W Bielsku czekała ich jeszcze jedna przesiadka do pociągu do Łodygowic.
U celu podróży koleją czekał brat- Szczepan i wystrojoną świątecznie bryczką dowiózł towarzystwo do domu rodzinnego dziadków.
Jakoś pewnie nic szczególnego tam się nie działo, bo Mama nie wspominała tamtych czasów.
Myślę, że Jej pozycja w domu rodzinnym była już zupełnie inna.
Była samodzielna, zarabiała całkiem nieźle, umiała się ubrać.
Po wcześniejszym bardzo skromnym trybie życia, uznała, że należy dbać o siebie. Dość często bywała w Wilnie, odwiedzając męża i tam zaopatrywała się w kapelusze i piękne suknie.
Teraz w Godziszce pewnie błyszczała.
Pozbyła się akcentu, którym mówiły moje ciotki , miała skrystalizowany pogląd na świat i pewnie udzielała porad rodzeństwu.
Pewnie tak było, bo całkiem niedawno jedna z kuzynek , która mieszka stale w górach wspominała z dwuznaczna miną, że ciocia zawsze usiłowała ich wychować.
Myślę, że tak było, miała do tego prawo a jak to zostało odebrane, to druga strona medalu….
