Artykuł dr Chmielewskiej Jakubowicz.” Drugi szpital dziecięcy w Warszawie”( 33 )

Artykuł dr Marii Barbary Chmielewskiej Jakubowicz zatytułowany „ Drugi szpital dziecięcy w Warszawie „ został opublikowany w tomie CXXXIV nr 2/ 1998 „Pamiętnika Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” (rocznik zarządu Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego który ukazuje się od 1837 roku) i opowiada o historii dawnego szpitala Bergshonów i Baumanów przy ul. Siennej .

Ponieważ to czasopismo  jest dostępne w necie jedynie odpłatnie, zamieszczam  w tym blogu cały tekst artykułu, dzieląc go na jakby zamknięte tematycznie odcinki. Na zakończenie, jeśli mi się uda, podam całość w jednym wpisie…

 Oto ciąg dalszy… Poprzednie odcinki można znaleźć w tym blogu w zakładce „ Artykuł dr Chmielewskiej Jakubowicz”.

 

 

 

Cz.33

 

<<….    Niezwykle cenna była zawsze pomoc lekarzy specjalistów- konsultantów, którzy służyli swą wiedzą i doświadczeniem w trudnych sytuacjach diagnostycznych. Przyjeżdżali na wezwania telefoniczne bardzo szybko: dr Jerzy Saper, dr Stefan Żarski- neurolodzy; dr Irena Ratajska, dr Maria Góralówna, dr Bolesław Potyrało- laryngolodzy;  dr Tadeusz Faryna, dr Teresa Majlert- chirurdzy; lek .stom. Anna Trzcińska najczęściej wykonywała ekstrakcje zębów, a laryngolodzy tracheotomię.

     W latach siedemdziesiątych w koniecznych przypadkach  wykonywane były u dzieci biopsje wątroby. Wykonywała je prof. dr med. Wanda Poradowska w Klinice Chirurgicznej Instytutu Matki i Dziecka, następnie w Szpitalu Zakaźnym nr 1 dr Tatiana Barszczowa. Dzieci zawożono karetką i po biopsji przywożono do szpitala. Z czasem jedną salkę na pierwszym piętrz przystosowano do zabiegów chirurgicznych i biopsję wykonywał już na miejscu konsultant chirurg, dr Teresa Majlertowa…..>>

 

Właśnie w czasie gdy zaczęłam pracować w tym szpitalu uruchomiono salkę operacyjną. Tam dr Majlertowa wykonywała biopsje wątroby u naszych pacjentów.  Lekarze byli dumni, że wreszcie nie trzeba przewozić dzieci do innych szpitali na to badanie. Biedne były dzieciaki, u których wirusowe zapalenie wątroby przechodziło w stan przewlekły i można było nawet podejrzewać marskość wątroby. Nie było odpowiednich leków ( zresztą i teraz jest ich niewiele) a o przeszczepach wątroby chyba jeszcze nikt w świecie nawet nie słyszał. Dzieci chore przewlekle były jakby przedwcześnie dojrzałe mentalnie, piętno szpitalne odbijało się na ich psychice, miały mądrość i wiedzę starych ludzi. Po raz pierwszy się widziałam takie dzieci, na szczęście na tle innych leczonych w tym szpitalu było ich niewiele. Z tym problemem na wielką skalę spotkałam się później, gdy pracowałam w CZD . Tam większość hospitalizowanych pacjentów stanowiły dzieci przewlekle chore na nerki. Do tego nie można było się przyzwyczaić. Zawsze miałam ściśnięte serce….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *