Ostatnie śliwki tego roku…

Zamieszczam ponownie ten tekst   ( dla mnie to jest też opowieść o ludziach i o życiu – nie tylko o śliwkach ) na prośbę a raczej sugestię Eli,   Przyjaciółki blogowej  ( chyba kiedyś opiszę niezwykłą  historię naszej znajomości ) –  która wczoraj na WhatsAppie  napisała do mnie tak : 

” Bardzo piękny refleksyjny tekst. Może wróci do nowego ” Spojrzenia” ? Wielu czytając pewnie się zaduma nad nieuchronnym przemijaniem i jego akceptacją … dla nich bardzo trudną … „

Moi Rodzice …Stefania z d. Jakubiec i Wacław Łukaszewiczowie …1932 rok… Wilno

 

Wrzesień 1, 2012 przez Zofia Konopielko

Bardzo lubiłam  późne jesienne śliwki. Dziwiłam się, że ich słodycz narastała z  wiekiem , a najsmaczniejsze były te brzydkie i  zupełnie pomarszczone..

Łączyła nas  tajemnica  wspólnej jesiennej pory urodzenia ,   delikatny koloryt tych owoców utrwalony  na akwareli namalowanej przez ojca jeszcze w czasach wileńskich , ale najbardziej  ogrody.

Po tylu latach widzę, jak by to było zaledwie wczoraj, ogrody na gorzowskich wzgórzach .       Chodziliśmy tam pieszo , posłusznie dreptałam obok ojca , długo oglądaliśmy  konie  za dużym ogrodzeniem , prowadziły nas małe, kręte uliczki otoczone ładnymi niewielkimi domami . I nagle otwierała się wielka zielona przestrzeń. Zawsze witała  fragmentem nagiego piaszczystego zbocza , dla dziecka jawiącego się  jak ogromna  piaskownica spływająca w dół .W ogrodach królowały dorodne drzewa,  najczęściej śliwy. Ich owoce spadały na kolana siedzących na trawie…

Kiedyś usłyszałam, że te ogrody już odeszły w przeszłość. Wybudowano tam wielkie domy. Nie chciałam  wracać do mojego miasta .

Ale jak wiadomo, najlepszym lekarstwem  jest czas. Odważyłam się . Pomyślałam, że domy , to tylko jakiś  znak czasu, ale ludzie? Jacy ludzie zamieszkali w tym magicznym śliwkowym raju? Czy są inni, czy czują się inaczej wiedząc, że mieszkają w moim zaczarowanym miejscu .

Poszłam  o świcie, żeby zobaczyć jak tam , na moich dawnych działkach , budzi się dzień. Stałam nieruchomo na skraju wzgórza.

Mieszkańcy pojawiali się stopniowo. Najpierw powoli wyłaniali się starsi panowie, wyprowadzali   swoje  psy, niektórzy leniwie wciągali dym z zapalonych pospiesznie papierosów , inni człapali po schodach z siatka pełną świeżych bułek.

Po niewielkiej pauzie, gdy słońce już stawało się widoczne ,  wielu  młodych ludzi  zwinnie zbiegało w dół , skacząc po dwa lub trzy stopnie na raz w dół, zapinając po drodze kurtki. Słychać było głośno zatrzaskiwane drzwi samochodów , już pracowały silniki i po chwili zaczęła panować wielka ciepła cisza.

Pomyślałam dziecięco rozczarowana , że mieszkający w moim zaczarowanym podziałowym miejscu  ludzie są zwykli , tacy jak wszędzie….

Ale nagle usłyszałam odgłos otwieranego okna. Spojrzałam na górne piętra .W otwartym oknie stała starsza smukła kobieta .W wielkim już słońcu na chwilę zamigotały szklane tafle okna, potem rozbłysły złote refleksy  na jej siwych włosach. Stała długo i patrzyła przed siebie. Co widziała? Nigdy tego nie zgłębię, nie dowiem się.

I zrozumiałam, że widok za oknem wielkiego bloku stojącego na szczycie wzgórz , zajmującego przestrzeń moich działek , jest tak piękny że może dawać radość , siłę , wiarę i nadzieję  ….

Że  spoglądanie na miasto ,  na dolinę wielkiej rzeki u stóp może być większym przeżyciem niż smakowanie późnych jesiennych śliwek….

 

Wspomniana w tekście akwarela namalowana przez mojego Tatę – Wacława Łukaszewicza w 1932 roku w Wilnie. Przywieziona przez Mamę po wojnie ….. ocalała pomimo pożogi i transportu w bydlęcym wagonie ….

 

 

Tekst własny zamieszczony przed laty w portalu MM Gorzów pod nickiem Łuka

Komentarz :

Wiktor Rosiński ( wnuk)  

Październik 18, 2018 o 2:33 pm

Piękne

6 Replies to “Ostatnie śliwki tego roku…”

  1. Wpatruję się w zdjęcie Twoich Rodziców – i zastanawiam się co masz w sobie po Mamie, góralce beskidzkiej, a co po Ojcu rodem z Wilna. Ich korzenie pochodziły z całkiem różnych środowisk, także kulturowych – i wydaje mi się, że to wyraźnie widać. No i najważniejsze: po kim masz ten talent narratorski tak pięknie uwidaczniający się w Twoim blogu.

  2. A mnie się od razu przypomniał Dziadek Wacek,który z takim zachwytem patrzył przez okno na Broniewskiego i opowiadał o drzewach,Kampinosie i co dalej widział???

  3. Tak, Coreńko to wielkie Szczęście że mieliscie takich Dziadków- Babcia chodzaca encyklopedia, mądrość zyciowa, stanowczosc, konsekwencja .. Ale też Jej niezapomniane zwięzłe ciekawe opowieści zawsze z puentą . Dziadek romantyk, artystyczna dusza, łagodność ….gdy już nie wychodził z domu pokazywał nam drzewa za oknem i mówił że to Kampinos kt zawsze przedtem odwiedzalismy ….

  4. Nic dodać , nic ująć – poprostu piękny wpis o mieście również mojego dzieciństwa .
    Jakże cenny.
    Pozdrawiam autorkę bardzo serdecznie.

  5. I ja chodziłam oglądać te konie, Zosiu, a teraz… teraz z wieży mieszkalnej na dawnych działkach oglądam bajeczne wschody słońca. U stóp „mojego” wzgórza jest dom, w którym mieszkała Babcia Nadzieja. Kiedy przychodziłam do niej jako dziecko, nie miałam pojęcia, że na widzianych za oknem ogródkach kiedyś wyrosną domy i w jednym z nich zamieszkam

    A śliwki… przepyszne i akwarela Twego Taty pięknie węgierkowa. Dobrze, że ocalała

Pozostaw odpowiedź Zofia Konopielko Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *