Magiczne miejsca z dzieciństwa. Miejsce nad śmietnikiem.
Z tego okresu wspominam podwórko z cherlawym bzem nad śmietnikiem.
Śmietnik , położony prawie centralnie , był w zamierzeniu ulokowany pod ziemią i przykryty metalową płaską pokrywą z otwieranymi okienkami. I pewnie tak wyglądał w czasach kiedy miasto należało do Niemców. Jednak w wydaniu Polski komunistycznej wypełniał się śmieciami po wręby i wyrastał wysoko ponad poziom, stanowiąc dla nas, dzieci szczególnie interesujące miejsce. Lokowałyśmy się z Bajką, przyjaciółką serdeczną, na konarach bzu i wpatrywałyśmy się w tę cuchnącą górę bawiąc się przy okazji, która z nas wypatrzy coś ciekawszego. A bywały tam przeróżne skarby. Różne kawałki chleba ciekawie pokryte wzorami z pleśni, które próbowałyśmy rozszyfrowywać . Najczęściej owe wzory przypominały nowe lądy, co pachniało tajemnicą podróżniczą ale także nagle wyłaniał się zarys jakiegoś zwierzaka czy śmiesznego ludzika. Bywało, że zauważyłyśmy pojedynczy but na wykrzywionym obcasie. A więc od razu przypominałyśmy bajkę o Kopciuszku z zagubionym butem i Królewiczem. Czasami w papierzydłach zaszeleścił najprawdziwszy wąsaty i łysogoniasty stwór. Potem się dowiedziałyśmy, że był to szczur, stały mieszkaniec śmietnika.
Gdy już wyczerpałyśmy tematy związane ze znaleziskami na śmietniku, zajmowałyśmy się zrywaniem dorodnych liści bzu z których wyrywałyśmy różnokształtne dziurki, uzyskując wspaniałe serweteczki, nieomal takie, jakie wyszywała moja Mama.
