Mili sąsiedzi ( 2 ).

 

Mili sąsiedzi ( 2 )

 

 

 

Jak napisałam poprzednio ten michałowicki sąsiadujący z nami stary mały dość zaniedbany domek wprawdzie z ładną niewielką werandą z kilkoma towarzyszącymi budyneczkami nie tylko  nie budził mojego zaufania, ale byłam przerażona wyobrażając sobie, kto może tam mieszkać. Jednak Mirek rozwiał wszystkie moje niepokoje i lęki, odwiedził sąsiadów i wrócił stamtąd cały i zdrowy. Był bardzo  zadowolony, bo poznał miłych ludzi, którym miał okazję się przedstawić a nawet zaprosić ich do nas….Okazało się, że w tych zabudowaniach mieszkają dość młodzi ludzie z córką- Zuzią. Podobno Zuzia ma swój bungalow, a w drugim jest sala telewizyjna. Tak więc zrealizowali pomysł prawie amerykański, fajny….

 

Któregoś dnia przybyła do nas z rewizytą właśnie ta sąsiadka z córką . Była to pani Beatka z Zuzią. Posiedziały, pogadaliśmy, wypiły soczek , było nam miło, że nas odwiedziły….

 

A teraz opowiem kilka słów o rodzicach Zuzi:

 

     Mama Zuzi to  niewysoka okrągława kobietka o bojowym wyrazie twarzy ale i uśmiechu serdecznym  codziennie świtem śmigała  i nadal śmiga , nawet w czasie wielkich śniegów, na rowerze do pracy. Lubię ją spotykać, bo zaraża energią i budzi podziw tą rowerową jazdą nawet w ekstremalnych warunkach pogodowych. Spotkałam ją też w innych okolicznościach, ale o tym opowiem później…     

 

     Tata Zuzi jest szczupłym bardzo ruchliwym i towarzyskim człowiekiem. Gdy przemyka bardzo wcześnie rano obok naszego domku, pędząc do kolejki WKD, gdy mnie spostrzeże, bo wtedy przed domem badam pogodę, zawsze przystanie i chętnie opowiada o swojej pracy, rodzicach. A z pracy jest dumny, bo pracuje w ZOO. Już w czasie pierwszego spotkania proponował, że nam pokaże ZOO i swoje ukochane zwierzęta. Jakoś do tej pory tam się nie wybraliśmy, ale zaproszenie jest nadal aktualne. I to jest bardzo fajne. Gdy była wielka powódź przed kliku laty, Tata Zuzi, który zwykle przemierzał truchtem te dwa km ze stacji kolejki WKD,  tym razem  szedł wolno i zakomunikował, że jest bardzo zmęczony. Oczywiście zatrzymał się na krótką pogawędkę przez płot. Opowiadał z wielkim przejęciem, jak to wszyscy pracownicy ZOO śledzili z niepokojem jak przybiera gwałtownie wielka woda Wisły, która przepływa nieopodal ogrodu zoologicznego, za wałem przeciwpowodziowym. Wszyscy oni jak jeden mąż,  rzucili się z pasją do układania worów na tym wale , przenosili zwierzęta w miejsce mniej zagrożone, chociaż przypominając sobie położenie ZOO nie bardzo sobie wyobrażałam, gdzie mogło być takie miejsce. Tata Zuzi właśnie wracał po kilkudniowej nieustannej pracy i był dumny, że niebezpieczeństwo minęło i zwierzątka są już bezpieczne.  

 

Mirek nazwał tego pana Zoologiem. I tak zawsze o nim mówimy, nawet nie wiemy jak ma na imię.

 

O Zuzi napisałam kiedyś w portalu MM- Gorzów, co przedstawię w kolejnym wpisie tego blogu….

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *