Nadany przeze mnie tytuł jest dość niezręczny , ale długo się nad nim zastanawiałam – może potem jeszcze zmienię – mam nadzieję na jakieś propozycje Kolegów – oj niełatwo ująć skrótowo wszystko o Krzysztofie i wspomnieniach. … w opowieści Krysi ten zwykły ponury chłopak okazał się tak Piękny, że nie mogę przestać o Nim myśleć …
Jakże był samotny ze swoją Wielką Bujną Duszą tęskniącą do ludzi, przyjaźni, zainteresowania, może podziwu – a też miłości z myślami poetyckimi kłębiącymi się w głowie i mnogością pięknych kadrów do złapania w obiektyw… Duszą, która nie mieściła się w tym skromnym ciele – była za duża, nieujarzmiona i chyba dlatego wybrał inny świat …..ale uprzedzam Wasze opowieści, przepraszam ….
Gdy w roku 1965 rozpoczynaliśmy studia na Akademii Medycznej w Poznaniu jeszcze nie wiedzieliśmy, ba, nawet nie myśleliśmy o tym co nas czeka…. Od tamtego października, gdy staliśmy dumni, radośni ale też przejęci na dziedzińcu Anatomicum minęło już bardzo wiele lat – czegoś się nauczyliśmy, dostawaliśmy nieraz „ po głowie”, nauczyliśmy się żyć z porażką ale też zwyciężaliśmy – żyjemy i dostaliśmy od losu okazję by się tu spotykać.
Jednak wielu z nas przedwcześnie odeszło do drugiego ponoć lepszego świata. Jeśli chorowali i na ich choroby nie było już leku – pochylaliśmy się bezradnie nad tym faktem, ale niektórzy sami sobie odebrali życie. Dlaczego ? stale wraca to pytanie.
Pamiętamy Ich wszystkich, wspominamy a dopóki żyjemy – Oni żyją w nas ….
Podjęliśmy temat opowieści o naszych zmarłych Kolegach jesienią , trochę nieświadomie, że zbliżymy się do listopadowego Święta Pamięci …
Zauważyła to nasza koleżanka z roku – Krysia Anioł – tak zaczynając list wysłany do wszystkich kolegów korzystających z internetu – który zamieszczam tu za Jej zgodą – jednocześnie dziękując za odkryte przed nami piękno umysłu Krzysia.
” Witam Was i skoro już przypominamy sobie pewne szczegóły z życia Tych, co odeszli i to tuż przed Ich świętami –
i kontynuowała : dodam może mało znane fakty lub pominięte, bo nie byliśmy jeszcze lekarzami i nie przywiązywaliśmy do nich adekwatnej wagi ( … )
…bardzo podobnie myśli Leszek którego opowieść skopiuję później ….
….rozmyślam więc – ciekawe czy teraz , z naszą dojrzałością, wiedzą o życiu i doświadczeniem interesowalibyśmy się którymś z kolegów tak, by mu pomóc ? nie wiem ……może tak, może nie ….
Jakiś czas temu rozmawiając z Jurkiem o kolegach, którzy tragicznie odeszli dowiedziałam, że m. in. w młodym wieku popełnił samobójstwo Krzysztof Szereszewski . Postać Krzysia Szereszewskiego zapamiętałam dość dobrze. Napisałam Postać – bo w ogóle Go nie znałam, tylko pamiętam Jego sylwetkę faktycznie może trochę przypominającą szerszenia w skali makro – bo tak Go nazywali chłopcy, wywodząc to określenie od Jego nazwiska – był niewysokim chłopakiem – chodził nieco wychylony do przodu – pewnie z powodu silnej wady wzroku bo nosił duże okulary z grubymi szkłami i … jakby przemykał obok… chyba był w sąsiedniej grupie na zajęciach z anatomii….
Wkrótce dostałam od Jurka mail ze wspomnieniem o tym Koledze. :
Z nami – podczas studiów lekarskich w Akademii Medycznej w Poznaniu w latach 1965-1971 – był m.in. Kolega Ludwik Krzysztof Szereszewski.
Postać, która wbijała się innym w pamięć z uwagi chyba głównie na to, że nosił ze sobą zeszyt do którego wpisywał dowcipy, jakie usłyszał, bądź sam ułożył. ( ooo dopiero teraz, po opowieści Krysi Anioł – zauważyłam tę ciekawą informację, którą przedtem pominęłam –„ dowcipy, które sam ułożył” !!! ) Ten zbiór posiadanych przez Niego dowcipów był przeogromny.
Ludwik Krzysztof Szereszewski był starszy od nas o parę lat, bo wcześniej studiował mikrobiologię, ale gdzie – niestety nie pomnę. I po studiach zamierzał w tym kierunku się specjalizować.
Wszystko jednak przedwcześnie się zakończyło przez Jego próby samobójcze. Nie mam pojęcia z jakiego powodu.
Ponoć miał powiedzieć do śp. Krzysia Urbańskiego, że nie da swego zdjęcia do albumu dyplomatoryjnego, bo już wtedy go nie będzie. I rzeczywiście nie było. Popełnił kolejne samobójstwo (leki) po którym Go nie odratowano. Nie mieliśmy pojęcia dlaczego!
Po pewnym czasie, niezależnie od naszych z Jurkiem mailowych wymian informacji – zupełnie niespodziewanie, jakbyśmy płynęli w jednym nurcie ” rzeki ” naszego życia – odezwał się Leszek ( cytuję Jego list w całości – bo ma ciekawy osobisty podtekst ):
A czy pamiętacie Szereszewskiego ? To dla mnie zagadkowa postać. Zaraz po odebraniu dyplomu odebrał sobie życie.
Z początku kładłem to na karb bardzo prawdopodobnych zaburzeń psychicznych. Dla mnie to było niewytłumaczalne. No, odebrał, to odebrał.
Z racji Jego samotności i pewnego jakby „wywyższania się” co kilka (mało) razy odczułem dziś uważam, że Jego targnięcie się na życie było jakąś moją współwiną. Każdy myślał o sobie, nie patrzyliśmy na kolegów wokół, nie staraliśmy się zrozumieć i akceptować.
Dziś jesteśmy bardziej ze sobą związani niż na studiach. To na pewno stygmat naszych przeżytych lat (broń Boże podobno jakiegoś „wieku emerytalnego”), doświadczeń życiowych i lekarskich .
Szereszewski na pewno nie miał wśród nas przyjaciół. On sobą odstręczał. Ale czy to usprawiedliwia nasz brak zainteresowania? Na pewno miał jakieś psychiczne zaburzenia, ale czy to może usprawiedliwić naszą obojętność ?
Nie była to postać ciekawa. ale w końcu był naszym kolegą. „Solidarność „nieco zmieniła moja ocenę otoczenia. Choć kłamstwa, oszustwa, obrażania są nadal ale czy to może nas zdenerwować? Wiemy swoje.
Na pewno kolega Szereszewski nie jest postacią, którą warto wspominać, ale rzuca światło na nasze charaktery.
Te ostatnie filozoficzne rozważania są pewno dalszym ciągiem zarzuconych studiów z psychologii, ale widzę, jak do rzeczywistości podchodzi moja Córka, psycholog na Kajmanach.
Dobrze, że mamy ze sobą kontakt.
Wasz,
Leszek
Ponieważ Leszek swoje wspomnienie o Ludwiku wysłał drogą mailową do kolegów z roku, pobudził kolejnych.
Wojtek Kasprzak tak napisał – podaję cały list :
Jak myślę o genialnych schizofrenikach przypomina mi się kolega Szereszewski. Potrafił dokładnie zacytować co było napisane drobnym drukiem, 10 linia od góry, na 98 stronie „Bochenka”. ( tak nazywaliśmy skrótowo znany wszystkim medykom słynny 7 tomowy podręcznik z Anatomii pod redakcją Bochenka , który musieliśmy „ pokonać” w czasie tylko dwóch semestrów – bo byliśmy pierwszym rokiem, kiedy nauczanie anatomii prawidłowej skrócono o jeden rok – przyp. Z. K. ).
Pod koniec studiów rozpoznali u niego schizofrenię. Marzył żeby być lekarzem wiejskim.
Nie chcieli mu dać prawa wykonywania zawodu. Byłby perłą każdego zakładu teoretycznego.
Chciał być jednak lekarzem wiejskim i wobec odmowy uzyskania prawa wykonywania zawodu lekarza – się powiesił.
Serdecznie ściskam wszystkich co mnie jeszcze pamiętają, tych co nie pamiętają też
Wasz Wojtek Kasprzak
I tu nastąpiło coś niespodziewanego – odezwała się Krysia Anioł – odsłaniając przed nami tyle nowych informacji o „ Szerszeniu „ , że nasze o Nim wyobrażenia dotychczas dość ponurawe przybrały piękną barwę – jednym słowem postać Ludwika Krzysztofa Szereszewskiego zajaśniała przed nami pięknym światłem.
Za Jej zgodą zamieszczam tu cały Jej list oraz erratę , bo przy okazji z wielką swadą wplata niezwykle interesującą opowieść o sobie . …
- Krzysztof vel LUX, bo tak podpisywał w „ITD” swoje przednie felietony. Byłam z Nim na krótkim obozie „naukowym” w Powierciu (może mylę miejscowość), ale koło Słupska, również z Zakładu Higieny. Chodziliśmy badać wodę w studniach…
Krzysztof zawsze miał aparat fotograficzny, robił przepiękne ujęcia, artystyczne, biało-czarne, z cieniem, z negatywem, z filtrem itp. Potem je sam wywoływał, cieniował, poprawiał… Miałam swego czasu sporą kolekcję własnych fotografii z Jego ręki… Należał do typu astenicznego „cherlaka” i być może zaciekawiła Go moja atletyczna siła (wtedy jeszcze uprawiałam lekką atletykę w II-ligowym GKS „Olimpia” Poznań i jednocześnie siatkówkę w KS.”Energetyk” Poznań, również II-liga…o czym wiedzieli tylko nauczyciele Studium WF AM i …J.M. Rektor Roman Góral, bo przenosili moje tzw. ” sztywne karty” do AZS przed MTU :Mistrzostwa Typu Uczelni – w piłce siatkowej, lekkiej atletyce, narciarstwie i nawet raz w piłce koszykowej…)
Ad rem: ta siła którą musiałam jakoś uwolnić, bo to nie był obóz sportowy, a taki nijaki… spowodowała, że podczas jakiegoś dłuższego marszu, przechodząc obok rzeczki Parsęty – rozebrałam się odpowiednio do pływania i popłynęłam sobie środkiem rzeczki, a Krzysztof biegł po nabrzeżu, robiąc zdjęcia i układając zapewne kolejne strofy wierszy…
a pisał rzeczywiście wspaniale. Rytm i rym wiersza dosłownie spływał mu z pióra. Może pamiętacie sytuacyjny wiersz, który wywiesił przed aulą na Przybyszewskiego na Dzień Kobiet, pamiętam jego fragmenty do dzisiaj.
Tłumaczył też poezję rosyjską – przysłał mi wiersz „swój” Siergiusza Jesienina pt. „Pieśń o psie”, przy którym serdecznie się spłakałam.
Po powrocie z tej eskapady, a przed zgrupowaniem sportowym w Sierakowie pojechałam jako p.o. lekarz na rozbrykaną, męską kolonię do Chodzieży, gdzie za każde przekleństwo aplikowałam 50 lub 100 przysiadów, a mogłam to robić, bo sekundował mi kierownik kolonii, który był moim nauczycielem WF z Liceum. Tamże otrzymałam od Krzyśka TEN WIERSZ pt. „Jak się Anioł utopił w Parsęcie…” mam go do tej pory. Do wglądu, jak zaznaczył, bez prawa kopiowania, przesłał mi ogromny zbiór swoich wierszy…trochę je jeszcze pamiętam.
Gdyby taki dorobek zaginął w rodzinie byłaby ogromna szkoda. A być może tak się stało…..
Krzyś miał ojczyma i przyrodniego brata, który zawsze był w tej rodzinie na miejscu pierwszym…Krzyś na ostatnim…ale miał wiernego psa.
Po obozie, nie pamiętam w jaki sposób dotarliśmy do domu Krzysia w Koszalinie ul. Zgoda 15 (przypomniałam sobie jak zakończyłam to pisanie…), chyba była z nami Teresa Tułecka, Olga Czekała, nie wiem kto jeszcze… zaprowadził nas do swojego królestwa: poziom dolny domu to było ogromne laboratorium fotograficzne. Pies był też ogromny i wspaniały.
…przewijam taśmę myślową …kochał się STALE w Monice…to było wiadome i dla niej chyba tworzył wiersze najpiękniejsze… chociaż nie odpowiadała na jego adorowanie… załamał się na piątym roku…trochę zagubił się, chyba był leczony, przerwał studia (?) nie wiem, ale nie dotarł z nami na szósty rok.
I teraz :
PODOBNO: otrzymał dyplom rok po nas, nie wiem jak było z prawem wykonywania zawodu, ale wiem , że pracował w szpitalu w Koszalinie (?), otrzymał salę z pacjentami, jeden z pacjentów mu „odszedł na wieczne łowiska”, Krzyś uważał, że to jego wina…………….przyszedł do domu i w ukochanym laboratorium powiesił się…… Nie wiem ile w tych podaniach z ust do ust jest zawarte prawdy. Może więcej będzie wiedziała Ulka Mikołajczak-Mejer z Koszalina.
A w ogóle to po tylu latach pewne fakty, słabo odkurzane, zacierają się i to dodatkowo mnie, która nabyła tego „nosa” i „rozumu” lekarza jakieś kilka lat po studiach…bo studia dla mnie to była CHWILA największych sukcesów i najcięższych kontuzji, jakich doznałam w sporcie. A nagrodę rektorską za dobre wyniki w nauce dostałam raz (po czwartym roku), gdy prawie pół roku byłam do pasa w gipsie po kolejnym urazie narciarskim ….. Tak, nawet mój Ojciec (dożył 98 lat +2017) żartował, że studia przeszkadzały mi w uprawianiu sportu…ale miałam ten komfort, że mogłam uczyć się nocami… gdy była cisza …nigdy nie mogłam uczyć się z kimkolwiek, choć próbowałam, bo przecież nie mieliśmy wszystkich podręczników, skryptów, to była bieda…nawet śmierdzące denaturatem arkusze z kserokopiarki wietrzyłam na balkonie by w nocy nie lać na nie łez. Podziwiałam tych wszystkich, którzy potrafili uczyć się w akademiku… i do tej pory podziwiam np. Ulkę Mikołajczak, z którą spotykamy się w gronie lekarzy sportowych.
KONIEC, więcej ode mnie nie dowiecie się, chyba, że napadnie mnie ponownie, o północy PAMIĘĆ.
Przyznam, że ULŻYŁO MI, GDY WYGADAŁAM SIĘ DO WAS. BO JUŻ OD DAWNA MIAŁAM ZAMIAR PRZEKAZAĆ TE INFORMACJE, O KRZYSZTOFIE LUDWIKU SZERESZEWSKIM, SZERSZEMU, ALE PRZYJAZNEMU GRONU I BYĆ MOŻE SPOWODOWAĆ, ŻE TE JEGO WIERSZE BĘDĄ MOGŁY BYĆ KIEDYŚ WYDRUKOWANE ….DLA POTOMNYCH.
Serdecznie Was pozdrawiam – Krystyna Anioł-Strzyżewska
Po pewnym czasie Krysia przysłała erratę do swojego wspomnienia :
Witam i uzupełniam z pamięci nieprawdziwe dane podane w pierwszym pisaniu o L.K. Szereszewskim. Otóż nie Powiercie k. Koła, a wieś PUSTARY w gminie Dybowo k. Kołobrzegu, bo tam płynie Parsęta…
Wspaniały pies Krzysztofa to był Ralph….


Nasz kolega z roku ze studiów lekarskich śp. Ludwik Krzysztof Szereszewski miał mnóstwo pasji życiowych. Pisał wiersze. Robił artystyczne zdjęcia. Ale brakowało mu odwzajemnionej miłości, bo Jego postura nie przyciągała fizycznie… Miał zbyt wielką duszę i olbrzymie marzenia, które nie były spełniane… i to go zgubiło!
Grób Ludwika Krzysztofa Szereszewskiego (urodz. 22.06.1945 – zmarł 05.09.1971) znajduje się na Cmentarzu Komunalnym w Koszalinie. Jest pochowany w ładnym grobowcu pośrodku małżeństwa Rozalia Lasotowa i Antoni Lasota – zasłużonych nauczycieli, którzy Go adoptowali. Jest tam ładne zdjęcie Krzysia – takiego Go dokładnie pamiętam, łącznie z tym, że był zafascynowany twórczością Stanisława Hermana Lema (1921-2006) – polskiego pisarza science fiction, filozofa i futurologa. Nieopodal na tymże Cmentarzu spoczywa jeszcze jeden Nasz Kolega z Roku – Wiesław Jurga (19.04.1946-03.10.2003).