, policja zatrzymała  mojego statystę, a bez niego ani rusz….nie, nie Francuza, tego Polaka…..rozumiem…., ale już jest za późno…poza tym ręczę za niego….dwie godziny….tak, za dwie godziny nasz goniec odwiezie go z powrotem…. rozumiem….już daję…. 

Przekazałem słuchawkę mundurowemu.

– rozumiem, panie dyrektorze….tak jest, czekamy na fax.

Przybiegł zdyszany fax. Mundurowy wyrwał go z rolki papieru.

– proszę bardzo, tu imię i nazwisko, adres, podpis….dyrektor potwierdził…pan Zbyszek jest oddany do potrzeb kinematografii francuskiej pod pana opiekę na dwie godziny zdjęć…..po czym pan Zbyszek zostanie przywieziony do nas…..tutaj pana podpis, a poniżej podpis pana Zbyszka, że się zgadza….przyprowadźcie tego pana Zbyszka….

Wszedł Zbyszek z obojętnym spojrzeniem, spojrzał na mnie i mrugnął lezka.

– słuchaj, Zbyszek….jesteś idiota….

– panie Jacku, czemu zaraz idiota…zjebał panu nasz film tym fryzem, to wszystko….

– mam dwie godziny, jak chcesz, ale musisz podpisać cyrograf, że wrócisz, a ja za ciebie poręczę wtedy…

– czyli robimy film dalej?, panie Jacku, tak się cieszę, już mojej córce w zeszłym tygodniu mówiłem przez telefon, że będę w filmie we Francji….nawet mamie swojej powiedziała….gdzie podpisać?….mogę zatelefonować?

– ja może jestem idiota, ale musisz dać mi słowo honoru….

– słowo honoru….

– że dobrowolnie wrócisz….

– oczywiście….

Spojrzałem na jego lezke prawdomówną. Zadzwonił do kogoś. Podpisaliśmy. Wsiedliśmy do Nyski, Władek się ucieszył. 

Dwie godziny później.

Władek i Zbyszek skończyli łowić ryby. Podchodzi Zbyszek.

– dzięki, panie Jacku, córka się ucieszy….no to do widzenia….

– jak to do widzenia?…didie odwiezie cię na policję, a Władka do kościoła….

– przykro mi, ale zmiana planów….

– a córka?…

– Sophie….Zosia….mieszka z mamą w Vichy – taki Ciechocinek…..

– mówiłeś, że w Polsce….

– nie…mówiłem tylko, że rozmawiałem z nią przez telefon….widzisz Jacuś, ty gówniarz jesteś, bo nie widzisz, co się wokół ciebie dzieje….robisz jakieś tam filmy, których nikt nie ogląda poza jakimś tam towarzystwem wzajemnej adoracji….kiedyś chciałem być aktorem, ale dałem w mordę reżyserowi, bo nie rozumiał przesłania mojej roli i chciał ze mnie zrobić idiotę….no i zostałem aktorem w puszce….jak skończyłem karierę w puszce, urodziła się Zosia – matka jej mówi na nią Sophie…..Rene, czyli moja Renia, matka Sophie, czyli Zosi, znaczy się, powiedziała, że wyjdzie za mnie jak jej pokażę, że jestem prawdziwym aktorem na planie filmowym…odwróć się Jacuś….tam jest dopiero film…

Odwróciłem się. Po drugiej stronie rzeczki stoi przepiękna dziewczyna z maciupcim dzieckiem. Dziewczyna robi kilka zdjęć i macha przyjaźnie z uśmiechem.

– widzisz Jacuś, przynajmniej one ciebie lubią….przyjechały specjalnie z Vichy już tydzień temu, bo im obiecałem, ale wtedy wyszła afera z fryzem, ale poprosiłem, aby dały mi jeszcze tydzień….wiec dzięki panie Jacku….

Przeszedł przez kładkę, uściskał Rene, czyli Renię, oraz Sophie, czyli Zosię i odwrócił się do mnie machając. 

– bon chance, Jacuś….

– dałeś słowo honoru….

– honor zostawiłem w Polsce….

Podchodzi Władek.

– no, to już możemy jechać do kościoła.”

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *