Potem Mama opowiadała jak to było wieczorem , gdy po porodzie czekałam bezskutecznie na przybycie męża.
Było tak: Mirek długo nie wracał , ale to się nierzadko zdarzało, gdyż jego firma prowadziła budowy w terenie i często tam wyjeżdżał.
Ale gdy zadzwonił dzwonek do drzwi, Tato otworzył i ukazał się Mirek w całej okazałości. Wszedł wprawdzie na własnych nogach, ale podtrzymywany przez dwóch kolegów. Gdy zobaczyła go Mama, od razu skierowała ekipę do pokoiku, gdzie złożono młodego ojca na wygodnym tapczanie po czym zapadł on w głęboki rozkoszny chrapliwy sen.
No cóż, syna należało solidnie oblać.
To oblewanie opisał nawet syn Andrzeja Kalwasa , ówczesnego radcy prawnego w Kablobetonie, w swojej książce – był wtedy podrastającym chłopcem i stał ( jak pisze – zwyczajowo stojakował ) w oknie i widział gdy tego dnia jego ojciec wraca krętą drogą do domu.
Takie to były słodkie koleżeńskie czasy gdy rodziły się nam wszystkim dzieci …
Na szczęście w moim domu widziano Mirka w takim stanie tylko raz.
Synek przyszedł na świat 30 marca 1973 roku, jest zodiakalnym Baranem i nazywa się Marcin
