Z pamiętnika Leszka Milanowskiego ( 6 ). Meandry życia rodzinnego.

 

 Minęło trochę czasu od ostatniego wpisu z leszkowego pamiętnika .  Na razie nasz Kolega  milczy – może ma jakieś problemy a może tylko bardzo zajęty pracą czy rodzinnymi spotkaniami. Nie będziemy Go pytać, bo i tak nie pomożemy.  Ale z odległości która dzieli Polskę i Anglię i ostatnio jakby mentalnej, mówimy Tobie – trzymaj się , myślimy pozytywnie całą siłą naszego myślenia !

A teraz pora na tę „blogową kartkę” , która czeka od kilku dni , a zawarte w niej słowa Leszka tak wiele o Nim mówią i są niejako wykładem na temat ( może już dla nas nieprzydatnym – ale dla zaglądających tu Młodych – na pewno tak) – są pięknym Jego wykładem na temat jakże trudny „ jak można żyć” .

Temat znam z autopsji – trzy rodziny Brata – ile łez po drodze widziałam, ile mojej smuty – wiem jak ciężka jest to praca, by nadeszła akceptacja – BEZ CIEPŁA dawanego WSZYSTKIM KIEDYŚ bliskim – a przede wszystkim dzieciom – bez życiowej mądrości –  efekt , który uzyskałeś –  niemożliwy …

Podaję cały zaplanowany przed 10 dniami wpis pamiętnikowy , z moim listem do Leszka …

 Leszku kochany !  Pod ostatnim wpisie pamiętnikowym, gdzie był piękny i czuły list od Córki – Anuli oraz Twojego opisu , co potwierdza obecny tam  Jurek –  pogrzebu Twojej Cioci – Profesor Milanowskiej, kiedy to  szedłeś w kondukcie trzymając obie swoje byłe żony pod rękę  a potem w wielkim spokoju i komitywie wszyscy sobie rozmawialiście – Jurek będący świadkiem wydarzenia – był zadziwiony – jak tak można sobie ułożyć trudne przecież relacje rodzinne –  napisałeś długi komentarz z prośbą bym całości nie zamieszczała.  Wobec tego, komentarza  nie zaakceptowałam  ( dostaję mailem do moderacji) , ale wybrałam fragmenty i zgodnie z Twoją kiedyś wyrażoną zgodą pozwalam sobie podać  …..

 Oto one :

Zosiu, masz dar pisania, ciekawie , wartko , fajnie się czyta. ( oczywiście to tylko  kurtuazyjny zwrot  ale miły – taki „ głask „- za który dziękuję, bo  jak mawia moja córka, psycholog – człowiekowi potrzebne są „ glaski „ 🙂  )

 

Jak było pomiędzy nami ? Po pierwszym rozwodzie układaliśmy się spokojnie, na chłodno, ale z pełnym porozumieniem , myśląc od tym, co może być najlepsze w tej sytuacji dla dobra obu córek. Regularnie , co dwa tygodnie spędzałem weekendy z obiema, młodsza była ze mną przez pierwsze dwa lata, dopóki nie chciała wrócić do Mamy. Zawsze sprawdzałem im lekcje. Od początku widziały rozwój mojego drugiego związku. Wspólne wakacje ze wszystkimi dziećmi z ich młodszym nowym bratem , pod namiotem , nauka pływania od wieku 1,5 roku życia, kibicowanie zdobywania karty pływackiej w 5 – tym roku życia przez ich najmłodszego brata. Podziwiałem moją drugą żonę za pozbycie się naturalnej zazdrości i niechęci, choć Jej Mama początkowo nie była zadowolona. Jednak później stała się wspaniałą Babcią dla moich dwóch córek z pierwszego małżeństwa. Przed drugim rozwodem, zaproponowała mi mieszkanie u Niej, gdzie teraz jest mój polski adres.

Wydaje mi się , że przyczyną takich układów było pozbycie się nienawiści , choć początki bywały trudne. Tolerancja dla drugiej strony.

Umożliwienie wyrobienia sobie u każdego z członków rodziny własnego zdania wobec innych , unikanie ocen , zwłaszcza negatywnych. Pozytywne pozostawiając sobie samemu.

Najważniejsze –  to chyba nie przenoszenie własnych niechęci na dzieci, ochrona ich przed konfliktami dorosłych, podążanie za potrzebami dzieci a nie za swoimi. Dzieci zawsze kochają jednakowo oboje rodziców a jeśli znajdzie się na ich drodze tolerancyjny partner drugiej strony , to same wybierają według własnego systemu ocen. Bolesna jest rywalizacja o dzieci między rodzicami. Tylko dzieciom szkodzi. I tak kiedyś same ocenią i wybiorą lub pogodzą się z faktami.

Wielki na mnie wpływ wywarł przeczytany w liceum „ Traktat o życiu godziwym „ Tadeusza Kotarbińskiego i jego definicja „ opiekuna spolegliwego „- na którym można polegać. Polecam …

Jedyne  zdjęcie Leszka z młodości, z Córkami , które sam podał  na Facebooku . Już kiedyś tu zamieściłam …

Wszystkie zdjęcia przyrody w całym moim blogu są własne.

 

One Reply to “Z pamiętnika Leszka Milanowskiego ( 6 ). Meandry życia rodzinnego.”

  1. Z Leszkiem Milanowskim spotkałem się ostatnio na pogrzebie Jego cioci, wielce zasłużonej dla rehabilitacji medycznej Pani Profesor Kazimiery Milanowskiej (1926-2018), która była m.in. założycielką Lion’s Club Poznań Patria. Panią Profesor Milanowską pamiętam z wykładów z zakresu ortopedii i rehabilitacji. Ale z mów pogrzebowym, które słyszałem podczas uroczystej stypy, dowiedziałem się o Pani Profesor wiele nowego, że była bardzo pracowita i rygorystycznie trzymała się planów dnia – wszystko miała pookładane „jak w zegarku”. Najbardziej utkwiło mi w pamięci, że była bardzo troskliwa o rodzinę ale też wymagała bardzo dużo nie tylko od siebie, ale także od swych dzieci i wnuków – na przykład jak ktoś otrzymał „czwórkę” to to już był dramat – w Jej Rodzinie można było otrzymywać tylko oceny bardzo dobre i celujące! Ze zdziwieniem patrzyłem na Leszka, który – pomimo styczniowej pogody – był „lekko” ubrany. Ale jeszcze bardziej zadziwiające było dla mnie to, że Leszek był na tym pogrzebie z dwoma kobietami i ich dziećmi – byłymi żonami, jak mi Leszek objaśnił – i wszyscy byli ze sobą w wielkiej zgodzie. Tak, Drogi Leszku, masz wielki dar kształtowania doskonałych relacji międzyludzkich, w szczególności w Rodzinie i względem Twoich dzieci!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *