
Kadry z filmu Jacka…przyleciało z Sydney…
Kolejna historyjka napisana przez bratanka, Jacka Łukaszewicza. Zapraszam…..”
“Fryzjer”
„Napisałem krótką etiudę pt.: “Filip’.
Przed wyjazdem z Paryża musiałem zrobić jakiś krótki film, aby zaliczyć rok.
Napisałem to na siłę, bo nie miałem pomysłu.
Krótka historyjka jakiegoś gościa zagubionego gdzieś w swojej piaskownicy. Potrzebowałem statystów do scenki nad rzeczką. Potrzebowałem dwóch wędkarzy, ale takich jakich pamiętałem z Łagowa. Przejrzałem katalogi statystów, tudzież aktorów charakterystycznych. I nic.
Nikogo w Paryżu nie ma z Łagowa.
No i poszedłem do Kościoła. Na Rue St Honoere w centrum kasowym znajduje się Kościół który należy do Polski. Lubiłem czasem przesiadywać w kafei po drugiej stronie ulicy i obserwować rodaków kloszardów. Kościół był zamknięty nocą, więc koledzy spali na schodach. Co jakiś czas przyjeżdżała jakaś Nyska z ofertę pracy za dwieście franków w kamieniołomach. Poszedłem do kościoła i wmieszałem się w tłum.
Po kilku minutach znalazłem gości z Łagowa. Lezki z więzienia, zęby przedwojenne, zarost sprzed wojny i włos wojenny. Podchodzę.
– cześć, macie może ognia?…
– a masz może fajkę?….
Wyciągam Guluasy.
– proszę bardzo…
– no, nareszcie dobre fajki…drogie, kurwa….
– a ile płacisz w sklepiku…15 franków….ja sprzedaję po pięć, ale mam tylko pięć paczek….możecie mieć….
– no to przynieś jutro….
Następnego dnia kupiłem pięć paczek Guluasów po 15 franków. Razem 75 franków – kilka dni mojego życia. Pojechałem do kościoła. Władek i Zbyszek już czekali.
– cześć, masz?, spytał Władek.
– mam….macie kasę?…
– mamy 20 franków, mówi Zbyszek.
– to macie tylko na cztery paczki….
– słuchaj, daj tą jedną paczkę na kredyt, my uczciwi jesteśmy…
Spojrzałem na nich i zobaczyłem swój strach w ich oczach.
– no to mamy 20 franków, żeby się upić….
– tutaj jest taki sklepik….
I kupiliśmy wino, którego najnędzniejszy kucharz wstydziłby się dodać do czegokolwiek. Władek uciekł od żony z Krakowa i siedzi w Paryżu bez ważnej wizy i paszportu. Szuka jakiejś pracy aby zarobić na bilet do peerelu. Zbyszek to była recydywa, nie ma żadnego dokumentu i w ogóle chce wrócić do Polski.
– robię krótki film, potrzebuję was jako statystów do sceny nad rzeczką….
– jak to, do filmu?….
– to taka etiuda studencka….
– ale film?….
-…no tak można powiedzieć….nie mam kasy, nie mogę wam zapłacić, ale gwarantuję dobrą zabawę i picie i żarcie całodzienne.
– co mamy robić?….
– za tydzień przyjadę po was vanem, pojedziemy nad rzeczkę, dostaniecie wędki i będziecie pili polskie piwo….
– czyli na ryby jedziemy?….a ubranie?…
– tak jak jesteście….no to jesteśmy umówieni…
Tydzień później jestem pod kościołem. Szukam moich ludzi. Podchodzi do mnie dwóch gości w garniturach, lakierach, ostrzyżonych i ogolonych pachnących kradzioną wodą po goleniu.
– dzień dobry panie Jacku…jesteśmy gotowi….
– panowie, co kurwa jest, przecież nie jedziemy na wesele….
– no ale do filmu….
– panowie, kto was tak kurwa ostrzygł?….
– tam na siódmym stopniu, na schodach mieszka fryzjer z Polski…mówił, że ładnie będzie….daliśmy mu paczkę fajek….
– panowie, nic nie możemy robić….macie tu 50 franków i doprowadźcie się do poprzedniego porządku na przyszły tydzień….
– przepraszamy….chcieliśmy dobrze, mówi Waldek.
– to ten kurwa fryzjer, mruknął Zbyszek.
Tydzień później jestem pod kościołem. Szukam moich ludzi. Podchodzi Waldek.
– a gdzie Zbyszek?
– nie ma….
– co znaczy nie ma….byliśmy umówieni….
– policja go zabrała rano….blue police….
– to znaczy imigracyjna?….
– raczej tak, ale tak naprawdę, to Zbyszek połamał fryzjera….
– gdzie go zabrali?…
– fryzjera do szpitala….
– Waldka gdzie zabrali?….
– tu za rogiem jest prefektura….
No i poszedłem na policję.
