Uczennice Seminarium Nauczycielskiego pod Giewontem. Jest rok 1925. Zdjęcie z rodzinnego albumu, podpisane rękę mojego Taty.
W Seminarium są organizowane wycieczki w góry .
Beskidy , Tatry są na wyciągnięcie ręki. I na szczęście wyjazdy nie są kosztowne.
Potem wędrują górskimi szlakami, odziane w długie spódnice. Nie wiem jak to jest możliwe, że te spódnice nie przeszkadzają w pokonywaniu wspinaczki. Ale to takie czasy, gdy dziewczyny w spodniach to jedynie wyraz ekstrawagancji. Tak więc opatulone w swoje kreacje lądują na Giewoncie , co widać na załączonym zdjęciu. Na głowach mają obowiązkowe czapki z ładnym monogramem na czole.
Dziewczyny czekają na te wyprawy, nie straszne im trudy, bo widoki zapierające dech w piesiach dodają im skrzydeł.
Gdy córka mojej kuzynki, nauczycielka w szkole w Łodygowicach, miejscowości u podnóża Beskidu Małego , zapalona miłośniczka górskich wędrówek, zabiera młodzież ze swojej szkoły na kilkudniowe wyprawy, spotyka się z zarzutem rodziców, że dzieci są przemęczone po łażeniu w góry. Nawet trudno to skomentować. Czy to znak czasów? Nadopiekuńczość to czy głupota? Co wyrośnie z tych dzieci?

