Na medycznej ścieżce. Gabinet w Oddziale Neuroinfekcji…

Gabinet w Oddziale Neuroinfekcji

 

Doskonale pamiętam nasz gabinet w Oddziale Neuroinfekcji nieistniejącego już Szpitala im. Dzieci Warszawy przy ul Siennej/ Śliskiej, w którym pracowałam od 1975-1981 roku.

Na stosunkowo niewielkiej powierzchni rezydowałyśmy tam wszystkie.

Pod oknem siedziała piękna i eteryczna blondynka o wielkiej sile charakteru – dr Romualda Szlachetko. To ona, w tych trudnych warunkach, gdzie tyle się działo, dziergała doktorat. Promotorem była Prof. Niżnikowska z Dziekanowa, bo nasz szpital nie miał uprawnień do prowadzenia doktorantów.

 Nie zapomnę, jak sumiennie siedziała za biurkiem prowadząc starannie historie choroby pacjentów, uciszając nas , gdy chciałyśmy pogadać .Potem znikała w miniaturowej szatni, gdzie zgromadziła mnóstwo historii chorób wypisanych już pacjentów i na ich podstawie opracowywała materiał kliniczny swojego doktoratu. Jej męża , nazywaliśmy docentem od tulipanów, bo pracował naukowo w jakimś Instytucie , prawdopodobnie przedmiotem jego badań były właśnie tulipany. Szkoda, że nie dowiedziałam się szczegółów tej pracy, bo na pewno była ciekawa.

Na  wprost niej rezydowała  dr Zosia Madejczyk, o której już dużo napisałam,  a  po lewej , bliżej  wejścia Hania Peńsko.

O Hani opowiem niebawem, bo była dla mnie bardzo ważna. Spokojna, wrażliwa bardzo zaangażowana w życie i zdrowie pacjentów, pedantyczna,  była dla mnie wsparciem nie tylko w pracy ale i w domu.

   A naszym gabinecie , tuż obok drzwi rezydowała Anula Ipnarska. O niej napisałam całe tomy wspomnień. 

Ja siedziałam tyłem do wszystkich, kątem oka mogłam obserwować śliczną zapracowaną dr Romę, z drugiej strony widziałam wejście do gabinetu a na wprost było biurko, które czasami zajmowała  uwielbiana przez nas dr Czachorowska. Wprawdzie miała swój gabinet, ale bywała z nami na porannym omawianiu dzieci i czasami później.

Wszystkie miałyśmy służbowe czarne wełniane peleryny na pięknej kraciastej barwnej podszewce.

Były potrzebne w czasie dyżurów, gdyż wędrówka do Izby Przyjęć , zwłaszcza nocą i w kopnym śniegu powodowała szczękanie zębów. A dodatkowo były naprawdę twarzowe i malownicze.

Wyjątkowo ładnie wyglądała w swojej pelerynie  dr Roma, gdyż wielokrotnie w zimnawym gabinecie, siedząc pod wielkim i nieszczelnym oknem, marzła. Zawijała się w nią uroczo i przypominała piękną bohaterkę jakiś romantycznych filmów.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *