Artykuł dr Chmielewskiej Jakubowicz.” Drugi szpital dziecięcy w Warszawie” (19)

Artykuł dr Marii Barbary Chmielewskiej Jakubowicz zatytułowany „ Drugi szpital dziecięcy w Warszawie „ został opublikowany w tomie CXXXIV nr 2/ 1998 „Pamiętnika Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” . Jest to rocznik zarządu Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego który ukazuje się od 1837 roku.

Ponieważ to czasopismo  jest dostępne w necie jedynie odpłatnie, zamieszczam  w tym blogu cały tekst artykułu, dzieląc go na jakby zamknięte tematycznie odcinki. Na zakończenie, jeśli mi się uda, podam całość w jednym wpisie…

 Oto ciąg dalszy… Poprzednie odcinki można znaleźć w tym blogu w zakładce „ Artykuł dr Chmielewskiej Jakubowicz”.

   

 

 

Cz.19

 

 

<<…..      Nadszedł dzień 1 sierpnia 1944 r., godzina „ W”, godz. 17.oo. I Klinika Uniwersytecka , mieszcząca się teraz przy ul. Siennej/ Śliskiej, stała się szpitalem powstańczym- taka była konieczność historycznej chwili.

    W dniu wybuchu powstania do szpitala zaczęli napływać ranni. Przed godziną „W” w bramie przy ul. Śliskiej został ranny niemiecki policjant; na teren szpitala przyniesiono go już martwego.

W tym pierwszym dniu lekarze wykonali 16 operacji. Chirurdzy pracowali w trzech zespołach : dr J. Kossakowski, dr W.Poradowska, dr Aryjski. Codziennie wykonywano ponad 30 operacji, nie licząc wielu zabiegów ambulatoryjnych. W ciągu 63 dni walk powstańczych lekarze wykonali ponad 1800 zabiegów operacyjnych. Liczby rannych i zmarłych nie można określić, gdyż nie zachowała się żadna dokumentacja. Systematycznie prowadzone przez dr Kossakowskiego notatki uległy spaleniu, zachowała się tylko jedna karta. Szpitalem powstańczym kierował nadal dyrektor dr Barański. Oprócz niego i wyżej wspomnianych chirurgów pracowali: dr Żabski, dr Kanabusowa, dr Gutkowska, dr Lenkiewicz – ginekolog, dr Biesiekierska i jeden lekarz Ormianin. Pielęgniarki z kliniki na Litewskiej oraz wolontariuszki przyuczone do najpotrzebniejszych prac mocną ręką trzymała siostra przełożona p. Budzińska.

      Stroną techniczną szpitala zajmował się inż. Arch. Leonard Tomaszewski- jako komendant OPL. Pomagał mu Włodzimierz Surewicz, sierż. Pchor „ Kotek”, który był łącznikiem między szpitalem a dowództwem zgrupowania „ Chrobry II”. „ Komando nieboszczycy” tworzyli: Jerzy Golla, bracia Janusz i Karol Lipińscy oraz Feliks Strąk, stolarz o złotych rękach, który wykonywał mnóstwo niezbędnych prac w szpitalu. Harcerze zajmowali się chorymi jako sanitariusze, chodzili na patrole zbierać rannych, na początku powstania oddawali krew ; potem , przy złym odżywianiu , nie mogli już dawać krwi. Kuchnia była wspólna dla rannych i pracowników szpitala. Jej zespół pracował bez przerwy. Żywiono się gotowanymi płatkami owsianymi. Harcerze przynosili- w warunkach bardzo niebezpiecznych- ziarno i mąkę z młyna przy ul. Prostej, a z ul. Ceglanej żywność- jak się później okazało, nie nadającą się do spożycia.

Przed obiadem pracownicy otrzymywali po kieliszku wina i tabletce cebionu.

Dla niemowląt działała kuchnia mleczna. Skąd szpital dostawał dla dzieci kilka lub kilkanaście litrów krowiego mleka dziennie- pozostało tajemnicą.

Początki pożarów zdarzały się w szpitalu kilkakrotnie, były jednak tłumione błyskawicznie przez inżyniera Tomaszowskiego i zespół pomocniczy.

      Operacje odbywały się bez sterylizacji, konieczną wodę przynoszono pod kulami. Do operacji używano mokrej gotowanej bielizny. Ranni operowani przez chirurgów przeżyli, lecz zdarzało się, że po wyleczeniu umierali kilkakrotnie z głodu w następnych tygodniach. Oświetleniem przy operacjach były latarki i reflektory motocykla. Narkozę podawał stolarz Feliks Strąk. Otwieranie i zszywanie powłok brzusznych wykonywała studentka medycyny, Olearska. Ranni po zabiegach byli lokowani w mieszkaniach okolicznych domów. Na terenie szpitala zginęła tylko jedna osoba, p. Falska, urzędniczka. Poza nią nikt z personelu nie zginął. Wiele osób było chorych. Jedna osoba wyszła do Niemców z białą flagą.

    Niesłychanego bohaterstwa wymagała od personelu szpitalnego praca ponad siły, przy braku oświetlenia do operacji, gotowaniu bielizny, braku wody, gazu , leków, żywności, pod ciągłymi bombami i ostrzałem z sąsiednich ulic. Ludzie byli wyczerpani, wygłodniali, wycieńczeni. Na specjalne podkreślenie zasługuje bohaterstwo grupy harcerzy, którzy z poświęceniem wykonywali najbardziej niebezpieczne prace pomocnicze, jak noszenie wody, transport żywności, odgrzebywanie rannych spod gruzów oraz w przerwach między nalotami chowanie oznakowanych zwłok w ogródku szpitalnym. Cmentarz wokół budynków wciąż się powiększał…..>>

     

 

   

Wśród nazwisk znakomitych  , znanych też po wojnie, w większości potem już profesorów autorka artykułu wymienia doktora Lenkiewicza. Jest to Ojciec mojej bliskiej koleżanki ze studiów- Heleny. Helena opowiadała, że w czasie powstania, jej mama była w ciąży. Rodzice mieszkali na jednym z górnych pięter  dużej kamienicy przy ul. Siennej, dokładnie naprzeciwko szpitala. Mama spędzała całe dni i noce stojąc w oknie i obserwując odsłonięte okna szpitalne. Ponieważ sale operacyjne mieściły się nisko, widok miała całkowity i przerażający. Jej mąż, dr Lenkiewicz praktycznie nie wracał do domu…gdy się urodziło ich pierwsze dziecko, synek, na chwilę byli szczęśliwi. Niestety po kilku latach dziecko zmarło. Po wojnie urodziły się im dwie córki, w tym moja Helena. Zamieszkali w Pabianicach, gdzie ojciec był ordynatorem ginekologii miejscowego szpitala i gdy już miał ponad 80 lat, stale przychodziły do niego pacjentki, wierząc , że pomoże. I pomagał…Rodzinne medyczne tradycje podtrzymuje dwoje bardzo zdolnych  dzieci Heleny…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *