W czasie podróży Zenon bardzo się zaprzyjaźnił z panem siedzącym obok.
Ucinali sobie pogawędki, tak jak to trzylatek i poważny pan potrafią.
Podróż mijała spokojnie.
Ale w pewnej chwili sąsiad ów wyjął pudełeczko, a w nim dorodne truskawki.
Był to niewątpliwy rarytas.
Zenonowi zabłysły oczęta, skwapliwie skorzystał z propozycji poczęstowania się.
Zjadł kilka owoców, a gdy pan zamierzał ułożyć to pudełko na półce nad głową, Zenon zaprotestował.
Oznajmił, że on wprawdzie się najadł, ale jego mamusia na pewno też ma ochotę na te smakołyki.
Mamusia wprawdzie się krygowała, ale w końcu zjadła jedną truskawkę, dziękując wylewnie. Po godzinie zauważyła na buzi synka czerwone grudy, których liczba niezwykle dynamicznie wzrastała.
Po kilku chwilach dziecko wyglądało jak wielka truskawka.
Mama wpadła w panikę.
Nigdy czegoś podobnego nie obserwowała u Zenona.
Na szczęście jeden z panów zajmujących miejsce w tym samym przedziale okazał się lekarzem. Wyjaśnił, że na pewno mały ma uczulenie na truskawki i wydobył jakiś lek- prawdopodobnie wapno- , który komisyjnie rozpuszczono w wodzie wydobytej z butelki wiezionej przez moją zapobiegliwą Mamę.
Po jakimś czasie wysypka zaczęła blednąć.
Wszyscy odetchnęli.
W tak to urozmaicony sposób minął czas podróży i niebawem zakomunikowano, że pociąg zbliża się do celu.
Mama wiedziała, że ma teraz przesiadkę do Bielska.
Już kiedyś pisałam, że pociąg z Wilna docierał na stację Warszawa Wileńska, która znajdowała się za Wisłą.
Należało przemieścić się na drugą stronę rzeki i pokonać kawał miasta do Dworca Warszawa Główna. Z tego dworca odjeżdżały pociągi do różnych miast polskich położonych po lewej stronie Wisły , w tym do Bielska.
Ponieważ Mama już miała opracowany plan podróży, więc bez emocji, po wytoczeniu się na peron wezwała dorożkę .
Pewnie pomogli jej usłużni panowie, towarzysze podróży.,
Po ulokowaniu bagaży oraz syna Mama zasiadła w eleganckim pojeździe .
Zenon był wniebowzięty, gdyż koń i pojazd budził jego wielki zachwyt.
Postanowił podróżować stojąc na stopniu- progu pojazdu.
I żadne łagodne perswazje Mamy nie pomagały.
Ale w końcu pan dorożkarz przejął władzę . Siedział przed nimi na wysokim koźle. Nagle odwrócił się i pokazał marsową minę. Nie musiał nawet nic mówić, bo wszystko zadziałało jak należy.
Mój braciszek zamilkł i potulnie jak baranek usiadł obok Mamy .
Po chwili był już tak zajęty obserwowaniem jadących obok samochodów , że zapomniał o swoim pomyśle.
I tak to w wytworny sposób przemierzyli miasto stołeczne.
