A to specjalnie dla Leszka – panorama Kutna – może się wzruszy i coś nam opowie o mieście swojego urodzenia , gdzie nadal trwa pamięć o Jego Rodzicach – Tata lekarz, Mama uczyła historii w LO ….
zdjęcie własne, może to my dawni jako te łany kwiatów ? 🙂
Jurek Marcinkowski przysłał mi to wielomówne zdjęcie 🙂 . Jednym słowem , cała prawda o naszych chłopakach 🙂
Leszek Milanowski teraz, zdjęcie z Facebooka . Fajnie wyglądasz, włos zachowany, okulary a za nimi Twój dawny uśmiech trochę przekorny i dobre oczy ….
a to Wasza koleżanka, Zosia , wtedy Łukaszewicz, może 16 letnia , a teraz nieposkromiona gaduła i gospodyni tego blogu 🙂
Jakoś dzisiaj mi śpiewa Sława Przybylska . „ Gdzie dziewczyny z tamtych lat…” i parafraza tytułu : „ Gdzie chłopaki z tamtych lat „ …. wprawdzie piosenka o czasach wojennych i o innych dziewczynach i chłopakach , ale cóż mogę na to poradzić. Ta piosenka weszła mi w głowę, i już … I jest rok 1965 i widzę nas przy stole w Anatomicum, i na korytarzu czy siedzących na schodach szerokich zawijających się pięknie . Nie mam zdjęcia tych schodów, kiedy będę w Poznaniu , nie wiem, może już nigdy. Ale ktoś mądrze powiedział Nigdy nie mów nigdy. Więc nie mówię i wierzę , że jednak kiedyś … a może tymczasem Jurek popełni fotografię i ją do mnie przyśle – bo bywa w Zakładzie Medycyny Sądowej – ale tak zajęty, że nie śmiem Go prosić o zdjęcie, tylko jedno zdjęcie schodów z drewnianą poręczą – na której kiedyś jakiś nasz kolega zjeżdżał ( może pamiętacie który ?, bo ja nie ) .
Właśnie nadchodzi Jurek Chłopak o sylwetce aktywnego sportowca, ważący słowa, chyba trochę nieśmiały, a może rozważający czy warto i do kogo warto coś powiedzieć . I wpada niewysoka energetyczna Irenka o migdałowych oczach wnosząc do Sali przygasającą wobec powagi miejsca falę swojego pięknego zaraźliwego śmiechu , którym na przerwach częstuje wszystkich , aż oni się chichrają, bo śmiech tam bardzo potrzebny jako przeciwwaga wszystkiego co się dzieje w Anatomicum . I oto chyba najbardziej spóźniony Leszek teraz wyciszony, ale nieustanny Wiercipięta – jasny chłopak z promiennymi rozjarzającymi się nagle oczami . I pewnie w innej grupie, w innej Sali Mariolka ze świetlistą burzą blond włosków – której nie zapamiętałam, ale poznałam teraz i jestem szczęśliwa.
Jesteśmy, żyjemy, żyją nasze słowa tu zapisane – w Pamiętnikach Jurka, Mariolki i Leszka oraz dawno temu wrzucone tu przeze mnie .
I nasze myśli wymieniamy i poznajemy się nawzajem. Chyba. Chyba się poznajemy. I dotarła do Grupy na Messengerze Ewa z Opola, która pokazuje nam urodę swojego miasta i z nami gawędzi jak z równymi, choć wiekiem jeszcze niedojrzała do emerytury nawet.
Wszystko między nami się dzieje w wirtualnej rzeczywistości. Czy tylko wirtualnej ? Nie, wszystko o czym sobie piszemy dzieje się w naszych sercach i umysłach. Bo znamy się od 18 roku życia – tylko Los nas porozdzielał – ja wyszłam za mąż i zmieniłam uczelnię po 3 roku studiów , czyli w 1968 ( już o tym wielokrotnie pisałam, więc nie chcę za dużo wyjaśniać ). Inni też pewnie na chwilę odeszli od siebie, bo już inne grupy, inne plany zajęć, czy wreszcie nowe sympatie, zauroczenia, problemy bo życie dynamiczne i stale podniecająco ciekawe ….
Ale ad niedawne nasze spotkanie – jedno muszę oznajmić – wprawdzie nikt z kolegów mnie nie poszukiwał, ba, pewnie nawet nie pomyślał ale to ja znalazłam Leszka na Facebooku bo nagle zatęskniłam za kolegami 🙂 i jakiś wewnętrzny imperatyw nie dawał mi spokoju i stało się. I znowu jesteśmy razem, jeszcze bardziej może niż kiedyś, bo każdy z plecakiem które życie napełniło. A co najważniejsze z wiedzą jak może być – bo doświadczenia życiowe nas nie ominęły, licznych ludzi spotykaliśmy na drodze – złych i dobrych, kochanych i obojętnych, i chyba już umiemy rozpoznać z kim nam jest dobrze. Zwyczajnie, dobrze.
I gdy widzę te przebłyski młodości w Waszych wypowiedziach – bo przecież wciąż jesteśmy młodzi choć trochę inaczej… raduje się moje serce ….
Hamuj, Klara, czyli Zosia muszę się skarcić, bo znowu się rozgadałaś, a miało być o tym, co napisał mi Leszek.
Po tej reprymendzie, której sama sobie udzieliłam, wracamy na ” tory” z Leszkiem w roli głównej .
Przed paroma tygodniami było tak. Jurek na naszej wspólnej „ platformie” messengerowej rzucił tajemnicze zdanie do Leszka oznajmiając, że czegoś się od Niego mógłby nauczyć. Oczywiście nastawiłam uszy zaciekawiona . Nie z powodu bym spodziewała się jakiś plotek, które mnie nie interesują – ale nauczyć się ? oj, ja też bardzo chętnie 🙂 I wtedy zapytałam Leszka , bo Jurek i tak by nie miał czasu wyjaśniać, czego się Jurek od Ciebie mógłby się nauczyć ? No i Leszek pofrunął z opowieścią :
Co do Jurka. Nie widzieliśmy się od studiów. Do 4-go roku byliśmy bardzo serdecznym przyjaciółmi. Jako prezes Chóru AM poprosiłem Go, aby został kierownikiem naszego obozu w Łagowie z ramienia ZSP. Oczywiście pieniędzy na wyżywienie było za mało, więc znalazły się „martwe dusze” które się zapisały, lecz na obóz nie pojechały. Jedliśmy za Nich. JUREK bardzo serio i odpowiedzialnie przejął się swoją rola i zabronił mi to rozliczać. Ja uważałem że skoro komuna nas oszukuje to ja mogę też dla dobra członków Chóru (40 osób). JUREK był legalistą, zresztą Jego Ojciec był kierownikiem Katedry Medycyny Sądowej. Z prawem za Pan brat. Nasze drogi się rozeszły. Spotkaliśmy się po pół wieku na pogrzebie mojej Cioci, prof. Kazimiery Milanowskiej, byłego Krajowego Konsultanta Rehabilitacji. Akurat szedłem z moimi obydwiema ( z obydwiema się rozwiodłem – pediatra i anestezjolog) byłymi Żonami pod ręką. Nie mógł zrozumieć jak to możliwe. Potem na stypie siedział w Ich towarzystwie i zobaczył, że można się wzajemnie szanować. Chyba dlatego teraz napisał, że czegoś się mógłby się ode mnie nauczyć.
Leszku Kochany !!!
1. Ponieważ w Twoim liście pojawiły się dwa wątki , najpierw ad pierwszy …
kopiuję fragment Twojej zamieszczonej tu opowieści :
Ja uważałem że skoro komuna nas oszukuje to ja mogę też dla dobra członków Chóru (40 osób).
Fajna filozofia życiowa, bezkompromisowość , logiczne uzasadnienie i działanie na rzecz innych – ciekawe, ile tamtego Leszka w Tobie zostało ? oj, sądząc po Twoich wypowiedziach jesteś taki sam jak wtedy….. to Piękne i Radosne…..
2. A na temat zadziwiającej nawet Jurka harmonii Rodzinnej i aktualnie już pozarodzinnej Leszka . Coś w tym jest – rozmyślam, czy to wielka praca Leszku, by byłe Żony mogły się zaprzyjaźnić – czy tak było kiedyś , gdy byłeś z tą Drugą ? – znałam taki przykład – ale – to chyba „ najwyższa szkoła jazdy” – nie chować urazy, ocalać prawdziwą Przyjaźń i oddzielać od „ złamanego serca” , nie wiem czy wybaczać – bo to najtrudniejsze, ale żyć i cieszyć dniem wspólnym który jest i tym który przychodzi, nie oglądając się wstecz ….
To nauka, którą nam przekazałeś Leszku, za którą dziękuję . Nauka Twoja Pierwsza, bo będą jeszcze inne. Ale też poparłeś to niezbitymi dowodami obserwowanymi przez Jurka na wspomnianym pogrzebie a także zamieszczonym w pierwszym rozdziale Twojego Pamiętnika przejmująco Pięknym i Czułym listem od córki …. Jesteś Wyjątkowy , Leszku – rozdajesz ludziom swoją energię i umiłowanie życia ….
3. A na koniec, po raz któryś tam przepraszam za gadulstwo. Ale tyle tematów mi się pootwierało za sprawą Kolegów i wszystkie chciały tu się znaleźć ….
Jeśli Komuś się nie podobało, albo zasnął w czasie czytania tego co „ wydziergałam „- niech napisze i Klarce czyli Zosi „ zmyje głowę „ 🙂
zdjęcie własne i własne podziękowania za to, że jesteście……








Zosiu, masz dar pisania ciekawie, wartko. Fajnie sie czyta.
Po pierwszym rozwodzie z D. ukladalismy sie chlodno, ale z porozumieniem dla dobra obu Corek. Regularnie co dwa tygodnie spedzalem weekendy z obiema, mlodsza byla ze mna przez pierwsze dwa lata, dopoki nie chciala wrocic do Mamy. Zawsze sprawdzalem im lekcje. Od poczatku widzialy rozwoj mojego zwiazku z E. Wspolne wakacje z wszystkimi dziecmi pod namiotem z ich mlodszym bratem, swieta, nauka plywania od wieku 1,5 roku zycia, kibicowanie zfobycia karty plywackiej w 5-tym roku zycia przez ich najmlodszeho brata. Podziwiam E. za pozbycie sie naturalnej zazdrosci i niecheci mimo poczatkowego naturalnego podburzania przez swoja Mame, zreszta wspaniala Babcie pozniej rowniez dla moich starszych corek. Przed drugim rozwodem zaproponowala mi mieszkanie u Niej gdzie teraz jest moj polski adres.
Wydaje mi sie, ze przyczyna takich ukladow bylo pozbycie sie nienawisci mimo poczatkowych trudnosci. Tolerancja dla drugiej strony,
Umozliwienie wyrobienia sobie u kazdego z czlonkow Rodziny wlasnego zdania wobec innych, unikanie ocen, zwlaszcza negatywnych. Pozytywne pozostawiac sobie samemu. Najwazniejsze to chyba nie przenoszenie wlasnych niecheci na dzieci, ochrona przed konfliktami doroslych, podazanie za potrzebami dzieci a nie za swoimi. Dzieci zawsze maja i kochaja jednakowo oboje rodzicow a jesli znajdzie sie na ich drodze tolerancyjny partner drugiej strony to same wybieraja wedlug wlasnego systemu ocen. Bolesna jest rywalizacja o dzieci miedzy rodzicami. Tylko dzieciom szkodzi. I tak kiedys same ocenia i wybiora lub pogodza sie z faktami.
Wielki na mnie wplyw wywarl przeczytany w liceum „Traktat o zyciu godziwym” Tadeusza Kotarbinskiego i jego definicja „opiekuna spolegliwego” – na ktorym mozna polegac. Polecam. nie zgadzam sie na publikacje calosci. Dodaje dla Ciebie pierwotna wersje.
Zosiu, masz dar pisania ciekawie, wartko. Fajnie sie czyta.
Wiesz, po pierwszym rozwodzie najwiekszym moim wrogiem byla moja Tesciowa. Z Danusia ukladalismy sie chlodno, ale z porozumieniem dla dobra obu Corek. Regularnie co dwa tygodnie spedzalem weekendy z obiema, mlodsza byla ze mna przez pierwsze dwa lata, dopoki nie chciala wrocic do Mamy. Zawsze sprawdzalem in lekcje. Od poczatku obie znaly Elzunie i teraz sa w wielkiej przyjazni. Same czasami przewijaly swoje mlodsze rodzenstwo a ich brat z drugiego malzenstwa Dany byl naszym gosciem. Jest wspanialym facetem. Wszyscy bylismy na Jego i za tydzien mojego syna weselu.
Wydaje mi sie, ze przyczyna takich ukladow bylo pozbycie sie nienawisci mimo poczatkowej niecheci i bolu. Tolerancja dla drugiej strony, Tesciowa na swym lozu smierci prosila mnie o Jej leczenie. Bylo spoznione. Druga Tesciowa mimo ogromnej kilkuletniej niecheci i buntowania swej corki przed nas ym rozwodem proponowala mi zamieszkanie u siebie. Jestem Jej wdzieczny. Zreszta nadal jestem u Niej w Polsce zameldowany.
Umozliwienie wyrobienia sobie u kazdego z czlonkow Rodziny wlasnego zdania wobec innych, unikanie ocen, zwlaszcza negatywnych. Pozytywne pozostawiac sobie samemu. Najwazniejsze to chyba nie przenoszenie wlasnych niecheci na dzieci, ochrona przed konfliktami doroslych, podazanie za potrzebami dzeci a nie za swoimi. Dzieci zawsze maja i kochaja jednakowo oboje rodzicow a jesli znajdzie sie na ich drodze tolerancyjny partner drugiej strony to same wybieraja wedlug wlasnego systemu ocen. Bolesna jest rywalizacja o dzieci miedzy rodzicami. Tylko dzieciom szkodzi. I tak kiedys same ocenia i wybiora lub pogodza sie z faktami.
Wielki na mnie wplyw wywarl przeczytany w liceum „Traktat o zyciu godziwym” Tadeusza Kotarbinskiego i jego definicja „opiekuna spolegliwego” – na ktorym mozna polegac. Polecam.
Zosiu, co do komentarza do Jurka to w zakonczeniu, prosze, nie pisz, ze „czegos sie ode mnie nauczyl” ale ze „czegos ode mnie mozna sie nauczyc”. umiesc gdzies notatke o „Trkatacie o zyciu godziwym” Tadeisza Kotarbinskiego i jego pojeciu „opiekuna spolegliwego” na ktorym mozna polegac
Przeczytalem w liceum i wywarla na mnie ogromny wyw. Polecam.