Na medycznej ścieżce. Pożegnanie poradni.

Pocztą pantoflową  dowiedziały się o moim odejściu , moje pacjentki, dobrotliwe babcie. Przychodziły, składały jakieś podarki, m. in, dostałam kwiaty wyhodowane w doniczkach. Te bluszcze długo rosły pięknie w naszym mieszkaniu, ale przy jakimś remoncie  umarły śmiercią naturalną.

Żal mi było moich pacjentów. Zżyłam się z nimi.

Dlatego żegnałam się nieomal ze łzami  w oczach, chociaż w gruncie rzeczy miałam uczucia ambiwalentne, gdyż też byłam dumna, że wspinam się na wielką drabinę zawodową.

Część moich podopiecznych mi gratulowała, że idę w świat, część wyrażała żal, że mnie nie będzie.

Miałam wrażenie, że zamykam jakiś rozdział w moim życiu.

Tak zresztą było.

Jednocześnie zostawało poczucie, że był to kawał ciekawej ważnej roboty.

Tutaj nauczyłam się wielu rzeczy.

Nie bałam się kontaktów z ludźmi, jednoosobowej odpowiedzialności i otrzymałam od pacjentów niezłą lekcję życia.

Opuściłam mój ładny gabinet, kierownik niespodziewanie pożegnał mnie pękiem ładnych kwiatów i pomaszerowałam przed siebie……

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *