List do bratanka, Jacka Łukaszewicza. Pozdrowienia z Fiji (Fidżi)

WyspyWidzzKosmosu.jpg

Fidżi widziane z kosmosu

 

Fidżi, gdzieś w środku.png

W uwypukleniu linii  biegnącej centralnie przez mapę z północy na południe leży państwo Fidżi

 

Fiji_and_oceania.jpg

Położenie Fiji

 

FidĹźiScubaTravel,com,pl.jpg

 

 

Kochany Jacku!

Udało się! Wydobyłam się z lepkiej wsysającej umysł i serce magmy naszej rzeczywistości politycznej i wylądowałam na Melanezji. Pozdrawiam słonecznie.  Zapraszam Ciebie i  Wszystkich Przyjaciół. Z Sydney masz tylko ponad 3 tys km a polscy przyjaciele tylko ponad 15 tys km. W dzisiejszych czasach cóż to jest za odległość. Spotkajmy się na tych Rajskich wyspach wrzuconych przez niespokojną wulkanami ziejącą ziemię na bezmiar Pacyfiku.

 Jest cudnie, rozluźniająco, odmładzająco , pogadamy, pomilczymy, oczy nasycimy, siły odzyskamy  by ich starczyło na bezbolesny  powrót do mrocznego kraju….

Tu jeszcze jest lato, bo tak jak w Twoim Sydney trwa ono do kwietnia, by potem przejść w łagodną mokrą zimę trwającą do października.

Siedzę na plaży i moczę obolałe stopy w bardzo słonej wodzie,  Pacyfiku, bardziej słonej niż nasz Bałtyk. Szumią cicho te ciepłe , z rzadka dobijające do brzegu fale , bo Ocean o tej porze roku jest prawdziwie Spokojny i jego fale są  długie.  Coś w tym jest . Jedność lenistwa fal  i mojego lenistwa. Woda i powietrze mają 27 stopni, więc komfort. Zimą ocean jedynie o 3 stopnie chłodniejszy. Żyć nie umierać!

A wszystko przez Twój list, w którym opisujesz Twoją przygodę reporterską na Fiji.

Jednak nie znalazłam w nim opisów jak tam jest, co jak wiesz uwielbiam.  Zaintrygowana , zaciekawiona jak zwykle bywa, gdy czegoś nie wiem, nikt nie namawia,  postanowiłam sama sprawdzić.

Takam Zosiasamosia….

Początkowo chciałam tak jak ludzie pierwotni dobić tam statkiem , by patrzeć jak powoli wyłaniają się z morza wyspy. A jest ich tu 320 dużych z czego 100 niezamieszkałych i setki małych. Nie zapomnę rejsu po Morzu Śródziemnym, kiedy przed laty  w nocy wracaliśmy z Kos na Rodos. Oglądane w dzień liczne wyspy były urocze, ale zwykłe, bez nocnej deformacji. Gdy nastała zupełna ciemność stały się groźne, czarne i otaczały nas budząc grozę i zdziwienie, że jest tak inaczej. Wydawały się tak blisko, że czuliśmy się osaczeni. Marzyłam więc o rejsie morskim, o wietrze, o ustach słonych od bryzy, o bezmiarze i pięknym uczuciu, że gdzieś  na horyzoncie rysuje się zarys lądu. Jednak taka podróż na Fiji czyli po naszemu Fidżi trwałaby nie krócej niż 6 miesięcy.

Więc wzięłam samolot. Jest też oswojony, bo latania w życiu miałam sporo, wpatrywania się w okienko i co za nim, maleńkie makiety map świata w dole. Też romantycznie i pięknie, szczególnie, że w Michałowicach mam lądujące samoloty na Okęciu niemal na wyciągnięcie dłoni. No, trochę przesadziłam, widzę je w pewnej odległości, ale już mają wysunięte podwozia, widać koła i sapiąc obniżają lot…też cudnie.

 Wprawdzie Almatur już wyprzedał na ten okres wycieczkę w te strony, ale od czego Internet i własna inwencja. Lecieliśmy nad Syberią, , by skrócić trajektorię lotu, potem „spadaliśmy” nad Japonię i dalej już tylko szmaragdowy przezroczysty Pacyfik i zielone wyspy na nim. Widoki były przepiękne. Po licznych przesiadkach  wylądowałam .

I oto jestem. Myślę o Azjatach , którzy przybyli tu  w XVII wieku. To niesamowite jak sprawnymi byli żeglarzami, by pokonać takie odległości. O Angolach myślę, którzy potem zajęli wyspy i o Hindusach zatrudnianych przez tamtych wyspiarzy na plantacjach trzciny cukrowej. Zabytków tu nie ma, więc jest okazja by wpatrywać się w twarze ludzi spotkanych. A to jasne łagodne szerokie i promienne rdzennych Polinezyjczyków a to szczupłe i szarośniade Hindusów i angoli wielkozębne białe. Tak, obserwowanie ludzi , ich zachowań, obrządków to może być pasja. Ciekawe, czy też tak masz, Jacku. Pewnie też, bo widzisz podwójnie przez swoje oczy i oko kamery.

I zieleń. Wielka nieustanna zieleń tropikalnych lasów deszczowych, spływająca ze zboczy wygasłych wulkanów, rzednąca czasem w dole z łagodnym przejściem w wielkie trawy sawanny. Tam wśród drzewiastych paproci, bambusów ponoć można zobaczyć rajskie ptaki i inne zwierzęta. Po prawdzie widziałam tylko kozę mieszkającą na drzewie i ciekawą świnkę nieopodal jednego z domków a właściwie altan. Zapomniałabym o wszędobylskich jaszczurkach, iguanach, które nieruchomo siedzą na ścianie mojego okrągłego bungalowu zwanego falą  i hipnotyzują owady, by jednym skokiem dopaść zdobycz. Początkowo bałam się, że wpadną do mojego łóżka, ale najwyraźniej nie były mną zainteresowane. Ale co mam ci pisać, tyle widziałeś, że już się niczemu nie dziwisz. Jedno mnie tylko ciekawi, jak te” żywota „ znalazły się na wyspach, przypłynęły czy co?

Każda wyspa tego archipelagu jest ponoć  otoczona przecudną rafą koralową. Mam zamiar skorzystać z propozycji nurkowania, by obejrzeć z bliska. Pewnie na zamiarze się skończy, bo ….za to widzę wielkie wyfruwające z oceanu ptakoryby. To Manty ale ładniej – diabły morskie, jak ktoś powiedział. Lubią przebywać w grupach., wyskakiwać bardzo wysoko nad powierzchnię wody, by,  jak piszą, oczyścić ciało z pasożytów. Ale to mało romantyczne wytłumaczenie. Po prostu są ciekawe świata i lubią akrobacje. Są cudne, elastyczne, choć ponoć niejadalne,  a, że  żywią się tylko  roślinami i drobnymi rybkami, więc dla nas bezpieczne..

Zbudziłam się o świcie i od razu poczułam się wybrana szczególnie , bo byłam jedną z pierwszych osób na świecie, do których zawitał nowy dzień. Już w samolocie tubylec wracający na swoją wyspę oznajmił mi z wielką radością, że ich wyspy mieszkańcy nazywają  Viti, co oznacza Wschód Słońca. Bo tu rodzi się słońce, gdy  mieszkańcy kuli ziemskiej toną w ciemnościach nocy…Piękne, prawda?

Tak więc na razie siedzę na plaży, z wielkimi okularami przeciwsłonecznymi na nosie, wysmarowana kremem z filtrem, moczę nogi w bardzo słonej wodzie leniwych fal i popijam nieco narkotyczny wszędobylski tu napój zwany kava. Nie ma nic wspólnego ze znaną u nas kawą, chociaż miejscowi lubią szczególnie celebrować jej picie. Chętnie częstują przybyszów, czego sama doświadczyłam. Polinezyjska kava jest wywarem sproszkowanego korzenia pieprzu metystynowego i w odróżnieniu od uwielbianego przez nas napoju o nazwie kawa nie pobudza a daje relaks , ułatwia zasypianie, wprowadza w lekką euforię, a czasami nawet jak opisują „powoduje lekkie mrowienie w okolicy genitaliów co zwiększa przyjemność czerpaną z uprawiania seksu”. Ta ostatnia pozycja już na szczęście mnie nie dotyczy, ale wiedzieć warto. Na pewno w tym miejscu Jacku się obruszysz, bo kiedyś ładnie napisałeś, że lubisz swoje ciotki, które są wiecznymi dziewczynami . List ten od Ciebie zamieściłam w blogu i nosi nazwę „ Kobiety”.

Tak więc kołysana oceanem, pieszczona słońcem, wprowadzana w łagodność i lekką euforię ( w Polsce napój ten jest zabroniony, jako narkotyk)- niemożliwie- wspaniały jest ten błogostan- wdycham zieloną wilgoć lasów deszczowych czuję, że jestem w Raju…Tym bardziej, że daleka muzyka mnie przenika . Prawdziwa, najbardziej  popularna bo rdzenna,  polinezyjska. Więc płyną do mnie śpiewy ich  mandolin, strzępiaste gitary akcentowane gdy trzeba bębnami . Potem tylko same bębny , pewnie ogłaszają urodziny dziecka….

Zasłuchana, zapatrzona, zauroczona, odmieniona, uwznioślona, wypoczęta , świeża i radosna budzę się po godzinie pod moim michałowickim niebem.

Tak więc Jacku, dzięki Tobie odbyłam piękną podróż, niezapomnianą, uzyskałam  iście niebiański spokój ducha, zasypiam popijając dyskretnie kavę co u nas zabronione,  izoluję się od wiadomości Złego , trwam w tym błogostanie mniemam , że na wieczne czasy. I to wszystko uzyskałam ratując zawartość portfela. Życie jest piękne, nucę….

Czego i Tobie życzę i przyjaciołom naszym , pozdrawiam Twoja ciociaklocia .

Aha, zapomniałam dodać, że u nas jest godzina 12 w południe a w Twoim regionie- 1 w nocy. Więc zanurzam się Twoją noc, oceaniczną , w Twoje sny….nie bój się , przecież wiadomo, że nawet najczęściej pita kava nie otworzy cudzych snów….po prostu tak mnie poniosła wena…

Jeszcze raz dzięki za piękne dni podróży na Fji czyli Fidżi …zosia

 

640px-WayaWayasewa.jpg

Czasami można przejść z wyspy na wyspę…

 

wioskaNavalaCentralna częśćWyspyVitiLevu.jpg

 

plaza.jpg

 

Manta_birostris-Thailand.jpg

Diabeł morski

UihaPig_C_M.jpg

 

Iguana.jpg

 

GoatUpATree2_C_M.jpg

 

 Wszystkie zdjęcia z Wikipedii i polecanych przez nią publikacji

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *