Kochani ! Po trzydniowej przerwie, aż trzydniowej J spowodowanej brakiem dostępu do swojego laptopa, szybciutko wracam do Pamiętników Kolegów .
Wybaczcie, że się powtarzam aż do znudzenia – ale może Ktoś tu zajrzy po raz pierwszy – więc krótkie wyjaśnienie . Otóż z Autorami zamieszczonych tu Pamiętników razem studiowaliśmy na Akademii Medycznej w Poznaniu od pamiętnego 1965 roku ( ja do 1968 – bo potem zmieniłam uczelnię na warszawską ) .
Już jest tu Pamiętnik Jurka Marcinkowskiego – przy okazji – Jurek – mam nadzieję, że jeszcze coś napiszesz 🙂 . Przecież znaliśmy się z Tobą dość dobrze, gdyż na drugim roku studiów uprawialiśmy wspólne marszobiegi po okolicach Poznania. – nie wiem czy pomnisz ? Jurek mieszkał w swoim rodzinnym domu przy ul. Dziewińskiej – którego nigdy nie widziałam – ale sobie wyobrażam jak musiał być piękny – skoro budowali go dla siebie i swojej trójki potomstwa , Jego Rodzice – ja na stancji – naprzeciwko Cmentarza – z gorzowską podwórkową ( ul. Kosynierów Gdyńskich 106 ) – przyjaciółką – Bajką. Napisałam, że Jurka znałam dość dobrze- oczywiście to iluzja tylko – bo kto zna dobrze Jurka ? – nie wiem – trudno się przebić poza jego wieloznaczny, zresztą uroczy wirtualny Uśmiech, którym obdarowuje zamiast odpowiedzi na pytanie ….
Co innego Leszek Milanowski – podaje nam siebie „ na tacy” – swoje serce i myśli na dłoni nam podaje . A może to też iluzja ? Nie wiem.
Jest też z nami na Messengerze, choć jak na razie ( mam nadzieję, że na razie ) nie chce tu gościć ze swoimi opowieściami z życia – Irenka z domu Dąbrowska – Dziewczyna –„ solistka Arii ze śmiechem „ – taką Ją pamiętam z Anatomicum – teraz czasem trochę złośliwości wrzuci – by nas „ ustawić do pionu „ – ale serce potrafi wielkie okazać – wiem – doświadczyłam – a życie miała nielekkie …..
I oczywiście Mariolka, czyli Maria J. Nowakowska, którą poznałam dopiero teraz i z tego powodu unosi mnie radość …
A na marginesie tego co napisałam, jeszcze podsumowująca myśl, która teraz do mnie przyszła i zmusiła bym ją też zamieściła – poznać Kogoś dogłębnie jest niemożliwością – bo nawet siebie zdefiniować jest trudem – tyle kompleksów , uczuć niespokojnych czy lęków, postaw wobec życia , sposobów dźwigania trudów , cieszenia się dniem – a nawet widzenia świata – prawdopodobnie każdy ( ja na pewno ) w sobie nosi – więc może lepiej nie „ rozdrapywać” i żyć pełnią danego nam kolejnego dnia, cieszyć się, że Ludzie dookoła są, żyją , można pogadać i jest fajnie.
Fajny jest każdy darowany wschód i zachód słońca i zieleń odradzająca się co roku i złoto rozsypująca jesienią ….
Z albumu Rodzinnego Marii J. Nowakowskiej – oto nasza Mariolka w całej okazałości – ta Dziewczynka stojąca na kamieniu z uniesionymi łapkami –
” zobaczcie jaka jestem duża ” i poniżej , już studentka z czasów, które opisuje ( wykadrowałam ) – w lewym dolnym rogu – choć nie sposób Jej nie rozpoznać – ta burzą jasnych włosów i Uśmiech !!! i w grupie kolegów na jakiejś wyprawie – chyba w górach – też z łatwością można Cię rozpoznać, Autorko Pamiętnika 🙂
Mam nadzieję – że po raz kolejny – Mariolko mi wybaczysz, że zajęłam tyle miejsca w Twoim Pamiętniku – a teraz ad rem – 🙂
Któregoś, pewnie następnego dnia – bo nasze listy wędrowały z szybkością światła – gdy zapytałam Mariolę, gdzie mieszkała w Poznaniu ( bo ja na stancjach ) – wpadła jej odpowiedź i cała świetna historia :
na studiach zazdrościłam wszystkim mieszkającym w akademiku
dlaczego ? mogli wracać kiedy chcieli, mieli swoje pieniądze
a mieszkając w domu (rodzice pracowali) słyszałam : dzisiaj ugotuj na…..
kup…..
….. dzisiaj nic nie planuj bo mamy pralnię na godz….
kieszonkowe dostawałam w ograniczonej ilości – przecież jedzenie masz w domu a bilety na koncerty w Filharmonii, do opery – tata ci załatwi
no to należało brać się do roboty
w naszej grupie była Jadzia Szpaderska – felczer która mieszkała na Rycerskiej blisko mnie (Grochowska) a pracowała też na Grochowskiej w gabinecie leków silnie działających
praca, ćwiczenia trochę kolidowały z zajęciami więc podszkoliła mnie i czasami wyręczałam ją w tej pracy albo w gabinecie albo też jeździłam do domów ….
…. z grupą studentów starszych lat jeździliśmy też do Lechii ( zakłady kosmetyczne – jak pomnę ) na Starołęce ok. 20 każdego miesiąca i zapisywaliśmy się do pracy na zmiany jakie nam pasowały ranne lub popołudniowe
praca polegała na „przeginaniu ” kartoników
kartony do proszku przychodziły mocno sprasowane w paczkach po 1000 należało z nich zrobić odpowiednie pudełka które maszyna stojąca za nami brała, podawała do tej która sypała proszek
po przyjściu do domu mydła nie potrzebowałam – pieniłam się cała a spłukanie tego z włosów było nie lada wyzwaniem
DAŁAM RADĘ
za pierwszą pensję kupiłam sobie płaszcz na Wrocławskiej
a w sezonie wiosna – jesień, kiedy tylko mogłam sędziowałam mecze LA ( oznaka sędziego leży w mojej szufladzie nadal )
wtedy startowała Szewińska, Kłobukowska, Sidło
czyli czas miałam bardzo wypełniony …
Mariolko kochana !
1. Ciekawe to o czym piszesz , bo ja np. w tym okresie nic nie robiłam poza studiowaniem – byłam zwyczajnym „pasożytem „ – wprawdzie potem to obijanie się nadrobiłam w trójnasób ( na 5 i 6 roku studiów rodziłam córeczki – więc mąż, dom, gotowanie , etc. ) , ale po raz pierwszy podjęłam pracę zawodową dopiero po studiach …
Brawo Mariolko Tobie ale też Twoim Rodzicom – za sposób wychowania – przecież pewnie byłoby Ich stać na tzw. kieszonkowe – ….. ciekawe, czy Twoi Bracia też pracowali ? ….i czy Twoje Dzieci wychowywałaś podobnie ?
2. Ależ mi zaimponowałaś tę odznaką Sędziego !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!






Tak, pamiętam dobrze jak na pierwszym i drugim roku studiów uprawialiśmy wspólnie z Zosią marszobiegi po okolicach Poznania – głównie w Lasku Marcelińskim, o którym można przeczytać w Wikipedii: „Lasek Marceliński – las komunalny, znajdujący się w zachodniej części Poznania, na terenie kilku jego części: Marcelina, Junikowa, Wydm, Osiedla Bajkowego i Edwardowa. W większości wypadków Lasek stanowi jedną z granic tych części miasta. Powierzchnia wynosi 230 ha, w tym lasy prywatne to 16,5 ha.” Na pierwszym roku studiów przeżywałem dramat sportowy, bo wtedy bardzo dobrze mi szło w szermierce, głównie w szpadzie, i trenerzy wymagali ode mnie codziennego treningu, ale to się nie udawało pogodzić ze studiami lekarskimi. Gdyby to były studia na AWF to oczywiście dałoby radę. Po szermierce mam ślady na ciele do dzisiaj: większe obwody kończyn lewych, bo jestem leworęczny. No i chcę się pochwalić, że do dzisiaj bardzo regularnie uprawiam przez 30 minut gimnastykę poranną. No i pływanie – właśnie czekam na wnuczki, które zaprosiłem do Term Maltańskich. I na pływalni poniosłem klęskę w wyścigach z wnuczkami, co synowa Karolina sfilmowała. Ale te młode dziewczyny mają treningi prowadzone przez profesjonalistów i są lekkie. Ja bardzo intensywnie staram się pozbyć zbędnych kilogramów, ale przyznaję, że to bardzo trudne. Już mi się udało trochę – i jestem bardzo uparty w dalszym dochodzeniu do idealnej sylwetki. I tutaj dodam coś szokującego. Przed rokiem byłem na Konferencji: https://www.kardiologiaprewencyjna.eu/ I cóż się okazało w świetle najnowszych badań na światowym poziomie? Iż osoby z nadwagą żyją dłużej! A więc warto być aktywnymi fizycznie, ale nie do przesady, nieprawdaż?
Znalazłam wywiad z panią prof. Katherine Flegal, autorką badań o których wspomniał w komentarzu prof. Jerzy Marcinkowski . Podany przez Niego link to jedynie konferencja na której omawiano temat, przedstawiając wyniki badań ww Profesor.
Oryginalna praca była wyłącznie statystyczna opracowana na podstawie danych ok . 3, 5 mln ludzi w różnym wieku.
Nie znalazłam odpowiedzi na swoje pytania, które zadawałam Koledze. Nikt nie analizował tego, jaki był stan kliniczny badanych , jaka dynamika obniżania masy ciała ( gwałtowne odchudzanie i znaczne niedobory pokarmowe, czy nie rozpoznane choroby np. nowotwory ) i w ogóle jak wyglądała masa ciała badanych w różnych okresach życia. Stwierdzono jedynie , że za wysoka masa ciała jak i za niska niesie ryzyko krótszego życia a optymalna, szczególnie dla ludzi 60-70 lat może nieco przekraczać ustaloną normę BMI ( co jak wiadomo też nie jest idealnym wskaźnikiem).
Poniżej podałam link do wspomnianego wywiadu z autorką badań :
http://archive.sciencewatch.com/ana/st/obesity2/10sepObes2Fleg1/