Na medycznej ścieżce. Profesor Tadeusz Orłowski i jego metody.

Miałam szczęście  , by pierwsze zajęcia z interny odbywać w dwóch chyba wtedy najlepszych klinikach. U profesora Tadeusza Orłowskiego  uczyliśmy się nefrologii a kardiologii  w Klinice  Profesora Askanasa.

W I Klinice Chorób Wewnętrznych ponownie zobaczyłam sztuczną nerkę. Już kiedyś opowiadałam o tej metodzie leczenia i jej historii przy okazji omawiania zajęć z propedeutyki interny na Akademii Medycznej w Poznaniu. Tam widziałam pierwszą polską sztuczną nerkę wykonaną na wzorcu szwedzkiej, ale z bardzo licznymi cennymi rozwiązaniami inżynierów zakładów im. Cegielskiego. Kliniką poznańską kierował prof. Jan Roguski i w temacie wprowadzania do Polski tej niezwykle cennej metody leczenia jaką była dializa współpracował z prof. Tadeuszem Orłowskim. Obaj byli pasjonatami , bardzo aktywnymi ludźmi i oczywiście lekarzami wielkiej klasy.

Teraz właśnie miałam szansę poznać prof. Tadeusza Orłowskiego.

Był to bardzo wysoki szczupły pan, z ciemnymi włosami, okrutnie  surowym spojrzeniem spoza nieodłącznych okularów w groźnej czarnej oprawce. Gdy pojawiał się na horyzoncie kliniki wszyscy pierzchali i ukrywali się choćby w mysiej dziurze. Był ostry, wymagający i bezwzględny.

Prof. T. Orłowski miał zwyczaj omawiania pacjentów w swoim gabinecie.  O określonej godzinie zbierali się tam wszyscy lekarze kliniki i studenci. I byliśmy świadkami scen dla nas przerażających.

Profesor na szczęście nas ignorował, ale za to swoich asystentów  dosłownie maglował. Wyglądało to jak wielka profesorska popisówa , efektowny, chociaż mrożący krew w żyłach pokaz profesorskiej wiedzy i władzy.

Zbieraliśmy się w gabinecie profesora, studenci tłoczyli się pod ścianą i na znak dany przez profesora, jego asystent czy asystentka wychodził na korytarz, zapraszając czekającą za drzwiami pielęgniarkę w pacjentem na wózku.

I rozpoczynało się wielkie teatrum. Pacjent umieszczany był na kozetce i ów asystent dokonywał prezentacji chorego. Oczywiście długo i zawile przedstawiał zebrany wcześniej wywiad z jego wszystkimi elementami jak cała przeszłość rodzinna, niepokojące objawy i okoliczności wystąpienia pierwszych i kolejnych objawów i dalszy przebieg choroby , leczenia etc.

Pacjent w tym czasie leżał sobie na tej kozetce i albo drzemał, albo wpadał w zadumę.

Przy okazji omawiania poszczególnych chorych  profesor długo i detalicznie przepytywał  swoich asystentów z nieomal  całej medycyny , nie oszczędzając słów krytyki. Do tej pory zadziwiam się , jak  wytrzymały w zespole Pana Profesora  miniaturowe blondynki, jak np. obecna profesor  Lilianna Gradowska. Ileż siły było w tej  drobnej kruchej kobiecie. Spotkałam ją po bardzo wielu latach, miałyśmy wykłady – ona z nefrologii dorosłych a je dziecięcej w kilku miastach Polskich, m.in. w Siedlcach. Pozostała piękna, drobna i krucha….

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *