Artykuł dr Chmielewskiej Jakubowicz.” Drugi szpital dziecięcy w Warszawie”( 41 ).

Z autorką artykułu spędziłam lata 1975-1981. Poznałam Jej temperament, zaangażowanie w pomoc chorym dzieciom a także zainteresowania, które mnie fascynowały, bo była esperantystką, miała kontakty z ludźmi nieomal całego świata. Szkoda, że ten język zamiera a  jego idea upadła.

Nieistniejący już Szpital im. Dzieci Warszawy, przy ul Siennej pozostał w mojej pamięci jako placówka niezwykła , gdzie czuło się duchy historii, gdzie stale krążyły  opowieści o  uratowanych dzieci i o tych, których życie zakończyło się tragicznie. Tutaj pracowali ludzie wierni swojemu szpitalowi i prawdziwie służący innym.

To tutaj raczkowałam w pediatrii i wszystko było dla mnie pierwsze.

Stale  pulsujące we mnie wrażenia z tego okresu mojego życia  zapisałam w końcowej części rozdziału tego blogu  zatytułowanego „Na medycznej ścieżce” . Jeśli ktoś zechce tam ze mną wrócić, zapraszam….

( do opisania kolejnych ponad 20 lat spędzonych w Centrum Zdrowia Dziecka jeszcze nie dojrzałam, czas ten nie nadszedł i nie wiem jeszcze, czy nadejdzie)…

      Tak więc wracam do artykułu dr Marii Barbary Chmielewskiej Jakubowicz zatytułowanego „ Drugi szpital dziecięcy w Warszawie „ . Jest to bardzo dokładnie zebrana i napisana z czułością osoby , która spędziła w nim całe swoje lekarskie życie ,  historia dawnego szpitala Bergshonów i Baumanów a potem im. Dzieci Warszawy przy ul Siennej. Artykuł ten  został opublikowany w tomie CXXXIV nr 2/ 1998 „Pamiętnika Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” ( rocznik zarządu TLW , który ukazuje się od 1837 roku! ).

Ponieważ to czasopismo  jest dostępne w necie jedynie odpłatnie, zamieszczam  w tym blogu cały tekst artykułu, dzieląc go na jakby zamknięte tematycznie odcinki. Na zakończenie, z szacunku dla autorki,  jeśli mi się uda, podam całość w kilku większych wpisach …

        Oto kontynuacja poprzednich odcinków. Można je znaleźć w tym blogu w rozdziale

 „ Artykuł dr Chmielewskiej Jakubowicz”. ….

A tak było  we wczesnych latach 80 XX wieku.

 

 

 

<<….  Wśród codziennych trosk kolejnych dyrektorów ( reżim sanitarny, dyscyplina pracy, nieustanne  podnoszenie kwalifikacji zawodowych pracowników, finanse itp.) były nowe inwestycje, które by usprawniły funkcjonowanie szpitala jako całości. Najpilniejszą było wybudowanie osadnika, gdyż dotychczasowa dezynfekcja wydalin chorych w węzłach sanitarnych była na co dzień bardzo uciążliwa.

      Wybudowanie centralki tlenowej stało się kolejnym krokiem ułatwiającym pracę. Dotychczas dwóch mężczyzn, pracowników fizycznych, nosiło na ramionach ciężkie butle tlenowe na trzecie piętro, po półokrągłych schodach szpitalnych, co było pracą niezmiernie ciężką i niebezpieczną; na szczęście nie doszło do wypadku. Uruchomienie centralnej tlenowni graniczyło niemal z cudem: odkręcało się zawór w ścianie salki i tlen przez zbiornik z wodą dochodził do chorego.

    W tym samym czasie  uruchomienie windy- nieczynnej przez szereg lat po wojnie, a także doprowadzenie wody bieżącej do każdej salki, w miejsce umywalek pedałowych- dawało uczucie prawie komfortu. Zainstalowanie centralnego ogrzewania we wszystkich pomieszczeniach szpitalnych zwalniało wreszcie salowe w miesiącach zimowych do palenia w piecach w baraku i budynku izby przyjęć. Uruchomiono także pracownie EKG, EEG, centralę telefoniczną, zwiększono liczbę telefonów miejskich. Każde nowe urządzenie, każdy nowy aparat witali pracownicy z radością, oznaczały bowiem ułatwienie i poprawę warunków pracy.

     Kolejnym osiągnięciem było bezpośrednie połączenie telefonu ze strażą ogniową. Telefon „ ogniowy” funkcjonował w ten sposób, że po podniesieniu słuchawki w dyżurce lekarskiej od razu zgłaszał się dyżurny straży pożarnej i już  wiadomo było, że dzwoni „ Sienna 60”. Dyżurni szpitala mieli obowiązek każdego dnia kontrolnie telefonować o godz. 20.00. Na szczęście nie było pożaru w szpitalu , ale cały personel wielokrotnie był instruowany i kontrolowany na ewentualność i konieczność ewakuowania dzieci. Tylko raz wzywano straż pożarną, kiedy winda z pracownikiem stanęła między piętrami. Strażacy uruchomili dźwig i uwolnili trochę nie dotlenionego mężczyznę.

     Telefon „ ogniowy: spełnił kolosalną rolę w pierwszych dniach stanu wojennego , bo był uniezależniony od sieci miejskiej, kiedy wyłączono wszystkie telefony. Służył on jako jedyny łącznik do porozumiewania się między Pogotowiem a innymi szpitalami ( co chętnie i sprawnie ułatwiali pracownicy straży). Do czasu zainstalowania radiotelefonów była do jedyna możliwość kontaktów między placówkami służy zdrowia, czego poprzednio nikt nie przewidywał….>>

 

 

5.JPG

 

Zdjęcie wnętrza Szpitala im. Dzieci Warszawy wykonałam niedawno. Takie schody należało pokonać z chorym dzieckiem na rękach lub noszach, gdy nie było jeszcze windy. O tym pisze autorka w zamieszczonym odcinku artykułu. Gdy potem już była winda, poruszała się jak żółw, więc my zwykle ganialiśmy per pedes. Ileż to razy w ciągu doby dyżurowej przemierzyłam te piękne schody i w jakim napięciu, gdy trzeba było zdążyć z pomocą. A lekarz tzw. wewnętrzny miał pod opieką wszystkie dzieci hospitalizowane na oddziałach położonych na czterech poziomach tego gmachu….Pomimo tych emocji, zawsze te schody zachwycały…no cóż, młoda byłam…

 ( ZK)   

 

 

 

 

Artykuł dr Chmielewskiej Jakubowicz.” Drugi szpital dziecięcy w Warszawie” ( 39 )

Po prawie miesięcznej przerwie przedstawiam kolejny odcinek artykułu mojej starszej koleżanki zwanej przez nas Baśka. Ona związała z nieistniejącym już  Szpitalem im. Dzieci Warszawy przy ul Siennej/ Śliskiej całe swoje życie zawodowe, a ja miałam przyjemność z Nią pracować w latach 1975-1981. To było Miejsce Niezwykłe, położone w samym sercu Warszawy , z wielką historią, wspaniałymi Pracownikami sukcesami zawodowymi i łzami porażek . Praca tam była dla mnie zaszczytem . Stale świeże  pulsujące we mnie wrażenia z tego okresu mojego życia  zapisałam w końcowej części rozdziału tego blogu  zatytułowanego „Na medycznej ścieżce” . Jeśli ktoś zechce tam ze mną wrócić, zapraszam….

( do opisania kolejnych ponad 20 lat spędzonych w Centrum Zdrowia Dziecka jeszcze nie dojrzałam, czas ten nie nadszedł i nie wiem jeszcze, czy nadejdzie)…

      Tak więc wracam do artykułu dr Marii Barbary Chmielewskiej Jakubowicz zatytułowanego „ Drugi szpital dziecięcy w Warszawie „ . Jest to bardzo dokładnie zebrana i napisana z czułością osoby , która spędziła w nim całe swoje lekarskie życie ,  historia dawnego szpitala Bergshonów i Baumanów a potem im. Dzieci Warszawy przy ul Siennej. Artykuł ten  został opublikowany w tomie CXXXIV nr 2/ 1998 „Pamiętnika Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” ( rocznik zarządu TLW , który ukazuje się od 1837 roku! ).

Ponieważ to czasopismo  jest dostępne w necie jedynie odpłatnie, zamieszczam  w tym blogu cały tekst artykułu, dzieląc go na jakby zamknięte tematycznie odcinki. Na zakończenie, z szacunku dla autorki,  jeśli mi się uda, podam całość w kilku większych wpisach …

        Oto kontynuacja poprzednich odcinków, które można znaleźć w tym blogu w rozdziale„ Artykuł dr Chmielewskiej Jakubowicz”. ….

 dr Baśka pisze:

 

 

    <<….  Po kilkuletniej pracy w oddziałach szpitalnych i po uzyskaniu pierwszego lub drugiego stopnia specjalizacji pediatrycznej część lekarzy starała się o wyjazd przez „ Polservice” do krajów Afryki. Powodem była możliwość wyższych zarobków, nadzieja na późniejsze zakupienie mieszkania, samochodu lub działki rekreacyjnej, a także chęć przeżycia afrykańskiej przygody i poznania pracy w innych warunkach. Dla tych, którzy wyjeżdżali do pracy w krajach Trzeciego Świata, szpital latami utrzymywał etaty. Niektórzy powracali, niektórzy zmieniali miejsce zatrudnienia, zachowując ciągłość pracy. Tylko dwie lekarki, po kilkuletniej pracy w Algierii, nie wróciły do zawodu, chorowały i wkrótce zmarły.

     Z personelu pielęgniarskiego do innych krajów wyjeżdżały pojedyncze osoby. Na ogół gdy odchodziły ze szpitala, zmieniały zawód na inny, pracując w różnych gałęziach gospodarki, np. w handlu, gdzie znacznie lepiej zarabiały i nie miały dyżurów nocnych.

      Część pracowników z grona lekarzy, pracowników z wyższym wykształceniem czy pielęgniarek odchodziła na emeryturę z własnej woli, a część dyrekcja zwalniała, angażując na ich miejsce młode kadry.

       Niektórzy odchodzili przedwcześnie na zawsze.

       Wielkim wstrząsem dla nas wszystkich był nagły zgon młodziutkiej pielęgniarki Barbary Sobolewskiej, w czasie pełnienia nocnego dyżuru latem 1954r. przyszły obie z siostrą Alą wieczorem na dyżur nocny. Nad ranem Basia zmarła. Jej siostra była w szoku. Doktor Gecow tuliła ją, nie mogąc uspokoić. Staliśmy wszyscy bezradni w obliczu śmierci młodej dziewczyny. Miała wtedy 22 lata.

    Pielęgniarka Ela Marszałek ( 42 lata) latem 1981r. w drodze do pracy upadła nagle na przystanku autobusowym na  Bielanach i zmarła po kilku miesiącach w szpitalu w Otwocku ( z rozpoznaniem przerzutów do kręgosłupa). Aby pojechać na pogrzeb do Otwocka w pierwszych dniach stanu wojennego , trzeba było mieć specjalne pozwolenie.

     Pożegnanie pielęgniarki Wiesławy Komsty- Lipki było zupełnie niezwykłe. Ponieważ pogrzeb miał się odbyć poza Warszawą, pracownicy zgromadzili się w kostnicy szpitala przy ul. Banacha. Siostra Lipka była bardzo operatywna, inteligentna, przez wszystkich lubiana. I tam, w kostnicy, wśród otwartych trumien, ostatnie słowa pożegnania mówiła Jej ordynator dr Czachorowska, potem odmawiano wspólnie znane modlitwy i śpiewano pieśni religijne.

      Kolejno odchodzili pracownicy administracji: p. Burgmajster, p. Bendlewicz, mjr Domanaki i bibliotekarka p. Orłowska. Odchodziły także wieloletnie pracownice laboratorium szpitala : mgr Barbara Lachowicz, mgr Janina Bilińska, mgr Jadwiga Tyrman, dr Barbara Rau i wieloletnia kierowniczka apteki szpitalnej , mgr Helena Hoffmanowa. Żegnaliśmy wieloletnich konsultantów specjalistów, którzy służyli nam swoją wiedzą i pomocą: dr med. Tadeusza Farynę- chirurga, doc. Dr med. Marię Góralówną- laryngologa, dr med. Teresę Iwanowską- dermatologa, a także piętnastu naszych lekarzy, koleżanki, z którymi przez wiele lat toczyliśmy wspólną walkę o życie chorych dzieci. Na cmentarzach warszawskich żegnaliśmy bliskie nam osoby, w trumnach lub urnach, w obrządkach różnych wyznań lub bezwyznaniowo. Głęboko przeżywaliśmy te rozstania. Tylko w ostatniej drodze dr Anki Gecow we Francji nikogo z nas nie było.

      Mówiąc o odchodzeniu ludzi zasłużonych, należy poświęcić słów kilka Edwardowi Borowskiemu, który wiele sił i zdrowia oddał pracy w szpitalu przez trzydzieści kilka lat. Przeszedł na wcześniejszą emeryturę ( rentę) , a był w szpitalu „ od zawsze”. Dźwigał ciężary, był wszędzie, gdzie go potrzebowano, i reperował wszystko. Pan Edzio oficjalnie był na etacie stolarza, ale znał tu każdy zawór i każdą śrubkę. Człowiek „ złota rączka”- przychodził natychmiast, popatrzył i naprawiał. Jego odejście z pracy długo odczuwaliśmy we wszystkich miejscach w szpitalu. Cichy, spokojny, zawsze służący pomocą- pozostał w dobrej pamięci wielu pracowników….>>

    

 

Artykuł dr Chmielewskiej Jakubowicz.” Drugi szpital dziecięcy w Warszawie”( 33 )

Artykuł dr Marii Barbary Chmielewskiej Jakubowicz zatytułowany „ Drugi szpital dziecięcy w Warszawie „ został opublikowany w tomie CXXXIV nr 2/ 1998 „Pamiętnika Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” (rocznik zarządu Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego który ukazuje się od 1837 roku) i opowiada o historii dawnego szpitala Bergshonów i Baumanów przy ul. Siennej .

Ponieważ to czasopismo  jest dostępne w necie jedynie odpłatnie, zamieszczam  w tym blogu cały tekst artykułu, dzieląc go na jakby zamknięte tematycznie odcinki. Na zakończenie, jeśli mi się uda, podam całość w jednym wpisie…

 Oto ciąg dalszy… Poprzednie odcinki można znaleźć w tym blogu w zakładce „ Artykuł dr Chmielewskiej Jakubowicz”.

 

 

 

Cz.33

 

<<….    Niezwykle cenna była zawsze pomoc lekarzy specjalistów- konsultantów, którzy służyli swą wiedzą i doświadczeniem w trudnych sytuacjach diagnostycznych. Przyjeżdżali na wezwania telefoniczne bardzo szybko: dr Jerzy Saper, dr Stefan Żarski- neurolodzy; dr Irena Ratajska, dr Maria Góralówna, dr Bolesław Potyrało- laryngolodzy;  dr Tadeusz Faryna, dr Teresa Majlert- chirurdzy; lek .stom. Anna Trzcińska najczęściej wykonywała ekstrakcje zębów, a laryngolodzy tracheotomię.

     W latach siedemdziesiątych w koniecznych przypadkach  wykonywane były u dzieci biopsje wątroby. Wykonywała je prof. dr med. Wanda Poradowska w Klinice Chirurgicznej Instytutu Matki i Dziecka, następnie w Szpitalu Zakaźnym nr 1 dr Tatiana Barszczowa. Dzieci zawożono karetką i po biopsji przywożono do szpitala. Z czasem jedną salkę na pierwszym piętrz przystosowano do zabiegów chirurgicznych i biopsję wykonywał już na miejscu konsultant chirurg, dr Teresa Majlertowa…..>>

 

Właśnie w czasie gdy zaczęłam pracować w tym szpitalu uruchomiono salkę operacyjną. Tam dr Majlertowa wykonywała biopsje wątroby u naszych pacjentów.  Lekarze byli dumni, że wreszcie nie trzeba przewozić dzieci do innych szpitali na to badanie. Biedne były dzieciaki, u których wirusowe zapalenie wątroby przechodziło w stan przewlekły i można było nawet podejrzewać marskość wątroby. Nie było odpowiednich leków ( zresztą i teraz jest ich niewiele) a o przeszczepach wątroby chyba jeszcze nikt w świecie nawet nie słyszał. Dzieci chore przewlekle były jakby przedwcześnie dojrzałe mentalnie, piętno szpitalne odbijało się na ich psychice, miały mądrość i wiedzę starych ludzi. Po raz pierwszy się widziałam takie dzieci, na szczęście na tle innych leczonych w tym szpitalu było ich niewiele. Z tym problemem na wielką skalę spotkałam się później, gdy pracowałam w CZD . Tam większość hospitalizowanych pacjentów stanowiły dzieci przewlekle chore na nerki. Do tego nie można było się przyzwyczaić. Zawsze miałam ściśnięte serce….

Artykuł dr Chmielewskiej Jakubowicz.” Drugi szpital dziecięcy w Warszawie” ( 24 )

Artykuł dr Marii Barbary Chmielewskiej Jakubowicz zatytułowany „ Drugi szpital dziecięcy w Warszawie „ został opublikowany w tomie CXXXIV nr 2/ 1998 „Pamiętnika Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” . Jest to rocznik zarządu Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego który ukazuje się od 1837 roku.

Ponieważ to czasopismo  jest dostępne w necie jedynie odpłatnie, zamieszczam  w tym blogu cały tekst artykułu, dzieląc go na jakby zamknięte tematycznie odcinki. Na zakończenie, jeśli mi się uda, podam całość w jednym wpisie…

 Oto ciąg dalszy… Poprzednie odcinki można znaleźć w tym blogu w zakładce „ Artykuł dr Chmielewskiej Jakubowicz”.

 

 

 

 

 

 

Cz.24

 

 

  <<….   W innych oddziałach szpitala zmieniali się ordynatorzy, zmieniał się też profil oddziałów w miarę potrzeb epidemiologicznych. Wraz z rozwojem szczepień ochronnych jedne choroby zaczęły wygasać ( koklusz, dyfteryt, polio) , pojawiały się natomiast nowe problemy, jak wzrost zachorowań na wirusowe zapalenie wątroby w.z.w. ( żółtaczkę zakaźną), zapalenie opon mózgowo- rdzeniowych , salmonellozy. Niektóre oddziały zamykano, uruchamiając w razie potrzeby nowe. I tak dawne oddziały dla kokluszu i dyfterytu zamieniono na oddział dla chorych na w.z.w. , a oddział dotychczasowy dla polio- na oddział neuroinfekcji. W oddziale dla w.z.w. zmieniali się często ordynatorzy. Początkowo kilkanaście łóżek prowadziła dr Barbara Jaroszyńska. Potem dr Maria Rossa- po kursie szkoleniowym w Pradze Czeskiej, wprowadziła metody diagnostyczne  i lecznicze, kontrole i dietę, wypracowane przez klinicystów czeskich. Po niej przez krótki okres była ordynatorem dr Aleksandra Kulesza, a następnie , również krótko, doc. dr med. Aniela Marks- Zakrzewska ( drugi dyrektor). Częste zmiany kierowników nie sprzyjały ciągłości pracy. Dopiero gdy w roku 1961 oddział w.z.w. objęła dr Halina Oziemska, prowadziła go bez przerwy ponad 30 lat.

    Wobec nasilających się nadal zachorowań dzieci na w.z.w. zaszła konieczność otwarcia drugiego oddziału, na 38 łóżek, którego ordynatorem został dr med. Ryszard Dębski. Oddzielono salki dla chorych na w.z.w. A i w.z.w. B.

      Po odejściu dr med. D. Łukaszewicz do Instytutu Matki i Dziecka oddział neuroinfekcji prowadziła dalej dr med. Anna Gecow, a następnie dr med. Monika Czachorowska, ordynator przez ponad 25 lat, jedyny lekarz szpitala, który ma trzy specjalizacje: pediatryczną, zakaźną i neurologiczną.

    Oddział zakażeń jelitowych ( biegunki, czerwonki, salmonellozy) ponad 30 lat prowadziła dr med. Zofia Truchanowicz. Przechodząc na emeryturę przekazała kierownictwo swemu wieloletniemu współpracownikowi, dr Andrzejowi Pelcowi.

         Dyrektorami szpitala byli kolejno:

    Dr Eugenia Pomerska 1953-1957

    Doc. Dr Aniela Marks- Zakrzewska 1957-1961

    Dr Witold Gloksin 1961-1964

    Dr med. Halina Oziemska 1964-1977

    Dr Barbara Artman- Przetakiewicz 1977-1979

    Dr med. Halina Oziemska ( ponownie) 1979- 1982

    Dr med. Ryszard Dębski od r. 1982; jest dyrektorem kierującym tą placówką najdłużej ze wszystkich swoich poprzedników, a zarazem ordynatorem oddziały w.z.w. ( przypis red.- ten artykuł opublikowano w 1998 roku)

     Pierwszą przełożoną pielęgniarek była siostra Janina Drągowska, która ustawiła od początku pion pielęgniarek w systemie trójzmianowym oraz obsadę izby przyjęć. Drugą przełożoną pielęgniarek była siostra Alina Oziębło; obecnie przełożoną jest siostra Zofia Wielbut. ( dane z 1998 roku- przyp. red). Istnieje stała, ścisła współpraca z pielęgniarkami oddziałowymi oraz z pracującymi w przychodni przyszpitalnej….>>

   

Artykuł dr Chmielewskiej Jakubowicz.” Drugi szpital dziecięcy w Warszawie” ( 22 )

Artykuł dr Marii Barbary Chmielewskiej Jakubowicz zatytułowany „ Drugi szpital dziecięcy w Warszawie „ został opublikowany w tomie CXXXIV nr 2/ 1998 „Pamiętnika Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” . Jest to rocznik zarządu Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego który ukazuje się od 1837 roku.

Ponieważ to czasopismo  jest dostępne w necie jedynie odpłatnie, zamieszczam  w tym blogu cały tekst artykułu, dzieląc go na jakby zamknięte tematycznie odcinki. Na zakończenie, jeśli mi się uda, podam całość w jednym wpisie…

 Oto ciąg dalszy… Poprzednie odcinki można znaleźć w tym blogu w zakładce „ Artykuł dr Chmielewskiej Jakubowicz”.

 

 

 

Cz. 22

 

 

<<….Profesor Bogdanowicz przeegzaminował lekarzy szpitala i nadał im specjalizacje w zakresie chorób zakaźnych. Tak więc wszyscy ordynatorzy i niektórzy asystenci mieli podwójną specjalizację. Oddziałami  w początkowym okresie kierowali: dr Halina Oziemska- oddział dyfterytyczny, 30 łóżek; oddział polio- dr med. Danuta Łukaszewicz- Dańcowa, 38 łóżek; oddział obserwacyjny- dr Michał Kokoszko, 18 łóżek; oddział biegunkowy- dr med. Zofia Truchanowicz, 32 łóżka; oddział kokluszowy- dr Betty Mosler, 32 łóżka…..>>

 

 

 

Wymienioną tutaj dr Zofię Truchanowicz opisałam w części blogu traktującej o mojej ścieżce zawodowej. To ona, w 1975 roku jako wicedyrektor szpitala zaakceptowała moją kandydaturę na asystenta szpitala. Jej pogoda ducha, szeroki uśmiech, poskręcane kudełki a co najważniejsze sympatyczny kordialny sposób bycia i  życzliwość dla ludzi oraz wyraźna mądrość życiowa spowodowała, że ten szpital jawił mi się jako nie tylko ciekawa ale także przyjazna placówka.

    Z kolei wspomniana dr Halina Oziemska , która była dyrektorem szpitala  ostatecznie zadecydowała o przyjęciu mnie do pracy. Odbyła ze mną długą rozmowę zadając wiele ważnych pytań i czekała na odpowiedź z jakimś smutkiem a nawet mrokiem w oczach.   Była kobietą wysoką, szczupłą, ciemnowłosą , zasadniczą i poważną do bólu.  Budziła  we mnie szacunek pomieszany z  lękiem…. To w późniejszych latach jej sposób reagowania spowodował, że podjęłam decyzję zmiany pracy- to też opisałam w części blogu „ na medycznej ścieżce”….

Artykuł dr Chmielewskiej Jakubowicz.” Drugi szpital dziecięcy w Warszawie” (19)

Artykuł dr Marii Barbary Chmielewskiej Jakubowicz zatytułowany „ Drugi szpital dziecięcy w Warszawie „ został opublikowany w tomie CXXXIV nr 2/ 1998 „Pamiętnika Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” . Jest to rocznik zarządu Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego który ukazuje się od 1837 roku.

Ponieważ to czasopismo  jest dostępne w necie jedynie odpłatnie, zamieszczam  w tym blogu cały tekst artykułu, dzieląc go na jakby zamknięte tematycznie odcinki. Na zakończenie, jeśli mi się uda, podam całość w jednym wpisie…

 Oto ciąg dalszy… Poprzednie odcinki można znaleźć w tym blogu w zakładce „ Artykuł dr Chmielewskiej Jakubowicz”.

   

 

 

Cz.19

 

 

<<…..      Nadszedł dzień 1 sierpnia 1944 r., godzina „ W”, godz. 17.oo. I Klinika Uniwersytecka , mieszcząca się teraz przy ul. Siennej/ Śliskiej, stała się szpitalem powstańczym- taka była konieczność historycznej chwili.

    W dniu wybuchu powstania do szpitala zaczęli napływać ranni. Przed godziną „W” w bramie przy ul. Śliskiej został ranny niemiecki policjant; na teren szpitala przyniesiono go już martwego.

W tym pierwszym dniu lekarze wykonali 16 operacji. Chirurdzy pracowali w trzech zespołach : dr J. Kossakowski, dr W.Poradowska, dr Aryjski. Codziennie wykonywano ponad 30 operacji, nie licząc wielu zabiegów ambulatoryjnych. W ciągu 63 dni walk powstańczych lekarze wykonali ponad 1800 zabiegów operacyjnych. Liczby rannych i zmarłych nie można określić, gdyż nie zachowała się żadna dokumentacja. Systematycznie prowadzone przez dr Kossakowskiego notatki uległy spaleniu, zachowała się tylko jedna karta. Szpitalem powstańczym kierował nadal dyrektor dr Barański. Oprócz niego i wyżej wspomnianych chirurgów pracowali: dr Żabski, dr Kanabusowa, dr Gutkowska, dr Lenkiewicz – ginekolog, dr Biesiekierska i jeden lekarz Ormianin. Pielęgniarki z kliniki na Litewskiej oraz wolontariuszki przyuczone do najpotrzebniejszych prac mocną ręką trzymała siostra przełożona p. Budzińska.

      Stroną techniczną szpitala zajmował się inż. Arch. Leonard Tomaszewski- jako komendant OPL. Pomagał mu Włodzimierz Surewicz, sierż. Pchor „ Kotek”, który był łącznikiem między szpitalem a dowództwem zgrupowania „ Chrobry II”. „ Komando nieboszczycy” tworzyli: Jerzy Golla, bracia Janusz i Karol Lipińscy oraz Feliks Strąk, stolarz o złotych rękach, który wykonywał mnóstwo niezbędnych prac w szpitalu. Harcerze zajmowali się chorymi jako sanitariusze, chodzili na patrole zbierać rannych, na początku powstania oddawali krew ; potem , przy złym odżywianiu , nie mogli już dawać krwi. Kuchnia była wspólna dla rannych i pracowników szpitala. Jej zespół pracował bez przerwy. Żywiono się gotowanymi płatkami owsianymi. Harcerze przynosili- w warunkach bardzo niebezpiecznych- ziarno i mąkę z młyna przy ul. Prostej, a z ul. Ceglanej żywność- jak się później okazało, nie nadającą się do spożycia.

Przed obiadem pracownicy otrzymywali po kieliszku wina i tabletce cebionu.

Dla niemowląt działała kuchnia mleczna. Skąd szpital dostawał dla dzieci kilka lub kilkanaście litrów krowiego mleka dziennie- pozostało tajemnicą.

Początki pożarów zdarzały się w szpitalu kilkakrotnie, były jednak tłumione błyskawicznie przez inżyniera Tomaszowskiego i zespół pomocniczy.

      Operacje odbywały się bez sterylizacji, konieczną wodę przynoszono pod kulami. Do operacji używano mokrej gotowanej bielizny. Ranni operowani przez chirurgów przeżyli, lecz zdarzało się, że po wyleczeniu umierali kilkakrotnie z głodu w następnych tygodniach. Oświetleniem przy operacjach były latarki i reflektory motocykla. Narkozę podawał stolarz Feliks Strąk. Otwieranie i zszywanie powłok brzusznych wykonywała studentka medycyny, Olearska. Ranni po zabiegach byli lokowani w mieszkaniach okolicznych domów. Na terenie szpitala zginęła tylko jedna osoba, p. Falska, urzędniczka. Poza nią nikt z personelu nie zginął. Wiele osób było chorych. Jedna osoba wyszła do Niemców z białą flagą.

    Niesłychanego bohaterstwa wymagała od personelu szpitalnego praca ponad siły, przy braku oświetlenia do operacji, gotowaniu bielizny, braku wody, gazu , leków, żywności, pod ciągłymi bombami i ostrzałem z sąsiednich ulic. Ludzie byli wyczerpani, wygłodniali, wycieńczeni. Na specjalne podkreślenie zasługuje bohaterstwo grupy harcerzy, którzy z poświęceniem wykonywali najbardziej niebezpieczne prace pomocnicze, jak noszenie wody, transport żywności, odgrzebywanie rannych spod gruzów oraz w przerwach między nalotami chowanie oznakowanych zwłok w ogródku szpitalnym. Cmentarz wokół budynków wciąż się powiększał…..>>

     

 

   

Wśród nazwisk znakomitych  , znanych też po wojnie, w większości potem już profesorów autorka artykułu wymienia doktora Lenkiewicza. Jest to Ojciec mojej bliskiej koleżanki ze studiów- Heleny. Helena opowiadała, że w czasie powstania, jej mama była w ciąży. Rodzice mieszkali na jednym z górnych pięter  dużej kamienicy przy ul. Siennej, dokładnie naprzeciwko szpitala. Mama spędzała całe dni i noce stojąc w oknie i obserwując odsłonięte okna szpitalne. Ponieważ sale operacyjne mieściły się nisko, widok miała całkowity i przerażający. Jej mąż, dr Lenkiewicz praktycznie nie wracał do domu…gdy się urodziło ich pierwsze dziecko, synek, na chwilę byli szczęśliwi. Niestety po kilku latach dziecko zmarło. Po wojnie urodziły się im dwie córki, w tym moja Helena. Zamieszkali w Pabianicach, gdzie ojciec był ordynatorem ginekologii miejscowego szpitala i gdy już miał ponad 80 lat, stale przychodziły do niego pacjentki, wierząc , że pomoże. I pomagał…Rodzinne medyczne tradycje podtrzymuje dwoje bardzo zdolnych  dzieci Heleny…

 

Artykuł dr Chmielewskiej Jakubowicz.” Drugi szpital dziecięcy w Warszawie” (17)

Artykuł dr Marii Barbary Chmielewskiej Jakubowicz zatytułowany „ Drugi szpital dziecięcy w Warszawie „ został opublikowany w tomie CXXXIV nr 2/ 1998 „Pamiętnika Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” . Jest to rocznik zarządu Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego który ukazuje się od 1837 roku.

Ponieważ to czasopismo  jest dostępne w necie jedynie odpłatnie, zamieszczam  w tym blogu cały tekst artykułu, dzieląc go na jakby zamknięte tematycznie odcinki. Na zakończenie, jeśli mi się uda, podam całość w jednym wpisie…

 Oto ciąg dalszy… Poprzednie odcinki można znaleźć w tym blogu w zakładce „ Artykuł dr Chmielewskiej Jakubowicz”.

   

 

 

Cz.17

 

 <<….   Szpital przy ul Śliskiej od 12 sierpnia 1942 roku stał więc pusty, z umeblowanymi salami, z aparaturą rentgenowską, z urządzonym laboratorium i salą operacyjną. Brakowało drzwi, okien i były brudy. Na przełomie 1942/ 1943 był „ ziemią niczyją”….>>