Odtąd tam był jej dom.
Gdzieś na dalekiej wileńszczyźnie został ich rodzinny uroczy drewniany wspólny domek w kwiatach. Czy przychodził do niej w snach? Czy w ogóle miała siły by śnić?
Pewnie w ogóle nie myślała o tym, bo toczyła walkę o przetrwanie swoje i dzieci.
Ileż hartu ducha miała w sobie ta kobieta? Ileż hartu ducha miały inne polskie, zwykle trochę rozpieszczone, wychuchane przez rodziców i współmałżonków kobiety z rodzin szlacheckich i zwykle zamożnych. Ale czy miały jakieś wyjście. Nie miały. Więc się przystosowały, zahartowały i dały radę.
