Poszukiwanie miejsca na ziemi
Rodzice od razu rozpoczęli dyskusję co dalej począć.
Tato już miał propozycję pracy w Warszawie, gdyż tam przybył bezpośrednio po wojnie jego pomagier w pracach projektowych, pan Balicki, który został wiceministrem komunikacji.
Któregoś dnia Mama się zebrała, załatwiła zastępstwo w szkole i pojechali do Warszawy. Jak wyglądała stolica tuż po wojnie nie muszę pisać.
Gdy Mama ujrzała straszliwie zniszczone miasto, od razu rzekła, że ma w sercu ruinę i mieszkać w ruinach nie chce. Tata też się nie kwapił, gdyż była tylko możliwość niezłej pracy, ale żadnych widoków na mieszkanie.
Dość podobnie wyglądał spalony Wrocław, który obejrzeli podczas kolejnej wyprawy w poszukiwaniu miejsca na ziemi. Tam już mieszkali kuzynowie taty- Dzierżyńscy z matką- Walerką, starszą siostrą Staśki, matki Ojca. Oni jakoś się tam już zaadoptowali, mieli nawet ładne duże mieszkanie, ale Rodzice nie chcieli tam mieszkać.
Pojawiła się kolejna propozycja – nie wiem dokładnie, kto proponował. Może to Nowiccy- tak to na pewno oni się odezwali z Gorzowa. MaryniaNowicka była jedyną córką siostry mojej Babci- Staśki, czyli kuzynką Taty. Nowiccy przybyli do Gorzowa wcześnie, zajęli ładne mieszkanie a właściwie pół poniemieckiej pięknej wilii , mąż Maryni- Władek, pracował w urzędzie, który się zajmował dysponowaniem poniemieckich mebli. Oczywiście sobie zorganizował też niezłe. Potem się dowiedział o możliwości pracy dla Ojca, oczywiście na ukochanej kolei i zaprosił Rodziców do Gorzowa. Jak długo trwały te wszystkie przymiarki, nie wiem. Jednak chyba i tak krótko jak na tamte czasy, gdzie sposób komunikowania się ludzi polegający chyba jedynie na korespondencji listownej, ale może jednak już były czynne telefony.
W efekcie Rodzice wylądowali w Gorzowie już w końcu 1946 roku.
