Na medycznej ścieżce. Najstarsza córka…

Ciocia Leoszko  miała wewnętrzny spokój, łagodność i zostawiałam jej dziecko z pełnym zaufaniem.

Justyna była spokojnym dzieckiem, zawsze uśmiechniętym. Nawet sąsiadki z bloku powtarzały, że tak pogodnego dziecka nie widziały. Ciocia karmiła ją kaszą z mlekiem w obłędnych ilościach, ale też  bardzo gęstymi zupami . W efekcie dziecko stało się milutką baryłką i broniąc się przed tyciem obłędnym, często wymiotowała. Jednak bezpośrednio po tym, ciocia brała kolejną miskę z kaszą i po chwili triumfalnie meldowała, że dziecko zjadło z apetytem. Nie zwracałam na to uwagi. Wydawało mi się, że wszystko jest dobrze, że tak ma być. Wszak Ciocia wychowała już kilkoro dzieci.

W tamtych czasach nie było takiej świadomości i informacji na temat przekarmiania dzieci a o późniejszych zaburzeniach odżywiania polegających na anoreksji czy bulimii w ogóle nikt nic w Polsce nie wiedział.

Jeszcze w okresie dojrzewania Justyny nie orientowałam się , ani też moja Mama, że jej objadanie się, chowanie kanapek pod tapczanem , początkowe tycie, a potem powrót do dobrej sylwetki to przyczynek do podejrzeń, że dziecko ma bulimię. I gdy to  do mnie dotarło, znacznie już później, początkowo nie wierzyłam. Potem stanęłam twarzą w twarz z problemem i własną bezradnością.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *