Leszek Milanowski, zdjęcie z internetu
Leszku miły !
Jak fajnie dziś nam się gadało przez telefon. Jesteś empatyczny, otwarty i dowcipny – zresztą taki jak kiedyś – takiego Cię zapamiętałam w tym naszym pamiętnym 1965 roku , kiedy rozpoczynaliśmy poważne życie z medycyną.
Miły gawędziarz z Ciebie.
Rozmawialiśmy więc o sprawach poważnych, bo o Twojej Córce Anuli – która tak pięknie do Ciebie napisała na FB w Dniu Ojca – skopiowałam i znajduje się w poprzedniej części pamiętnika. Dziewczyna to Niezwykła i zasługuje na odrębną tu opowieść; było też o Twojej pracy, planach, no i oczywiście o Pamiętniku. Po raz enty mówiłam, że moim marzeniem jest zostawić po nas ślad dla naszych dzieci – nie tylko dane personalne – że byliśmy i coś tam w życiu zdziałaliśmy – ale jakimi byliśmy ludźmi, jak nas postrzegano – jednym słowem marzy mi się opowieść o naszym Człowieczeństwie – nawet z wadami – do czego niełatwo się przyznać, doświadczeniami, zachowaniami w różnych sytuacjach i o tym kto był z nami blisko i dlaczego nas lubiano lub nie, kto był nam obojętny . A ponadto jak to wszystko się przełożyło na relacje koleżeńskie po przeszło pół wieku nieobecności w życiu ……….
Gdy gawędząc z Tobą dotarłam pod dom – na drodze właśnie ćwiczył mój mąż, który powiedział, by Cię pozdrowić. A Ty – jak zwykle żywiołowy – poprosiłeś o „ podanie go do telefonu „. Wasza rozmowa trwała chwilkę, ale wybuchaliście śmiechem, a moje ucho usłyszało jednym swoim kątem 🙂 Twoją odpowiedź, na zaproszenie do Michałowic – iż się boisz odwetu – bo masz chęć mnie porwać 🙂 . Może nie dosłownie cytuję, ale sens był taki.
Oj, Panowie, nie brakuje Wam dystansu do wieku, płci i siebie. Oczywiście i to mnie wprawiło w dobry humor, bo która kobieta nie marzy o porwaniu 🙂 , bo poza tym dzień zgodnie z moją wczorajszą zapowiedzią w Grupie zaczął się dobrze.
….
Ale wpis dzisiejszy , który” wpadł do mnie” o świcie miał być całkiem inny, bo o cykorii . Brzmiał tak :
Leszku Miły !
Pomysł dzisiejszego wpisu przyszedł do mnie rano.
Gdy zauważyłam Twój nocny komentarz ( będzie na końcu tej opowieści – dla mnie BOMBA ) pod moim zdjęciem cykorii , które zamieściłam na Facebooku zupełnie zaskoczona, roześmiałam się nieomal w głos . To zjawisko do tej pory występowało u mnie raczej rzadko – ale od czasu, kiedy Was ponownie spotkałam – gości we mnie coraz częściej. Wszyscy tj. Mariolko, Jurku i Leszku a także przybyli niedawno spoza naszego kręgu studenckiego – internetowi przyjaciele – Elu i Ewo jesteście Kochani, Niepowtarzalni i odkrywacie Siebie tak pięknie, aż chce się żyć …..

A więc zwyczajowo – po kolei. Może „ pojadę” kuzynką Babci – Marią Rodziewiczówną – no cóż mam w sobie odrobinę tamtego genu ….. 🙂
Był koniec wczorajszego dnia, wrześniowy wieczór nadchodził wielkimi krokami . Słońce wreszcie poszło spać. Jednak jak rozkapryszone dziecko przedtem uprawiało szalone krwiste igry na niebie, potem łagodząc tamte obrazy zostawiło nam łagodne pastelowe obrazy pod powiekami – dokumentacja się dokonała i zdjęcia zostały wysłane w wirtualny świat , tj. do „naszego „Messengera ….
I wreszcie wtedy, zaspokojona widokami, wróciłam do naszego michałowickiego domku, gdzie gościła cisza. Tylko cisza była z nami, choć zza okna wdzierały się ostre dźwięki balangi muzycznej u sąsiadów, u nas tylko WIELKA CISZA – dwie lampki – pod jedną Mąż czytający książkę , pod drugą ja – przed laptopem, z otwartym Messengerem – ale w tej cichości miotana mnogością uczuć.
Miejsce akcji przeniosło się do internetu , który bezszelestnie i cierpliwie przenosił nasze myśli. Bo wszystko się działo pomiędzy Jurkiem , Leszkiem i mną. Reszta naszej messengerowej Grupy gdzieś zniknęła….
W tym samym czasie , Jurek Marcinkowski być może ( przecież dokładnie nie wiem, ale kiedyś wspomniał o Domowych zwyczajach ) ogrzewał się ciepłem poznańskiego domowego Ogniska, przesiadując nieopodal Żony, w dużym pokoju, a nie w swoim gabinecie, Oczywiście był włączony telewizor i komputer, może miał słuchawki na uszach ( nie wiem jakie – może poproszę Go o zdjęcie ) , może też rozlewał białe wino, które właśnie kupił w okolicznym, mającym się likwidować – Tesco – gdzie poza zakupami można poczytać aktualną prasę.
W tę domową sielankę wczoraj wkraczałam dość stanowczo i jak to ja- za nerwowo – za co bardzo Go przepraszam – nieustannie coś pisałam na mess oraz czasem wysyłałam fragmenty korespondencji z Leszkiem. Oczywiście Jurek grzecznie wrzucał jakieś zdawkowe słowo, ale miałam wrażenie, że opędza się ode mnie jak od natrętnej muchy. Pewnie jednocześnie słuchał i oglądał wiadomości różnych telewizji, pochłaniając informacje i szlifując znajomość wszystkich języków świata – oto nasz cały Jurek. Potrafi równocześnie wykonywać kilka czynności – zadziwiająco panując nad sytuacją (czego doświadczyłam niedawno , gdy pisaliśmy wspólne artykuły). Napisałam, zadziwiająco – bo trochę Pesel nam podrósł 🙂 , ale przed ponad 50 laty Jurek też tak miał – dobrze pamiętam , gdy coś do Niego gadałam w czasie zajęć a On nie tylko odpowiadał – ale skrzętnie notował treść wykładu 🙂 .
Też mam podzielną uwagę, ale jednak, gdy zajmie mnie jakaś sprawa poświęcam się jej cała .
Wczoraj byłam pełna emocji – gdyż nawiązałam kontakt z Leszkiem ( oczywiście na Messengerze). Problem dotyczył pamiętników – moich pytań o to, co mogę z Jego listów do mnie zamieszczać, a czego – nie. Ale gdy zaczął pisać o literówkach i właściwie nie odpowiedział na pytanie – ja jako osoba Nadwrażliwa 🙂 ( definicja w necie – jeśli Ktoś ciekaw ) od razu pomyślałam, że nie jest zadowolony a może w ogóle chce się wycofać. I właśnie wtedy przyatakowałam Jurka – o czym było powyżej. Jednak potem się okazało, że Leszek „ wrócił „ do mnie po przeprowadzeniu ważnej dyskusji politycznej na FB i wszystko już było ok.
Jedno tylko mam na usprawiedliwienie – pomysł pisania naszych Pamiętników oraz połączenie nas w Messengerze – był Jurkowy – więc niech „spija wino, które sam uwarzył „ 🙂
Jerzy T. Marcinkowski ze swoją piękną siostrą Ewą Collony – Walewską ( też lekarką ). To bardzo ciepłe zdjęcie otrzymałam od Jurka .
A dzisiaj o świcie, po wykonaniu zdjęć budzącego się dnia , zerknęłam do FB, gdzie wczoraj wrzuciłam fotografię cykorii i rozpoczęła się tam krótka i niewiele znacząca dyskusja.
Ale teraz nagle zauważyłam , że Leszek wrzucił coś swojego pod zdjęciem mojej cykorii. Przeczytawszy – zaniemówiłam , po czym wpadłam w doskonały , a nawet szampański humor….
….
No, ale dość gadania, bo dotarliśmy do tytułowej cykorii.
Pozwoliłam sobie skopiować całą stronę z FB
Poniżej podpis, zdjęcie wykonane na łąkach nadbużańskich i komentarze :
Cykoria podróżnik jeszcze uśmiecha się nieśmiało …
zdjęcie własne.
Komentarze :
Jerzy Marcinkowski Nauczyłem się rozróżniać cykorię podróżnika od chabrów 🙂
Jerzy Marcinkowski Podziwiam artystyczne zdjęcia kwiatów 🙂
Klara Klon A czy ktoś lubi cykorie białe liściaste pędy tego kwiecia hodowane bez dostępu światła pyszne gorzkawe ?
Jerzy Marcinkowski To te kwiaty się je?!
Klara Klon Można dodawać do sałatek kwiaty i młode zielone liście choć tylko w małych ilościach
Jerzy Marcinkowski Czyli jak się podaruje kobiecie bukiet kwiatów polnych to może stać się tak, że ona z tego bukietu zrobi pyszną sałatkę 🙂
Leszek Milanowski Jeśli Cię tym nakarmi to znaczy że obie strony dają z siebie co najlepsze, byle kwiaty polne nie były dawane z intencją zrobienia sałatki. Smacznego.
Czy przeczytaliście dokładnie ?
Czy wiecie dlaczego byłam najpierw zaskoczona a potem rozweselona ?
Odpowiem od razu.
Bo Chłopaki mnie zauroczyły ….
Ale Leszek głębią swojej, rzuconej jakby mimochodem, myśli spowodował, że „popłynęłam” z nią dalej aż pojawił się we mnie taki oto obraz :
Otóż wchodzę na moją nadbużańską łąkę i zauważam w dali jakby znajome sylwetki – to Leszek i Jurek myślę z uciechą – rozsiadam się więc wygodnie na tej pięknej, dziewiczej wonnej trawie przetykanej cykoriami, chabrami i usianej późnymi makami – czekam i marzę. A już Leszek nadbiega z kierunku angielskiego a Jurek z poznańskiego . Każdy z bukietem barwnych polnych kwiatów .
Jurek rzuca swój bukiet ze sprawnością szermierza – od lewej strony – bo leworęczny, jak kiedyś napisał – trafia na moje prawe udo – a Leszek ze sprawnością chirurga plastyka wrzuca bukiet bezpośrednio na mój podołek okryty szeroką barwną spódnicą.
Jest piękny młody nasz czas , wszyscy zauroczeni sobą i tacy jeszcze niewinni.
Ale każdy myśli – chyba nie wtedy – a dopiero teraz , myśli swoje – bo już doświadczenie i życie smakowane wielokrotnie i wiedza. I ja myślę – który z Nich marzy tylko o sałatce zdobnej kwiatami ? , a który chce tylko „dawać z siebie” ?
Tego nie wiem – i nigdy się nie dowiem. Bo kwiatów od Nich nie dostałam i już nie dostanę 🙂
bo ta nasza pierwsza młodość gdzieś w dalekiej dali – choć jest – tylko trochę inna – bo jesteśmy od niedawna razem i tętni w nas to samo serce i te same uczucia płoną – nic to – że już dojrzałe jak te jesienne kwiaty z bukietów …..
zdjęcia kwiatków własne a u stóp Paryż …









Skoro już zamieściłaś, Zosieńko, moje zdjęcie z moją siostrą Ewą Colonna-Walewski, to pragnę się pochwalić, że moja siostra jest niezwykle wysportowana. Świetnie pływa, nawet w zimnej wodzie, skacze w pięknym stylu do wody na głowę, ma wielką krzepę, co pozwala jest bardzo dobrze wiosłować w kajaku. Pamiętam jak kiedyś płynąłem z siostrą w kajaku po Jeziorze Garbicz – woj. lubuskie. Siostra odwraca się do mnie i mówi: „możesz odłożyć wiosło, ja sama dam radę”! Przed około 40 laty byliśmy razem z bratem Stanisławem Januszem (też lekarzem) i siostrą w kinie w pobliżu Ratusza w Gdańsku. I tam jakiś chłopak, w gromadzie innych miejscowych, klepnął ją po tyłku. A siostra od razu tęgo sprała go po pysku. Ale akcja była! W takich sytuacjach to moja siostra bardzo odważna i waleczna jest – pewnie nauczył ją tego pierwszy mąż śp. Kazimierz, który zanim został lekarzem, to służył w Marynarce Wojennej. Moja siostra dumna była z tego, że Kaziu miał na rękach blizny po walkach na noże – z okresu służby w Marynarce.
Mariola
przeczytałam co piszesz o Leszku i jestem zachwycona- piszesz tak ciepło, miło i dowcipnie! Geny to ty masz niezłe
Ewa
Ja też jak zwykle przeczytałam na tzw. jednym wdechu ostatni przesłany przez Zosię wpis. Czekam na następne z ciekawością o kim, o czym będzie tym razem.
Pozwoliłam sobie skopiować z messengera wypowiedzi Koleżanek – dla własnej przyjemności ale też dla Tych, którzy z nami na mess nie są 🙂 Dziękuję Wam za dobre choć mocno przesadzone słowa, które dodają mi skrzydeł – Zosia czyli Klarka