Mój najstarszy brat- Zenon. Zdjęcie z rodzinnego albumu, opisane ręką Taty.
W maju 1934 roku przyszedł na świat ich pierwszy syn.
Poród trwał kilka dni.
Dziecko urodziło się sine, ale wkrótce żwawo krzyczało.
Było silne, duże i barczyste.
Nadano mu na imię Zenon.
Ojciec przyjechał, obejrzał syna, nawet się wzruszył i wrócił do Wilna, do pracy.
Chłopak rósł .
Kilkuletni brzdąc wychodził do pobliskiego lasu i wracał przynosząc opowieści o wspaniałej leśnej ciszy i urodzie roślin.
Mama widziała, że chłopiec ma talent, umie obserwować świat i dostrzegać jego piękno.
Ale w cichości się niepokoiła nadwrażliwością syna i swoistego rodzaju egzaltacją.
Był bardzo grzecznym dzieckiem, posłusznym , zaprzyjaźnionym z ludźmi.
Wyobrażała sobie kim zostanie w przyszłości.
Tym dotkliwiej przyjmowała wszystkie późniejsze kłopoty i porażki życiowe swojego pierworodnego.
Wyrastałam w takiej atmosferze, wiedziałam, że to dziecko jest dla niej wszystkim.
Mając trzy lata mówiłam, nieco zrezygnowana, że ja jestem tatusia a Mama ma Zenona.

