Do innych ciekawych znajomych z okresu mojej pracy w rejonie należał pan Pączkowski.
Wtedy był w średnim wieku, wysoki, szczupły. Gdy wchodził do gabinetu zachowywał się jak lord.
Miał jakieś problemy z oskrzelami, więc wpadał na rutynowe badanie a raczej po recepty na stale używane leki.
Po kilku wizytach wyznał, że pracuje w Pagarcie. Chyba nie piastował tam jakiegoś znacznego stanowiska, ale zaproponował protekcję. Gdy się dowiedziałam na czym ma ona polegać, ucieszyłam się i poczułam się nieomal wyróżniona.
Otóż ten pan załatwił nam, lekarzom z tej poradni tzw. dyżury lekarskie na spektaklach w Teatrze Wielkim. W zamian za czuwanie nad zdrowiem artystów i ludzi na widowni, otrzymywaliśmy dwa darmowe bilety na określony spektakl. Gdyby się coś działo, należało podążać do akcji i dlatego nasze miejsca na widowni były korzystnie położone. Blisko sceny, bo z brzegu 10 rzędu amfiteatru.
A czasie moich dyżurów na szczęście nie działo się nic złego, widać czuwał nade mną mój Anioł Stróż.
Jakieś skręcenie nogi baletnicy, chrypka śpiewaczki, czy skok ciśnienia tętniczego dyrygenta.
Lubiłam te dyżury….
