Losy moich Rodziców. Powrót Taty.

Powrót Taty

 

I wreszcie nadchodzi ten moment. Tak długo wyczekiwany, wyśniony po nocach. Ale to tylko moja interpretacja tych wydarzeń. Tak naprawdę nie wiem co czuje Mama, brat na pewno się cieszy- bo o tym napisał kiedyś w liście do mnie. Czy Mama czuje się na siłach, by podjąć nowe życie z tym człowiekiem, który właściwie stał się Jej obcy? Nigdy Mama o tym nie wspominała, a ja nie pytałam. Zresztą wówczas, gdy dorosłam do zadawania takich pytań, już tak wiele się działo w naszym życiu, że odpowiedź byłaby na pewno przefiltrowana przez gęste sito minionych lat.

Tak więc Tato wraca z obozowej tułaczki i po rocznym pobycie w Niemczech. Po rocznych lękach , niepewnościach i rozważaniach, o tym co go czeka w kraju, gdyż wieści o  prześladowaniach władz komunistycznych  a nawet aresztowania ludzi przybywających z Zachodu ( a on przecież był na Zachodzie) docierały do nich wszystkich, zgromadzonych tam wojennych rozbitkach.

I teraz wreszcie wysiada z pociągu i staje nieruchomo na peronie dworca w Bielsku. Jest blady i wyniszczony 6 letnim pobytem w obozie koncentracyjnym.

Na dworcu czeka na niego kobieta z nastoletnim chłopakiem.  Z trudem rozpoznaje znajome rysy, jakże inne niż zapamiętane z młodości. Widzi przed sobą  posiwiałą kobietę i jakiegoś chłopca , którego teraz trudno byłoby nazwać Nieniuś. Pisząc listy z obozu tak go nazywał, pewnie dziecko samo tak na siebie mówiło wtedy, gdy odjechał. Teraz to jest Zenon, wyrostek o pięknych oczach, które mu zostały do końca życia. Płonących , rozjarzających się światłem oczach  naszej Matki…

Mama stargana wojennymi przeżyciami, po stracie  dziecka – Wacusia, którego jej mąż nie znał, osiwiała w ciągu jednej nocy.

Pewnie Tata jest zdziwiony, ale oczywiście wrażenie pokrywa swoim zwykłym łagodnym uśmiechem. Ale w głowie  kołacze się jedna myśl. Co się z nami stało. ?  Gdzie się podziała jego hoża góralka  z pięknym uśmiechem, która powodowała przyspieszone bicie serca. Kiedy to było?- kiedyś było….

Może mimo wszystko tulą się do siebie. Może Mama w końcu wydobywa z siebie dawny uśmiech, nie wiem.

Może jednak powitanie jest chłodne,  oficjalne, bo przy świadkach, na oczach Jej zaciekawionych  braci.

Jadą bryczką do Godziszki, trzymają się za ręce, Zenon pomiędzy nimi uszczęśliwiony i jeszcze nie zdający sobie sprawy jak trudno będzie dalej…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *