Na medycznej ścieżce. Dary od pacjentów.

Wśród darów otrzymanych od wdzięcznych pacjentów, były też pudełeczka na biżuterię. Różnej  wielkości, często kolorowe, zwykle drewniane, ale zdarzały się muszelkowe. Bawiły się nimi moje dzieci, niejednokrotnie przyskrzyniając sobie boleśnie paluszek pozostawiony pod pokrywką takiej skrzyneczki.

Ale jedno było szczególnie miłe i zapamiętane , bo zawierało dedykację. Było metalowe, z delikatnym wypukłym wzorem gałązkowo- kwiatowym i miało kształt serca . Po otwarciu pokazywało miękką aksamitną czerwoną wykładzinę , na której spoczywała karteczka z własnoręcznym króciutkim wpisem sympatycznej  pacjentki  „Serce sercu”.

   Były też inne podarunki , których nie można było odrzucić w obawie przed sprawieniem przykrości osobie obdarowującej.

Kiedyś jedna pani wyjęła z wielkiej torby jabłko i położyła na biurku. Certoliłam się, że nie powinna rozdawać, że powinna sama zjeść. Ale ona zameldowała mi, że ma dość, bo pani, u której pilnuje dziecka daje za dużo jabłek temu dziecku.

Pozostałam sama z dylematem, czy kazania jej prawić, czy co.

    Inne drobiazgi – podarunki to gipsowe pieski, misiaczki czasem omszałe czekoladki .

Sporadycznie zdarzały się  butelki z alkoholem, który potem zalegał w naszym barku czekając na jaką imieninową okazję. Na szczęście zdarzało się to rzadko, bo nie byłam tzw. zabiegowcem, czyli lekarzem, którego działanie przynosi natychmiast jakiś wymierny  efekt. Ale myślę, że jeśli chirurdzy otrzymują dużo takich butelek, to nic dziwnego, że część zawartości konsumują osobiście. Strach pomyśleć o skutkach….

Kiedyś dostałam nawet elegancką jak na ówczesne przaśne czasy butlę z brandy. Zaniosłam ją z namaszczeniem do domu. Właśnie zbliżały się imieniny Mirka. Gdy otworzyliśmy ją w tym dniu, okazało się że zawiera herbatę….do tej pory nie wiem jak zakwalifikować ten dar- żart to był czy jakiś niewinny przypadek….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *