Artykuł dr Marii Barbary Chmielewskiej Jakubowicz zatytułowany „ Drugi szpital dziecięcy w Warszawie „ został opublikowany w tomie CXXXIV nr 2/ 1998 „Pamiętnika Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” . Jest to rocznik zarządu Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego który ukazuje się od 1837 roku.
Ponieważ to czasopismo jest dostępne w necie jedynie odpłatnie, zamieszczam w tym blogu cały tekst artykułu, dzieląc go na jakby zamknięte tematycznie odcinki. Na zakończenie, jeśli mi się uda, podam całość w jednym wpisie…
Oto ciąg dalszy… Poprzednie odcinki można znaleźć w tym blogu w zakładce „ Artykuł dr Chmielewskiej Jakubowicz”.
Cz.26
<<….. Przygotowywanie się do drugiego stopnia specjalizacji pediatrycznej nie było łatwe, ponieważ zgodnie z programem kierownika specjalizacji lekarz musiał być oddelegowany do kliniki, najczęściej przy ul. Litewskiej lub Działdowskiej, by odbyć 9-miesięczne szkolenie w zakresie kardiologii, nefrologii, pulmonologii dziecięcej. Należało zaliczyć trzy miesiące delegacji w klinice chirurgii dziecięcej, najczęściej w Instytucie Matki i Dziecka, a także trzy miesiące w oddziale noworodkowym w Klinice Położniczej przy ul. Karowej. Niektórzy musieli odbyć jedno- lub dwumiesięczną pracę w oddziale dermatologii dziecięcej.
Oczywiście w okresie” oddelegowania’ lekarz miał obowiązek pełnienia normalnych dyżurów w szpitalu macierzystym, a także obowiązek zdawania co miesiąc kolokwium u kierownika specjalizacji z poszczególnych działów pediatrii. Po zdaniu egzaminu przed komisją, składającą się z profesorów warszawskiej pediatrii, lekarz uzyskiwał specjalizację drugiego stopnia.
Część lekarzy opuszczała szpital, by poprawić swe warunki bytowe….>>
Oj wiem coś o tych trudach zdobywania specjalizacji. I nie pochłanianie ogromu wiedzy, studiowanie wielu podręczników przy normalnej pracy, dyżurach i obowiązkach domowych, nie zdawanie w końcu egzaminu ale oddelegowanie z macierzystego oddziału na wymagane staże było wielkim problemem. Muszę się przyznać, że część tych szkoleń odbywałam wirtualnie. Otóż mój ordynator podpisywał fikcyjnie lub szczątkowo odbyte staże albo tylko dyżury ludziom z innych oddziałów a z kolei ordynator stażysty podpisywał nam. Proceder ten nie był godny pochwały. Ale takie były realia.
I niestety , mimo, że od czasów kiedy ja zdobywałam specjalizacje minęły dziesiątki lat , nic się nie zmieniło w tym temacie…oddelegowanie jest takim problemem, że znam ludzi, którzy przez wiele lat nie są w stanie przystąpić do egzaminu specjalizacyjnego bo stale brakuje im niezbędnych szkoleń w oddziałach poza macierzystym….
